Nad Wisłokiem
[zdjęcie własne, cmentarz na stoku Królewskiej Góry]
Kiedy po raz pierwszy byłam w okolicach Suchej Góry i Królewskiej Góry? W okolicy Węglówki i ruin Odrzykonia? Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Prządki, dąb w Rzepniku, rezerwat Herby i Bramę Frysztacką? Schron kolejowy w Stępinie i pod Górą Żarnowską? Wiśniową, Dobrzechów, Lutczę i Strzyżów. Wisłok płynący u podnóża pasma wzgórz od Odrzykonia po Frysztak?
Na te pytania nie mam jednej odpowiedzi, ponieważ mieszkając wcześniej w Bieczu, a teraz w Rzeszowie znam te miejsca od dawna, z różnych perspektyw i w różnym stopniu. Byłam w nich w różnym czasie, towarzyszyły mi przy tym różne emocje, czasem skrajne. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego są dla mnie aż tak ważne. Są i już.
Nigdy jednak nie sądziłam, że do tego stopnia, iż podejmę próbę naszkicowania ich historii z maja 1915 r. I to bez pewności, czy mi się uda, czy tekst będzie poprawny we wszystkich aspektach, czy popełnię błędy lub nieścisłości. Nie jestem ani historykiem, ani też nie poruszam się biegle w terminologii wojskowej, nie mogę jednak przejść obojętnie wobec swego rodzaju wybiórczej pamięci “dotykającej” tę okolicę.
Obie wojny światowe odcisnęły tutaj swoje piętno, przy czym ta druga pozostawiła po sobie monumentalne budowle w Stępinie i pod Górą Żarnowską, wiele straconych żyć i działań odwetowych w czasie i tuż po drugiej wojnie światowej.
Co jednak działo się podczas Wielkiej Wojny?
Z pewnością nie był to obszar zupełnie bez znaczenia. Świadczą o tym choćby mogiły i cmentarze rozsiane po okolicy. Kto tutaj ginął? Jakie armie wędrowały po okolicznych wzgórzach i przeprawiały się przez Wisłok? Czy można wskazać pułki, których żołnierze mogą spoczywać w tej ziemi? Jakieś nazwiska może?
Już wiem, że nie uda mi się udzielić precyzyjnych odpowiedzi, a przynajmniej nie na każdy temat, ale mimo wszystko zapraszam w podróż do doliny Wisłoka środkowego.
Jak wiadomo na wzgórzach na prawym brzegu Wisłoka, pomiędzy Odrzykoniem a Frysztakiem znajduje się kilka cmentarzy, które bywają odwiedzane. Są to cmentarze pod Suchą Górą, Królewską Górą, w Węglówce, Jazowej, Krasnej, czy we Frysztaku. Dzięki staraniom osób prywatnych, społeczników oraz Lasów Państwowych są zadbane i regularnie sprzątane. Brakuje jednak tak szczegółowych informacji o poległych, jakimi dysponuje Archiwum Narodowe w Krakowie (dalej ANK) dla cmentarzy zachodniogalicyjskich. Na profilach “cmentarnych” przytaczane są ogólne dane: o liczbie mogił, ich charakterze, czasem o układzie cmentarza, jego powierzchni. Od czasu do czasu pojawiają się plany założeń cmentarnych wydobyte z archiwów lwowskich. Wciąż jednak poruszamy się na poziomie ogólnym, bez możliwości sięgnięcia do szczegółów.
Najczęściej pojawiającym się stwierdzeniem odnośnie pochowanych na cmentarzach w okolicy Odrzykonia i Frysztaka jest “żołnierze obu armii”. Czy jest ono prawdą? Poniekąd tak, jeśli uznać armię austro-węgierską oraz niemiecką za jedną stronę konfliktu, a armię rosyjską za drugą. Jednak z formalnego punktu widzenia pochowano tam żołnierzy trzech armii.
Pewien pogląd na sprawę daje opis podany przez Pana Bogdana Jezierskiego, Pełnomocnika Wojewody Podkarpackiego ds. Pamięci, Ochrony i Opieki nad Grobami i Cmentarzami Wojennymi dotyczący cmentarza/kwatery wojennej we Frysztaku. W wymianie komentarzy pod postem na FB napisał:
“(...) Wg oficjalnego wykazu WUONGW Lwów sporządzonego dla cmentarzy w powiecie sądowym Frysztak podano że pochowano tu 762 żołnierzy w 157 grobach pojedynczych i 76 zbiorowych. Pierwotne pole wg tego wykazu zajmowało teren 17 x 22 m. Wiemy na pewno że pochowani są tu żołnierze wszystkich armii. Szczątkowy wykaz pochowanych żołnierzy niemieckich i austrowęgierskich znanych z imienia i nazwiska zawiera 31 żołnierzy. Rosyjskich żołnierzy znanych z imienia nazwiska jest 14. Na pewno trafiły tu ofiary wysadzonego w styczniu 1915 pociągu rosyjskiego z transportem pułku artylerii pod Widaczem. Nie mamy żadnych informacji o Rosjanach zebranych z pobojowisk.
Na pole grobowe kwatery we Frysztaku skierowano szczątki wybrane z pierwotnych mogił w: Lubla -9, Widacz - 4, Gogołów - 15, Huta Gogołowska - 1, Glinik Górny - 6, Glinik Średni - 3, Pułanki - 1, Frysztak - 20,Twierdza - 8, Kobyle-Dwór - 23. (...)”.
Do powyższego komentarza wrócę jeszcze w dalszej części tekstu.
Jednak czy na każdym cmentarzu spotkamy żołnierzy wszystkich trzech armii, czy któryś był przeznaczony tylko dla jednej? Czy cmentarze “leśne” na stokach Suchej i Królewskiej Góry, czy w Węglówce zostały zapełnione, czy tylko przygotowane i np. “wypełnione” szczątkami tylko w części?
Czy założono wszystkie cmentarze, co do których istnieją plany i inwentaryzacje mogił, czy wykonano ekshumacje i ciała przeniesiono do nowych grobów? A może rodziny zabrały niektórych poległych?
Tutaj znowu nie ma póki co otwartego dostępu do żadnej precyzyjnej informacji, a bez odpowiednich badań archeologicznych i historycznych pewności co do istnienia i rozplanowania pochówków nigdy nie będzie.
Są jednak zagadnienia, które można rozpoznać i wyjaśnić.
Przełamanie gorlickie i co dalej
Bitwa gorlicka rozpoczęta 2 maja 1915 r. opisywana była i wciąż jest na wiele różnych sposobów i pod różnymi kątami. Mam jednak wrażenie, że poruszane są tematy kluczowe, jak Gorlice, Jarosław, Przemyśl, potem przejście przez San i wyjście na Galicję Wschodnią.
