Zgubione-znalezione

 



[fot. Ryszard Zaklukiewicz, klisze w zbiorach Dariusza Kiełtyki]
[opis do zdjęcia: oryginalne krzyże z cmentarza w Uściu Gorlickim porzucone po remoncie za ogrodzeniem]


Wędrując przez biblioteki cyfrowe natknęłam się na artykuł Dariusza Janusia pt. “Zagubione miejsca, zapomniane cmentarze”,  który został opublikowany w tygodniku Tarnowskie Azoty nr 17 z 27.04.1990 r. Autor poznaje historię cmentarzy zachodnio galicyjskich podczas spotkania z pasjonatem wycieczek górskich i fotografii Piotrem Kosiniakiem. 

Obaj panowie poprzez żywą dyskusję opowiadają czytelnikowi o zapomnianych nekropoliach 1-szo wojennych. Pan Piotr udostępnia swoje archiwum, włącza nagrany samodzielnie - prawdopodobnie kamerą VHS - film, wyciąga zdjęcia, dokumenty, kserokopię książki Brocha i Hauptmana i zabiera dziennikarza w podróż w przeszłość. 

Ten niezwykły tekst przytaczam w całości, licząc że może ktoś z Was wie, co dzieje się osobami wymienionymi w artykule. A może znacie także losy archiwum Piotra Kosiniaka, które obecnie jest wartościowym uzupełnieniem historii 400 cmentarzy wybudowanych przez służby cmentarne Austro Węgier.

Zaprezentowane zdjęcia zostały wykonane prawdopodobnie w zbliżonym okresie przez Ryszarda Zaklukiewicza i znajdują się w archiwum Dariusza Kiełtyki. Za ich udostępnienie bardzo Darkowi dziękuję.


Dariusz Januś, “Zagubione miejsca, zapomniane cmentarze”, Tarnowskie Azoty : tygodnik Zakładów Azotowych w Tarnowie. 1990, nr 17, 27.04.1990 r. ze zbiorów Tarnowskiej Biblioteki Cyfrowej.

[LINK]

Słyszałem o nim od dawna. Razem z Markiem Witkowskim i Tadkiem Sypkiem wyjeżdżali często w góry. Oprócz rekreacji ciągnęło ich tam zupełnie coś innego. Szukali starych, zapomnianych cmentarzy z okresu I wojny światowej. Marek był przewodnikiem górskim, wszystkie leśne szlaki przejścia nie stanowiły dla niego żadnej przeszkody. Piotrkowi to odpowiadało. Wyszukiwał z książki majora Rudolfa Brocha stare cmentarze, a Marek pomagał mu tam dotrzeć. 

Na miejscu Piotrek robił dokładne zdjęcia. Najpierw fotografował ogólny widok nekropolii, a następnie ogrodzenie, bramę wejściową, kaplicę cmentarną, końcu nagrobki. Większość tych cmentarzy jest bardzo zaniedbana. Zarośnięta chwastami lub ukryta głęboko w lesie. Tak było, kiedy chcieli znaleźć cmentarz w Lipnie koło Kamiennej Gładyszów. Trzy razy przechodzili przez to samo miejsce, wreszcie idąc już kolejny raz na zboczu góry w okolicy dawnej cerkwi zauważyli resztki starej nekropolii. 

Podobnie było w przypadku cmentarza na Rotundzie, niewielkiej góry w Beskidzie Niskim. Kilkakrotna penetracja terenu nie dała rezultatu. Wreszcie, kiedy Piotrek zauważył trzy drewniane wieże, pognał przez zarośla jak oszalały. Na szczycie cały dygotał ze zmęczenia i ze złości. 

— Popatrzcie w jakim jest on stanie — powiedział. 

Rzeczywiście widok był przerażający. Zniszczone nagrobki żołnierzy zarośnięte były chwastami. Z czterech drewnianych wież pozostały tylko trzy. Czwartą rozebrali miejscowi chłopi.


[fot. Ryszard Zaklukiewicz, klisze w zbiorach Dariusza Kiełtyki]
[opis do zdjęcia: stan cmentarza nr 51 na wzgórzu Rotunda w połowie lat 80-tych XX w.]