Tylko że armie nie przenosiły się w sposób magiczny z punktu do punktu i nie odbywały walk w wyznaczonych punktach jak na ringu. Przesuwanie się frontu składało się przede wszystkim z małych potyczek, przełamywania lokalnych punktów oporu, pokonywania przeszkód terenowych, wyczekiwania na pozostałe jednostki, które jakichś powodów opóźniają marsz.
Od 2 maja pułki całą siłą parły na wschód, pod Jarosław i nad San. Z 6 na 7 maja 1915 r. zakończono operację forsowania Wisłoki, Jasło zostało wyzwolone z okupacji rosyjskiej. Na horyzoncie pojawiała się jednak nowa przeszkoda terenowa, może nawet trudniejsza, niż dotychczasowe.
Kto zatem stanął nad brzegiem rzeki? Jakie wyzwania trzeba było pokonać? Kto się bronił i jak?
Odpowiedzi na te pytania będą również odpowiedzią na pytanie, dlaczego cmentarze zanikają, dlaczego mogiły wtopiły się w las, dlaczego pamięć działa wybiórczo.
Wisłok, rzeka o wielu twarzach
Wisłok wypływa ze źródeł położonych na wysokości ok. 770 m n.p.m. w Beskidzie NIskim, początkowo jest rzeką typowo górską, tworzy przełomy, a na jej dopływach powstały wodospady. W swoim środkowym biegu zaczyna meandrować i spokojnym nurtem dociera do Rzeszowa wpadając w zalew. W samym Rzeszowie Wisłok robi wrażenie porządnej dużej rzeki. Otoczony bulwarami, które cieszą się dużą popularnością, rozlewa się szeroko, tworząc w części dziki zalew z tzw. Ptasią Wyspą pośrodku. Jednak Wisłok w Rzeszowie, a Wisłok we Frysztaku, czy Odrzykoniu to kompletnie inne rzeki.
Na odcinku pomiędzy Odrzykoniem a Frysztakiem Wisłok płynie w szerokiej dolinie, w której tworzy malownicze zakola. Poprzecinany jest mostami, które z głównej szosy prowadzą bocznymi drogami do miejscowości położonych u stóp pasma wzgórz towarzyszących rzece. Nie inaczej było w 1915 r.
“Pagórki stojące od wieków na straży biegnących wód Wisłoka”
Silny nacisk sprzymierzonych armii austro-węgierskiej i niemieckiej nie dawał szansy na łatwe powstrzymanie. Sztabowcy rosyjscy przewidywali, że ostatnim punktem oporu będzie rzeka San i tam trwały realne przygotowania do odparcia armii idącej z zachodu.
Aby to było możliwe rosyjskie “straże tylne” dostały za zadanie utrzymania się na linii Wisłoka, od Beska do Frysztaka - mieli ją “uparcie bronić”.
“(...) Dokument nr 318, 24 kwietnia (7 maja) 1915, godzina 15:37
Chełm, DO NACZELNEGO DOWÓDCY.
Wykonując rozkaz, który właśnie otrzymałem od Naczelnego Wodza o konieczności nie wycofywania się, dałem rozkaz zajęcia linii Szczucin, Radomyśl, Wielopole, Wojkówka, Rymanów, Centawa, Jasiel. Wydrany, Grzbiet Beskidzki, Wzgórze 805. Rozkazuję, aby ta linia była za wszelką cenę ufortyfikowana i broniona do czasu nadejścia posiłków. Proszę o wydanie generałowi Brusiłowowi rozkazu utrzymania prawej flanki na obecnie zajmowanych pozycjach, ponieważ lewa flanka powierzonej mi armii pozostaje na Wzgórzu 805. 1305. Generał Radko-Dimitrijew. VIA, numer sprawy 187-883, strona 494. (...)” [źródło]
“(...) Mrowie przeszło nas po głowie, a więc nie obejdzie się u nas bez bitwy, nasze pagórki zawrzą ponownie, jak to było już od 16 - 23 grudnia 1914 r. Od tych tu pagórków odbiła się wtedy fala rosyjska; tu przyszła im pomoc i znowu odsunęli stąd dzielną armię austryacką ku Karpatom. Czyżby się to samo miało i teraz powtórzyć? Czyż tak nieszczęśliwe byłyby te nasze pagórki stojące od wieków na straży biegnących wód Wisłoka? Nie, może tak nie będzie. Matka Boska Królowa Korony Polskiej, której oktawę właśnie pobożnie obchodzimy, ustrzeże nas od tego. Prosiliśmy ją przez 10 miesięcy o zwycięstwo dla naszej armii, ona nas teraz wysłucha. (...)” [źródło]
O tym, że wielka bitwa się zaczęła mieszkańcy tej części doliny Wisłoka wiedzieli od 1 maja 1915 r. Oto fragment relacji świadka tamtych wydarzeń, jaka ukazała się w gazecie Głos Narodu z dnia 5 czerwca 1915 r. (nr 280):
“(...) Od dnia 1 - 4 maja słyszeliśmy tu dzień i noc nieustanny huk armat od zachodu pochodzący tj. od Gorlic i Staszkówki. Dnia 5 maja ucichły chwilowo armaty, a za to pokazały się u nas pierwsze jaskółki odwrotu rosyjskiego cofanie się podwód amunicyjnych. Rosyanie nie taili, że się cofają, bo German idzie na nich od Gorlic z niebywałą siłą. Codzień coraz to więcej wozów, które na drogach nawet pomieścić się nie mogą, za niemi już idą wojska. Między naszymi ludem radość wielka z tego powodu. bo chociaż każdy przejęty trwogą namyśl tego, co nas w najbliższych dniach czeka, to przecież każdy żyje nadzieją, że nasza niedola, pół roku już trwająca pod ciężkim obuchem rosyjskim, już się wkrótce skończy. (...)” [źródło]
Kim był ten straszliwy German, o którym ze zgrozą mówili żołnierze armii carskiej?
Zasadniczo odpowiedź na to pytanie nie jest bardzo trudna, można ją wyczytać z dostępnych map.
W pasie od Odrzykonia do Frysztaka operowały w kolejności z południa na północ:
- austro-węgierska 12 dywizja piechoty (tzw. pułki galicyjskie: 20, 56, 57, oraz czeski 3 i śląsko-morawski 100),
- niemiecka 2 dywizja piechoty gwardii (pułki grenadierów gwardii: 1, 2, 3, 4)
- niemiecka 1 dywizja piechoty gwardii (pułki gwardii pieszej: 1, 2, 3, 4)
- niemiecka 19 dywizja piechoty (pułki piechoty: 74, 78, 91)
Jednostki były wspierane przez artylerię polową i pieszą, jednostki pomocnicze, pionierów, a także zwiad lotniczy. [źródło: Jarosław Centek, “Korpus Gwardii w bitwie pod Gorlicami”, str. 15 - 20]
Po stronie rosyjskiej działał 3 Kaukaski Korpus Armijny, który do obrony linii Wisłoka od Odrzykonia do Frysztaka wystawił 9 dywizję piechoty (Odrzykoń - Łączki) oraz 21 dywizję piechoty (Łączki - Frysztak - Wiśniowa).
9 dywizja piechoty (pułki 33 - 34 - 35 -36) była już mocno osłabiona atakami postępującymi od początku ofensywy. W dokumentach rosyjskich można znaleźć desperacką w swojej wymowie depeszę:
“(...) Dokument nr 313, 24 kwietnia (7 maja) 1915, godzina 12:45
DO SZEFA SZTABU 3. ARMII.
Dowódca 9. Dywizji Piechoty melduje, że jednostki pułków Bugulmińskiego [msz: 319] Pieriewołoczeński [msz: 176] wycofują się na wschód od Odrzykonia; najwyraźniej są ścigane przez kawalerię wroga. Piechota wroga naciera od południa na Potok i Ustrobną; ostatnie jednostki odwodu 9. Dywizji i kompania saperów zostały skierowane przeciwko temu wrogowi; pułk Jurjewski [msz: 323], odwód dowódcy korpusu, również posuwa się w kierunku Ustrobnej, zbliżając się do Bratkówki. Dowódca korpusu prosi o wydanie odpowiednich rozkazów o wstrzymaniu działań jednostek 24. Korpusu na wzgórzach na południe od Odrzykonia, aby osłonić drogi 9. Dywizji Piechoty do Węglówki, Lutczy i Niebylca. 1505. Rozanow. VIA, numer sprawy 191-307, strona 21. (...)” [źródło]
Z tekstów, które były dostępne online wnioskuję, że wzdłuż Wisłoka, na linii Odrzykoń - Frysztak znajdowały się dwa istotne punkty oporu, które pochłonęły znaczną liczbę żyć ludzkich. Były to ruiny zamku Kamieniec na wschód od Odrzykonia, o które w nocy z 8 na 9 maja 1915 r. walczył IR 57 (57 Pułk Piechoty z Tarnowa) z pułkami rosyjskimi przydzielonymi do osłabionych stanów 9 Dywizji Piechoty. Drugim istotnym punktem oporu były Łączki, gdzie walczyła rosyjska 21 Dywizja Piechoty oraz niemiecka 1 Dywizja Piechoty Gwardii.
Odrzykoń był też ważnym punktem styku pomiędzy wojskami sprzymierzonymi, tj. austro-węgierską 12 Dywizją Piechoty a niemiecką 2 Dywizją Piechoty Gwardii, na mapie granicę tę odznaczono czerwoną krótką kreską.
Bezpośrednio sąsiadowały ze sobą po stronie austro-węgierskiej IR100 oraz IR57 a po stronie niemieckiej GGR 1 (Aleks) oraz GGR 3 (Elżbieta). Jak pisze gen. Franciszek K. Latinik - w tamtym czasie pułkownik armii austro-węgierskiej, dowódca IR100:
“(...) Gwardji niemieckiej przydzielono strefę Frysztak-Odrzykoń, korpusowi VI austrjackiemu w styczności z gwardją pas po Krościenko. Dywizja 12-ta austrjacka ugrupowała się do natarcia wzdłuż gościńca Potok-Toroszówka-Krosno. Mój 100 pp. miał przeszukać i oczyścić lasy pomiędzy wsią Potok a gościńcem Ustrobna-Toroszówka, a to celem zabezpieczenia lewej flanki korpusu, po spełnieniu zaś tego zadania, wraz z przydzielonym mi i dopiero oczekiwanym bataljonem cyklistów, ugrupować się w odwodzie dywizji 12-ej, za jej lewem skrzydłem (szkic nr. 11, zał. nr. 12). (...)”
[źródło]
7 maja 1915 r. wypadał w piątek, była piękna pogoda, ciepła i sucha (za gen. F. Latinikiem). Odgłosy bitwy ze wsi Szebnie, Moderówka, Jaszczew, Bajdy i Ustrobnej były już doskonale słyszalne. Jak przekazał świadek tamtych wydarzeń, mieszkaniec jednej z wsi nad Wisłokiem:
“(...) Ogień artyleryi niemieckiej szerzy przestrach w szeregach rosyjskich, w popłochu bez najmniejszego porządku ucieka z pola bitwy konnica, piechota, artylerya przez Wojaszówkę, Przybówkę, Łączki, Łęki ku Pietruszej Woli i Rzepnikowi. Pocieszamy się nadzieją, że cała ta burza przejdzie pośród nas i pójdzie sobie dalej, niezatrzymujący się nawet tutaj.
Tymczasem przed zachodem słońca dnia 7 maja widzimy, że rozprószona armia rosyjska zbiera się ponownie i wraca nad brzegi Wisłoka. Powraca piechota, konnica i artylerya, ba nawet więcej ich powraca niż tutaj przeszło. Nie tają, że przyszły im posiłki i będą się bronić. Oficerowie rosyjscy głoszą:
«Awstryjcy się cofają, dziś wzięliśmy do niewoli 560 Germancew w Jaszewi i Ustrobny, my tu stąd już dalej nie pójdziemy». (...)” [źródło]
Nie wszystko jednak układało się pomyśli dowódców armii niemieckiej i austro-węgierskiej. Początkowo operacja forsowania Wisłoka przez sprzymierzone wojska miała być efektem walk toczonych 7 maja 1915 r., jednak opór, jaki stawił przeciwnik spowodował, że przeprawę odłożono. W nocy z 7 na 8 maja armia carska opuściła zachodni brzeg rzeki i ogromnym wysiłkiem umacniała się w okopach na wschodnim brzegu, u stóp “pagórków”. Mosty płonęły.
Wg. gen. F.K. Latinika sobota, 8 maja 1915 r. była ciepła, a po południu zrobiło się nawet parno, spadł krótki deszcz. Niemiecki pułk piechoty gwardii nr 1 operujący nieco dalej na północ, bliżej Przybówki informował, że deszcz był wręcz ulewny i zapewnił dzięki temu osłonę przy zbliżaniu się wieczorem do rzeki. [źródło, część 1, str. 74]
Relacja mieszkańca:
“(...) W nocy wojska rosyjskie przecież wycofały się przynajmniej z poza Wisłoka, opuściły Ustrobnę, Wojaszówkę, Przybówkę i Widacz, a zajęły po drugiej stronie brzegi Wisłoka w Odrzykoniu, Bratkówce, Wojkówce, Łączkach, Łękach, Kobylu, Jazowej, w Szufnarowy. Ledwie świt, zobaczyliśmy Moskali jak mrowia wzdłuż całej linii Wisłoka przy gorączkowej pracy sypania okopów. (...) Ręce sołdatów pospiesznie pracują, do 10-tej godziny przedpołudniem okopy już gotowe, starannie w bardzo dogodnem miejscu wykonane. (...)” [źródło]
Z historii 4 Pułku Artylerii Polowej Gwardii:
“(...) Rankiem 8 maja panowała całkowita niepewność co do lokalizacji wroga. Aby zebrać informacje, wysłano patrole oficerskie w kierunku Wisłoka, (...)