Czekałem na niego w Mościcach. Wiedziałem, że pracuje w serwisie WPHW tuż obok „Sezamu". Po dziesięciu minutach energicznym krokiem podszedł do mnie młody, krępy, na sportowo ubrany mężczyzna. 

— Piotrek Kosiniak? — zapytałem 

— Tak. 

— Jestem od Marka Witkowskiego. 

— A już wiem. 

Jeszcze tego samego dnia umówiliśmy się u niego w mieszkaniu. Szybko bez specjalnych ceregieli przeszliśmy na ty. 

— Może zrobić herbatę? — zaproponował. 

— Wolałbym cos zimnego — odpowiedziałem i po chwili piłem już wodę mineralną. 

— Wiesz co — powiedział Marek [msz: Piotr] — zanim zobaczysz całą moją dokumentację pokażę ci film, który nagrałem na taśmie wideo. 

Jego tematem były cmentarze w Galicji Zachodniej. Nic nie notowałem. Wsłuchiwałem się tylko uważnie w głos lektora... Bitwa pod Limanową i Gorlicami... Cmentarz wojskowy w Nowym Sączu, na którym oprócz polskich legionistów leżą także Austriacy, Włosi, a nawet Serbowie. Bardzo ciekawie pokazany był cmentarz w Gorlicach, na którym 1 listopada 1915 roku składano już pierwsze kwiaty na mogiłach żołnierzy. Dalej obraz nekropolii w Sękowej, Lubince i żydowski, jeden z nielicznych, który zachował się z tego okresu, cmentarz w Zakliczynie. W trakcie filmu Piotrek nerwowo kręcił się po pokoju. Otwierał szafki w segmencie. Wyciągał różne zdjęcia, fragmenty gazet, mapy i stare opisy. Zaraz kiedy tylko film się zakończył zapytałem. 

— Piotrek, kiedy tak naprawdę zainteresowałeś się tymi cmentarzami? 

— Osiem, może dziewięć lat temu spotkałem Tadka Sypka. Chodziliśmy razem w góry. Ponieważ często po drodze spotykaliśmy zagubione stare cmentarze, postanowiłem się nimi zająć. Pomógł mi także Roman Frodyma przewodnik jasielski. Kiedyś w zapadłej bieszczadzkiej wsi, na strychu domu, w którym nocował znalazł dokładną austriacką mapę z opisem cmentarzy z okresu I wojny światowej. Domyślam się, że najprawdopodobniej pochodzi ona z książki Rudolfa Brocha i Hansa Hauptmanna „Groby bohaterów Zachodniej Galicji”. Słyszałem, że taka książka istnieje, jednak przez wiele miesięcy nie mogłem do niej dotrzeć. Wreszcie natrafiłem na nią w jednym z warszawskich muzeów. Zrobiłem kserokopię i przywiozłem ją do Tarnowa.

Piotrek wyciąga mapę pochodzącą właśnie z tej książki. 

— Popatrz, są wszystkie. 378 cmenta­rzy plus tzw. okręg „Z” — twierdza Kraków. Każdy cmentarz ma swój nu­mer. Na przykład Lubinka oznaczona jest numerem 192. 

Z innej teczki pochodzi oznaczony, tą samą cyfrą opis nekropolii i kilka zdjęć. Oglądam nagrobki, zatrzymując się przy kaplicy cmentarnej. 

— Czy wiesz — mówi Piotrek — że jest ona do tej pory wykorzystywana? Często miejscowi parafianie urządzają tam polowe nabożeństwa. 

— Popatrz, zupełnie inne zdjęcie. To Ujście Ruskie, teraz Ujście Gorlickie. Kilka lat temu wyrzucono z wojsko­wego cmentarza stare oryginalne krzyże z charakterystycznymi półokrągłymi blaszanymi daszkami, a w ich miejsce wstawiono krzyże brzozowe, które nie miały nic wspólnego z I wojną świato­wą. Jeszcze rok temu te pierwsze po­rzucone były bezładnie obok cmentarne­go muru. Ciekawy jestem czy nadal tam leżą? 