«8 maja 1915, godz. 12:00. Mosty na Wisłoku koło Wojkówki, na północ od Bratkówki – podpalone. Bród na południu, blisko dawnego mostu. Przejezdny dla artylerii. Bardzo słabe siły wroga wciąż na tym brzegu [msz: na zachodnim]. Najdalej wysunięty rosyjski okop strzelecki tuż na przeciwległym brzegu. Podpis: Weber».
Porucznik Baron von Hadeln z Bajd (3 km na zachód od Bratkówki) m.in.:
«Wróg ufortyfikował prawy brzeg i wzgórza na wschód od Wisłoka rowami i silnie je obsadził. Załoga pilnie kopie w pełnej i częściowej formie… Wisłok ma stale tylko 30-50 cm głębokości i dobre żwirowe dno.»
Teren do ataku był widoczny z wysokich wschodnich brzegów, a przed rzeką rozciągały się rozległe łąki. Mimo to bateriom, dzięki sprawnemu dowodzeniu, udało się niezauważenie wkraść na swoje pozycje, tak że o 16:30 pierwsza bateria (4. Bateria) znajdowała się na południe od Bajd, a 1. Batalion i 5. Bateria na kolejnym wzniesieniu na zachodzie. 6. Bateria ponownie była gotowa do pościgu. (...)”
Generał F.K. Latinik
"(...) Do natarcia przygotowano się całe przedpołudnie, gdyż jak stwierdzili wywiadowcy, nieprzyjaciel obsadził umocnione technicznie pozycje na prawym brzegu Wisłoku, a nawet i na lewym brzegu trzymały się jeszcze pojedyncze gniazda oporu i liczne patrole. Należało podsunąć artylerję ciężką, oczyścić z przeciwnika przedpole walki aż po Wisłok, uregulować na nowo strefy działania korpusów i odcinki dywizyj. (...)" [źródło: skan 53]
Głos mieszkańca:
“(...) Armaty milczą z tej i tamtej strony, dopiero około południa słychać pierwsze ich pomruki. Lecz o godzinie 3 popołudniu zaczyna się dopiero naprawdę ta muzyka artyleryi niemieckiej, o jakiej nie mieliśmy pojęcia podczas bitwy grudniowej tydzień cały tu trwającej.
Zaczęło się najprzód ostrzeliwanie naszych wiosek, ale wnet i okopów. Widocznio artylerya niemiecka widzi dobrze długą linię okopów, bo każdy strzał jej jest trafny. Zbudziła się tak że artylerya rosyjska i odpowiada, ale tylko zrzadka, i jakże ma odpowiadać, kiedy myśmy tu widzieli tylko 3 cofające się rosyjskie kanony, oni zaś sami przyznawali się do posiadania 8miu dział, resztę stracili pod Gorlicami. Niemcy zaś mieli mieć według ich przekonania 180 dział i to nowej konstrukcyi większego kalibru dalekonośnych.
To też ogień ich artyleryi był wprost straszny. Ostrzelano każdy zakątek wsi, zdawałoby się, że przeniesie się tylko na okopy nie znowu w te samo miejsca uderza szrapnel to granat, jedne pękają w powietrzu, inne na ziemi, granaty wyrywają doły jakby groby gotowe dla Moskali.
Ludność cywilna pochowała się do piwnic, opuściła domy wiedząc, że ściana drewniana nie daje żadnego schronienia przed granatami, a tem mniej przed kulkami karabinowymi, wrszystko pokryło się po piwnicach i modli się gorąco do Boga. Sołdaci rosyjscy prócz tych co w okopach, chowają się także po za domy, to w rzece pod głębokim brzegiem a tu ogień artyleryjny nie milknie ani na chwilkę, ale owszem zdaje się jeszcze potęgować. Prawdziwe piekło się rozpętało, już nawet najtwardsze nerwy są strwożone i przerażone. Na nasze głośne lamenta sołdaci odpowiadają: wy dopiero kilka godzin to słyszycie, my to już od tygodnia co dzień to samo słyszeć i przechodzić musimy, German jest. straszniejszy niż sam czort. (...)”
Relacja gen. F.K. Latinika:
“(...) O 19h [msz: 8 maja] cały mój pułk przebył wbród Wisłok, rozsypał się ponownie w tyraljerę i pomknął spiesznie naprzód, zajmując równocześnie wieś Odrzykoń strażą boczną i oddziałami karabinów maszynowych, które ogniem swoim ścigały uciekającego w grupach pojedynczych nieprzyjaciela. Po przekroczeniu drogi łączącej Odrzykoń i wieś Sporne, na rozkaz dowódcy brygady zaprzestał 100 pp. dalszego pościgu i odmaszerował na nocne kwatery do zachodniej części wsi Sporne. Zmierzch już zapadł, należało więc
nie zwlekać, by jeszcze za widoku zorjentować się we wsi i okolicy. Natomiast 57 pp. postępował za nieprzyjacielem w dalszym ciągu, miał bowiem w dniu tym zająć wzgórze zamku Odrzykońskiego.
56 pp. podsunął się pod Łysą górę. (...)
Po wydaniu żywności z kotłów zaległa we wsi cisza, przerywana jedynie strzelaniną oddziałów czołowych, zostających wciąż w kontakcie z Rosjanami pod Łysą górą ; czasem dawał się słyszeć ogień silniejszy od strony ruin zamkowych. (...)” [źródło: skan 55]
Z historii 4 Pułku Artylerii Polowej Gwardii:
“(...) [Kapitan Kellerhoff] «Nadeszła wiadomość telefoniczna o rozkazie zmiany pozycji na froncie, a następnie ogłoszono, że Bratkówka została zdobyta. Sztab, 6. Bateria i ja rzuciliśmy się do przodu jak szaleni, aby móc ostrzelać lewą część wsi z bliskiej odległości, ponieważ szwadron Kozaków miał tam nadal przebywać. Kilka strzałów było nieskutecznych. We wsi, którą zdobyto łatwo i bez strat, wciąż przebywało 60 przerażonych Rosjan. Nasz galop przez bród Wisłoka byłby sceną do filmu.»
W nocy [msz: z 8 na 9 maja], a następnie o świcie, Rosjanie przeprowadzili zaciekłe kontrataki, które załamały się pod ostrzałem karabinów maszynowych i artylerii. Kanonier Lüger z 6. Baterii zginął w walce.
Sierżant Iske pisze: «Działa naszej baterii były rozlokowane w poszczególnych gospodarstwach we wsi. Nasze działo znajdowało się na skraju wsi, w nowym budynku szkolnym. Około 50 metrów na prawo od nas biegła polna droga, prowadząca do dużego grzbietu oddalonego o 400 metrów po przeciwnej stronie, a następnie biegła ukośnie w zbocze wzgórza, tworząc dość głęboką przepaść. Nagle zobaczyliśmy – strzelano już w nocy – kolumnę Rosjan, niespodziewanie wyłaniającą się z przepaści. Oddziały Augusta szybko rozstawiły jeden lub dwa karabiny maszynowe na starej drodze wojskowej i nagle ogień otworzył się jednocześnie. Nasi artylerzyści również otworzyli ogień jednocześnie, najpierw w przepaść u wylotu wzgórza. Wyraźnie widzieliśmy, jak strzały lądują w środku kolumny, co było całkowicie zaskakujące. Następnie Rosjanie szybko rozproszyli się po obu stronach drogi, ale ledwo przeszli 100 metrów.
Rzadko kiedy doświadczyliśmy tak bliskiej walki i przy tak dobrej widoczności. Ogromne wrażenie zrobiło na nas również to, że gdy tylko padły strzały, uderzenie stało się widoczne.» (...)”
Truizmem jest powiedzenie, że nie brakowało dramatycznych wydarzeń podczas bitwy nad Wisłokiem. Jednak jedno z nich wymaga przytoczenia:
Relacja mieszkańca:
“(...) Już widać i w okopach rosyjskich jest wiele ofiar, bo jeszcze przed zachodem słońca, dnia 8 maja powiewa w Łękach nad nimi chorągiew, czyli chusteczka. Ustał ogień armatni, rzucili się żołnierze niemieccy ku rosyjskim okopom z radością, że Rosyanie się poddają, kiedy już dobiegają do okopów, a tu z sąsiedniego okopu padają strzały do nich, wszyscy cofają się z powrotem, ale nie wszyscy, około 100 bohaterów padło na placu. Reszta wraca na swe pierwotne stanowiska i do wsi już opuszczonej całkowicie przez Rosyan, ale pięście ich się zaciskają, zdradzono nas dzisiaj, ale jutro oni to srogo odpokutują. (...)”
Relacja 4 Pułku Grenadierów Gwardii (GGR 4 Augusta)
“(...) Atak przez otwarte łąki i rzekę nie wydawał się łatwy; wówczas porucznik Raabe, który właśnie wrócił z domu, wielkimi skokami ruszył w kierunku wroga ze swoją 6. kompanią, po czym przy wtórze werbla rozpoczął natarcie, zmuszając przerażonego wroga do przerwania ognia. Wszyscy rzucili się za nimi, przebrnęliśmy przez Wisłok, który sięgał do połowy uda. Pokazała się wieś Bratkówka, położona na przeciwległym brzegu; tak, przeprawa została wygrana!
Mogliśmy się ponownie osuszyć przy płonących domach. Batalion strzelców przejął ochronę, podczas gdy pozostałe dwa bataliony spędziły noc w ruinach Bratkówki.
Z zaledwie pięcioma rannymi odniesiono wspaniałe zwycięstwo! (...)”
Pułk Piechoty Gwardii nr 3 wspomina (GRzF 3):
“(...) Od godziny 3:00 rano, wraz z pierwszymi promieniami świtu 9 maja, rozpoczęła się przeprawa przez Wisłok. Kompanie 2. batalionu przeprawiały się przez rzekę indywidualnie w różnych punktach. Wykorzystując poranną mgłę, 7. Kompania zaskoczyła Rosjan w silnie ufortyfikowanej wsi Wojkówka, która już przez naturę była dobrze broniona.
Liczba jeńców przewyższała liczbę atakujących.
Jednocześnie 6. Kompania zdobyła wieś Łączki, a 5. Kompania wraz z 1. Pułkiem Piechoty [msz: Gwardii] zajęła wzgórze 370 Płacznik. (...)”
Opis wydarzeń przedstawiony przez 1 Pułk Piechoty Gwardii (GRzF 1):
“(...) W nocy [msz: z 7 na 8 maja] Rosjanie opuścili swoje pozycje. Następnego dnia brygada została zmuszona do natarcia. 8 maja pułk posunął się przez Lublę do Wisłoka, dotarł do Przybówki i odpoczął. Ulewne deszcze zapewniły osłonę podczas zbliżania się do rzeki. Artyleria ostrzeliwała rosyjskie okopy na przeciwległym brzegu.
O 20:30 2. i 1. batalion były gotowe do przeprawy przez Wisłok w Pogorzałkach. W sektorze ataku pułku Rosjanie utrzymywali wieś Wojaszówka i wzgórze za nią, Płacznik (370 m).
9 maja: O godzinie 2:30 rano bateria przydzielona do towarzyszenia pułkowi otworzyła ogień na Wojaszówkę. Wróg odpowiedział energicznie ogniem z karabinów i karabinów maszynowych. O godzinie 2:45 rano 1. batalion ruszył do ataku; pozostałe dwa bataliony podążyły nieco później. Wieś została zdobyta, a w ślad za wycofującym się wrogiem, zdobyto Płacznik. Rosjanie jednak nadal utrzymywali się na wzgórzach dalej na wschód.
O godzinie 6:30 rano pułk otrzymał rozkaz rozpoczęcia zmasowanego ataku również na te wzgórza. Wróg został ponownie odparty, a duża liczba jeńców została wzięta do niewoli.
Warto zauważyć, jako ciekawostkę, że nawet maszerujące baterie pojmały dużą liczbę Rosjan, którzy wciąż się tam kręcili. Pułk następnie nacierał pod ciągłym, silnym ostrzałem.
Upał schodzi z gór w głąb głębokiej doliny na wschodzie, a wojska odpoczywają w pobliżu Stodolina. (...)”
Relacja 2 Pułku Piechoty Gwardii (GRzF 2):
“(...) [msz: 8 maja, Fromme, dziennik] «Kompanie obozują w szerokich odstępach. Krótko przed zapadnięciem zmroku dowódca batalionu prowadzi dowódców kompanii w misji rozpoznawczej. Z dogodnego punktu obserwacyjnego, na korzystnym wzniesieniu, widzimy rzekę, którą mamy przekroczyć w nocy, oraz cały obszar natarcia.