Każdy cmentarz miał swój określony styl. Nad każdym pracował architekt, rzeźbiarz, a nawet ogrodnik. Oni szcze­gółowo przygotowywali każdy detal. Z oddziałem Brocha, który zajmował się pochówkiem poległych, współpracowali wybitni artyści: Robert Motka, Dusan Jurkowic, Gustaw Ludwig, Hans Mayr, Alfons Jager czy Heirich Scholtz, któ­rego postać tak barwnie została przedstawiona: we „Wstępie do szwejkologii” Antoniego Krocha. Oddział grobów wojennych majora Brocha zajmował się pochówkiem wszystkich żołnierzy. Nie tylko tych, którzy walczyli po stronie państw cen­tralnych, ale także Rosjanami czy Wło­chami; Dla Rosjan budowano osobne cmen­tarze z charakterystycznymi prawosław­nymi krzyżami. Jak już wspomniałem, niektóre nekropolie mają niepowtarzal­ne nagrobki. Na przykład typ “Sieklówka” w formie dwóch skrzyżowanych drewnianych mieczy występuje tylko w rejonie jasielskim. Cmentarne krzyże — drewniane, że­liwne, kute, betonowe .— gromadzono wcześniej w specjalnych składach roz­dzielczych. Jeden z nich znajdował się koło dworca w Tarnowie. Próbowałem to miejsce odszukać, ale bezskutecznie. 

— Czy wszystkie te wiadomości zdo­byłeś dzięki publikacji Brocha? 

— Tak, to bardzo precyzyjnie napi­sana książka. Można śmiało powiedzieć, że z niemiecką pedanterią. Broch brał pod uwagę także to, że po zakończeniu wojny część rodzin będzie chciała od­szukać groby swych bliskich. Są w książce szczegółowe informacje o loka­cji każdego cmentarza, a na podsta­wie karty pochówku rodzina magla do­wiedzieć się gdzie jest kwatera, rząd i numer poszukiwanego grobu. Dla lep­szej orientacji obok cmentarzy Znajdo­wały się tzw. "drogowskazy, czyli słupy przydrożne. Często one i teraz są dla mnie ważnym sygnałem, kiedy mam kłopoty z odszukaniem starej nekropo­lii. 


[fot. Ryszard Zaklukiewicz, klisze w zbiorach Dariusza Kiełtyki]
[opis do zdjęcia: Drogowskaz/Zugang do cmentarza nr 105 na Harcie w Bieczu w połowie lat 80-tych XX w.]


— A zapomniane zupełnie cmentarze? 

— Jest ich wiele. Jeden znajduje się w Bierówce koło Jasła. Do niedawna służył jako wysypisko śmieci Na cmentarzu w okolicy Wału koło Lichwina, zarośniętym zupełnie trawą pasą się teraz krowy. Są też miejsca, o któ­rych ludzie absolutnie nie wiedzą. My­ślę o cmentarzu w Tarnowie oznaczo­nym. numerem 202. Znajduje się on u zbiegu ulicy Nowodąbrowskiej i Szpi­talnej. Dzisiaj są tam małe planty. Lu­dzie spacerują, siadają no ławkach, a nie wiedzą, że znajdują się tuż nad grobami poległych żołnierzy.


[fot. Ryszard Zaklukiewicz, klisze w zbiorach Dariusza Kiełtyki]
[opis do zdjęcia: stan cmentarza nr 202 w Tarnowie w połowie lat 80-tych XX w.]


 — Posługujesz się numeracją bez problemu. Gdzie zatem znajduje się cmentarz oznaczony numerem jeden? 

— Jest on na wzgórzu Czeremcha u źródeł potoku Ryjak, w pobliżu gra­nicznej miejscowości Ożenna. Są tam dwie zbiorowe mogiły żołnierzy rosyj­skich. 


[fot. Ryszard Zaklukiewicz, klisze w zbiorach Dariusza Kiełtyki]
[opis do zdjęcia: stan cmentarza nr 1 w Ożennej w połowie lat 80-tych XX w.]


Było już późno. Podziękowałem mu za rozmowę i pobiegłem na przystanek autobusowy. Pamiętam, że po tygodniu jeszcze raz do niego zadzwoniłem. Wy­czułem, że był bardzo zadowolony. Kil­ka. dni temu na cmentarzu żydowskim w Tarnowie odkrył zasypana zupełnie ziemią płytę nagrobną legionisty Josefa Steinera, katolika, który nic nie miał wspólnego z Żydami. Była to dla niego prawdziwa niespodzianka


Komentarze