Od razu widać, że utrzymanie linii frontu nie będzie łatwe, ponieważ dalej jest jeszcze wiele do zrobienia. Rzeka ciągnie się przez otwarte łąki bez żadnych widocznych punktów orientacyjnych, ciągnąc się 1-2 km poza nią. Po naszej stronie wzgórza wznoszą się dość blisko rzeki. Za rzeką rozciąga się teren podobny do tego wzdłuż Wisły, pozbawiony wzniesień i osłon, a za nim stromo wznoszą się góry. Nie ma wątpliwości, że Rosjanie zajęli wzniesienia po drugiej stronie, ale dokładnego przebiegu ich pozycji nie da się określić w zalesionym terenie.
Na froncie panuje spokój; nie wiadomo, czy dolna krawędź lasu po tej, czy po drugiej stronie to dolna krawędź lasu. Po zapadnięciu zmroku prowadzimy kompanie nad rzekę pod osłoną, nie niepokojeni przez wroga.»
O godzinie 21:30 8. Kompania przeprawiła się przez rzekę, aby osłaniać batalion przeprawiający się na drugi brzeg.
[Fromme, dziennik] «Ponieważ przeprawa jest zaplanowana dopiero na godzinę 20:00, mamy czas; kompanie będą więc mogły jeszcze trochę odpocząć. W międzyczasie będziemy szukać brodu w pobliżu, z którego kompanie będą korzystać jedna po drugiej. Stanowisko dowodzenia batalionu zostanie rozlokowane w domku nastawniczego, około 300 metrów na zachód od rzeki.
Po męczącym oczekiwaniu, o godzinie 20:00 rozpoczyna się przeprawa przez rzekę, która w tym miejscu ma około 30-40 metrów szerokości. Grupy zdejmują buty i skarpetki i brodzą w lodowatej wodzie. Dokłada się wszelkich starań, aby zachować jak największą ciszę, aby uniknąć przedwczesnego narażenia się na niebezpieczeństwo ze strony wroga. Na szczęście wszystko idzie gładko i cieszę się, że udało mi się przeprowadzić całą kompanię bez jednego strzału. Napotykamy tylko jednego wrogiego piechura, który najwyraźniej patroluje noc. Zostaje schwytany na przeciwległym brzegu i poddaje się bez oporu.»
Przeprawa zakończyła się o 3:30 nad ranem, ale ubranie się żołnierzy i zebranie kompanii zajęło jeszcze trochę czasu. (...)
[Fromme, dziennik] «Teraz nadchodzi najważniejsza część operacji: przeprawa przez otwarte łąki. Długimi falami ognia posuwamy się w kierunku wzgórz, wszystkie cztery kompanie ramię w ramię. Spodziewamy się, że w każdej chwili wróg otworzy ogień od skraju lasu, ale nic się nie dzieje i bez przeszkód docieramy do podnóża gór. Kilka gospodarstw rolnych ponownie zapewnia nam niezbędną orientację. Kompanie wycofują się do wyznaczonych sektorów i zatrzymują u podnóża gór. Batalion okopuje się wzdłuż długiej linii na nowo utworzonej pozycji bojowej. Oddziały bezpieczeństwa zostają wysłane na najbliższe wzgórza, gdzie nie ma jeszcze żadnych sił wroga.
Zgłaszano już okupacje, ale poza tym panuje spokój. Rano nad łąkami unosi się gęsta mgła, która podnosi się wraz ze słońcem.» (...)” [źródło]
4 Pułk Piechoty Gwardii tak opisuje swoją część linii frontu (GRzF 4):
“(...) 8 maja 1915 r. Rankiem tego dnia nieprzyjaciel wycofywał się wzdłuż całej linii w kierunku północnym i północno-wschodnim. (...) [msz: Nasz pułk] Rozstawił się i uformował tam o 8:05 rano i obserwował wroga kopiącego okopy za rzeką Wisłok. Pozycje rosyjskie były widoczne wzdłuż linii Łęki-Łączki. Dołączona artyleria ostrzeliwała umocnienia. Szwadrony nacierały w kierunku rzeki i przez nią. Podczas tej operacji porucznik rezerwy Dyck [msz: na liście strat Paul Dyk], w towarzystwie grenadiera Steffena ze sztabu 1. Batalionu, przebrany za Polkę, przeprawił się przez rzekę w biały dzień, wkroczył do Łęk i z bliska zbadał pozycje wroga. Odważnemu oficerowi udało się wrócić z doskonałym raportem. Tym bardziej szkoda, że następnego ranka, podczas szturmu na wzniesienie, które rozpoznał, spotkała go śmierć bohatera.
Zlokalizowano brody na Wisłoku, a także uzyskano obszerne informacje o terenie i wrogu. Od porucznika Dycka wiadomo było, że Łęki był niezajęte, z wyjątkiem słabego posterunku, a wszystkie okopy znajdowały się za wsią. (...) Karabiny zostały rozładowane, a batalion zebrał się o 20:00.
1. Batalion przekroczył rzekę Wisłok bez przeszkód. Z powodu nieporozumienia batalion nieznacznie zboczył z drogi i musiał brodzić w wodzie znacznie powyżej pasa. Gdy oba bataliony zbliżały się do Łęk, znalazły się pod ciężkim ostrzałem karabinów maszynowych i piechoty, co początkowo utrudniało ich marsz. Jednak pod osłoną ciemności udało im się zdobyć wioskę około godziny 23:00 i okopać się na jej północno-wschodnim krańcu. W ten sposób kilka plutonów, a także 12. kompania, zbliżyło się zbytnio do pozycji wroga i poniosło straty. Porucznicy rezerwy Maas i Müller zginęli. 2. batalion został początkowo zatrzymany na zachodnim brzegu rzeki Wisłok. Dopiero o godzinie 3:00 rano 5. i 6. kompania przeprawiły się przez rzekę i okopały się jako odwód w pobliżu Łęk.
9 maja 1915 roku. Zapadła zimna noc. Oddziały, już przemoczone po przeprawie przez Wisłok, zostały dodatkowo przemoczone deszczem, który uniemożliwił im wyschnięcie. Z górskich szczytów nieustanny ostrzał spadał na szeregi pułku, który zajął pozycje 200-400 metrów od okopów wroga. Rosjanie byli okopani w kilku liniach, jedna na drugiej, a każda próba dalszego posuwania się poszczególnych plutonów i drużyn spotykała się z ogniem. Ta niewygodna sytuacja utrzymywała się do świtu.
W nocy porucznik (rezerwy) Moser, szturmowiec z Gommécourt, został poważnie ranny w ramię strzałem z karabinu podczas walki 2. Kompanii. Jego kompania szarżowała na wroga jeszcze bezlitośniej następnego dnia, wyróżniając się do ostatniego żołnierza. Podczas ataku Untenoff. Täulker został śmiertelnie ranny, tuż przed dotarciem do drugiej pozycji po szturmie na pierwszy wrogi okop, i mimo to zachęcał swoich towarzyszy do przebicia się na teren wroga.
Brygada wydała rozkaz artylerii, aby ostrzelać rosyjskie linie skutecznym ogniem o godzinie 7:30 rano. Wtedy miał się rozpocząć szturm. Celem pułku był grzbiet 800 metrów za Łękami. Granica między 1. a 2. Brygadą znajdowała się w centrum tego grzbietu.
Mglisty poranek początkowo sprawiał, że skuteczny ostrzał artyleryjski wydawał się niemożliwy. Dopiero gdy pogoda się poprawiła, 3. Brygada Artylerii zaczęła zasypywać nieprzyjacielskie okopy pociskiem za pociskiem. Pod doskonałym ostrzałem artyleryjskim brygada dotarła na odległość uderzenia od wroga na grzbiecie na wschód od Łęk.
O godzinie 10:00 rano strzelcy rozpoczęli szturm bez konkretnych rozkazów, ponieważ czuli, że wróg został pokonany. Chwilę później pułk utrzymał pozycje. Rosjanie bronili się dzielnie i bagnetami i kolbami karabinów wykańczali to, czego nie mogli uniknąć w liniach wielopoziomowych. Ledwo okopy znalazły się w naszych rękach, gdy rosyjskie rezerwy rozpoczęły kontratak na pułk zza grzbietu. Pozostały całkowicie nietknięte ogniem artyleryjskim i zwartymi masami nacierały w kierunku kompanii. Kompanie te prowadziły swobodny ostrzał z pozycji stojącej. Reszty dokonały pociski 3. Pułku Piechoty. Porzuciwszy karabiny i broń, Rosjanie zdezerterowali z podniesionymi rękami. Tych, którzy próbowali się wycofać, zatrzymywał ogień artyleryjski i popychano dalej, aż oni również się poddali.
Setki poległych i rannych Rosjan leżało w okopach, na pozycjach i na polu ataku. Ponad 1000 nierannych jeńców, w tym kilku oficerów, wpadło w ręce 1. Batalionu. (...)
Przeprawa przez Wisłok i atak na Łęki kosztowały pułk około 200 ludzi. Wśród rannych byli porucznik Karl Wilhelm von Hülsen z 9. kompanii; sierżant Wagner i zastępca oficera Schanz z 9. kompanii; porucznik Karl Albrecht von Groddeck i sierżant Buschkühler z 11. kompanii. (...)”
Daje się zauważyć, że pułki przekraczały rzekę w kilkugodzinnych odstępach. Wynikało to prawdopodobnie zarówno ze stopnia przygotowania artyleryjskiego, jak i z meandrowania Wisłoka. Rzeka to przybliża się to oddala od drogi, którą podchodziły jednostki niemieckie, stąd niektóre pułki najpierw musiały sforsować rzekę i dopiero wtedy odbijać poszczególne miejscowości oraz kolejne linie rosyjskich okopów. Natomiast inne pułki najpierw walczyły o miejscowości, potem przekraczały rzekę i atakowały rosyjskie okopy na drugim brzegu.
Wyzwolenie
“(...) Całą noc trwała walka. Pośród ciemności przeszli Niemcy w bród rzekę Wisłok i porobili sobie okopy o 40 metrów od rosyjskich w Wojkówce.
Skoro rano zobaczyli Rosyanie tak blisko nieprzyjaciela, w popłochu uciekli i tak Wojkówka pierwsza została oswobodzona. W Łączkach trzymali się jeszcze na drugiej linii okopów do południa, w Odrzykoniu poddali się o godz. 8-mej rano, w Łękach o 10-tej, ale Niemcy ze zemsty za to, że wczoraj fałszywie się poddawali, nie dawali im spokoju, tak, że w tej wsi padło Rosyan około 800, a na całej tej linii przeszło 1000, Niemców około 200. — Kiedy ostatnie okopy poddawały się, w Łączkach radość powszechna zapanowała między naszym ludem, że już koniec nastał naszej niedoli.
Do niewoli wzięto przeszło 2.000. Cieszyli się i Rosyanie w Łączkach, że Niemcy nikogo przy poddawaniu nie zakłóli, albowiem ich oficerowie straszyli ich, że Germani wszystkich wziąwszy do niewoli, zakłują.
(...) Wojska niemieckie okazały się bardzo grzeczne, nikomu żadnej przykrości nie wyrządziły, płaciły za wszystko, cokolwiek im dostarczono, a skoro gdzie usłyszeli odpowiedź, że nie ma, przyjmowali ją i nic nie wymuszali. (...)” [źródło]
Niestety wsie leżące nad Wisłokiem zostały w dużej części podpalone przez żołnierzy armii rosyjskiej z premedytacją. Kiedy mieszkańcy słyszeli odgrażających się podpaleniem sołdatów - nie wierzyli, że to naprawdę się wydarzy.
“(...) Noc zapada, a tu łuna pożarów oświetla pole bitwy, [msz: tutaj biała plama, tekst ocenzurowany] Oni wiedzieli co mówią, bo na to były te nasze wioski przeznaczone na spalenie i zburzenie, wszak to w linii dwóch okopów, a myśmy tego nie mogli, nie chcieli zrozumieć, myśmy temu nie wierzyli, bośmy już ośmiodniową wojnę przeszli w grudniu [msz: 1914] i żadnego domu nam wtedy nie spalono, więc, nie wierzyliśmy w takie okropności wojny. Przywykliśmy przez pół roku do ciągłych i systematycznych kłamstw i baśni niestworzonych sołdatów rosyjskich, nie wierzyliśmy im i teraz wcale. (...)
Kiedy we dworze wyrzucano rannym Moskalom, że nas tak nielitościwie podpalali, jeden sołdat odpowiedział stanowczo, to nie myśmy winni, ale wielki książę Mikołaj, który kazał nam wszystko w Galicyi palić, gdy się będziemy cofać. Żeśmy tak mało spalili, to tylko dlatego, żeśmy nie mieli czasu. (...)” [źródło]
Nie obyło się też bez ofiar cywilnych, świadek relacjonuje dalej tak:
“(...) W bitwie padło u nas czworo ludzi cywilnych, 35 sztuk bydła, 9 koni i to w stajniach lub obok domów, 8 zaś koni ukradli wraz z wozami. (...)”
Nie jest dopowiedziane, kto ukradł, ale sądząc po (propagandowej) informacji, że armia niemiecka płaciła na miejscu za wszystko, co otrzymywała, można przypuszczać, że jednak złodziejami byli żołnierze armii carskiej.
Jeśli chodzi o dane na temat lazaretów polowych, to jedynie mieszkaniec znad Wisłoka wskazuje dwa takich miejscach:
“(...) W Łękach urządzono szpital we dworze, w szkole i Kółku rolniczem, gdzie zaopatrzono 140 Rosyan i 40 Niemców rannych i w przeciągu tygodnia wszystkich wywieziono. (...)”
Pościg, sukces i zmęczenie
Z relacji świadka:
“(...) W południe ucichła wszelka walka, ale Niemcy zaledwie kilka chwil odpoczęli, poczęli ścigać dalej uciekające rezerwy i artyleryę. Poszli w pogoni przez Pietruszą Wolę, Rzepnik, Węglówkę ku Wysokiej do parafii Dobrzechowskiej należącej, tam jeszcze słychać było 2 godziny huk armat niemieckich, ale Rosyanie już się nie bronili, ale uciekali dalej, aż pod Tropią, za Strzyżowem poddali się jeszcze większej ilości, razem tego dnia wzięto do niewoli 3000. Już stąd w popłochu uciekali, aż miała być nowa potyczka w okolicy Czudca, tam bowiem nadeszły świeże posiłki z Rosyi.”
Ze wspomnień 1 Pułku Grenadierów Gwardii (GGR 1 Aleks)
“(...) Następnego dnia (9 maja) odbył się pościgowy marsz przez wspaniałe lasy brzozowe i bukowe, któremu towarzyszyły porywające śpiewy. Dopiero gdy kolumna przekroczyła stromy masyw Królewskiej Góry (541 m n.p.m.), hałas ucichł. Mijając kopalnie nafty w Węglówce, dotarto do Krasnej. Obrano wyraźny kierunek północno-wschodni; celem Gwardii był Jarosław nad Sanem. Kiedy 2. batalion, rozlokowany na froncie w pobliżu Krasnej, znalazł się pod ostrzałem artyleryjskim z północnego wschodu, musiał spodziewać się silniejszego oporu wroga za potokiem Stobnica, który miał zostać przełamany dopiero następnego dnia. Pod strażą oddziałów bezpieczeństwa na północnym krańcu Krasnej, pułk odpoczywał w pobliżu Krasnej. (...)”
3 Pułk Grenadierów Gwardii (GGR 3 Elżbieta) tak opisuje pościg przez wzgórza nad Wisłokiem:
“(...) 9.5.15. (Bitwa pod Węglówką.) 1. i 5. batalion nacierały na południe od Królewskiej Górki [msz: obecna nazwa Królewska Góra], podczas gdy 2. batalion zapewniał osłonę taborowi i artylerii na północ od Królewskiej Górki. Silne siły wroga w pobliżu Wzgórza 426 [msz: Pohorylec] zostały odparte niespodziewanym atakiem 2. batalionu. 2. batalion wziął około 400 jeńców i, interweniując, umożliwił 2. Brygadzie Piechoty Gwardii [msz: GRzF 2, GRzF 4] rozpoczęcie ataku. 3. Brygada Piechoty Gwardii [msz: GGR 1, GGR 3] zbiera się na rozwidleniu dróg na południe od Węglówki. 15:00. Natarcie na Krasną. (...)" [źródło, skan nr 45]
Opis działań przedstawiony przez 2 Pułk Gwardii Pieszej (GRzF 2):
“(...) [Fromme, dziennik] «Gęsta mgła spowija rano doliny i wraz ze wschodem słońca unosi się w górę.
Około 10 rano [msz: 9 maja] sytuacja zaczęła się robić napięta. Patrole rozpoznawcze napotkały patrole wroga, a na wszystkich posterunkach wybuchła strzelanina. Według najnowszych doniesień, grzbiety górskie są silnie obsadzone przez wroga. Poszczególne patrole przedarły się przez mgłę i znalazły się w zasięgu rażenia pozycji wroga. Atak został wydany na południe. Celem w naszym sektorze jest wzgórze 358, którego nie mamy przekraczać, ponieważ posiłki nie dotarły jeszcze na naszą wysokość. (...) O 11:30 przygotowaliśmy się do szturmu, zebraliśmy patrole, a kompanie zaczęły powoli wspinać się na strome zbocze.
O 11:45 rozległ się głośny okrzyk “Hurra” i szczęk karabinów. Okazało się, że Rosjanie zaatakowali jedną z naszych wysuniętych pozycji. Chwilę później na szczycie grzbietu pojawiły się liczne postacie w brązowych mundurach, ale wkrótce zostały one zepchnięte na pozycje wyjściowe przez nasz ogień. Dokładnie o 12:00 rozpoczęliśmy szturm.
Początkowo postępy były powolne, ponieważ podejścia były strome i trudne; zarośla i rumowiska skalne spowalniały nasze tempo, ale rosyjski ogień mimo to dodawał nam otuchy. Muzycy grali, karabiny brzęczały dookoła, a my z okrzykiem “Hurra!” rzuciliśmy się na pozycje wroga. Przełamanie nastąpiło niemal jednocześnie na całej linii. Rosjanie, którzy długo nie zdawali sobie sprawy z naszego natarcia w martwym punkcie, machali białymi szmatami w dużych ilościach i unosili ręce; Inni uciekli w panice, ale po chwili zatrzymali się, zawrócili i otworzyli ogień.
Pościg rozpoczął się natychmiast; jeńców pośpiesznie poinformowano jedynie o stanowisku dowodzenia batalionu jako kierunku marszu. Towarzyszyło im kilku lekko rannych; w przeciwnym razie nie było czasu na dalsze zajmowanie się nimi.
Goniliśmy uciekających Rosjan przez krzaki i lasy. Wszędzie, po krótkiej, zaciętej strzelaninie, braliśmy kilku jeńców, w tym kilku naszych. Potem rozpoczął się wyścig; każdy z nas chciał dotrzeć do baterii wroga, zanim zdąży on rozpocząć ogień. Każdy chciał być pierwszy, który napisze swoje imię na zdobytych działach; kreda była już w tym celu przygotowana.
Natknęliśmy się na rosyjską linię telefoniczną i spodziewając się, że doprowadzi nas do baterii, pobiegliśmy za nią z szaleńczym tempem. Linia mijała płonącą zagrodę na szczycie wzgórza, gdzie wciąż brano do niewoli kilku Rosjan. Potem, niestety, skręcała w dolinę przed sektorem naszej sąsiedniej kompanii. Po kilku minutach dotarliśmy na nagie zbocze łąki otoczone lasem. Tam stała bateria, której szukaliśmy: cztery lśniące działa ustawione obok siebie, obsługa działa wciąż obecna, ale niestety także oficerowie i żołnierze 6. kompanii, którzy dotarli do niej krótszą drogą. Mimo to nasza radość była ogromna. Długo tam nie zostaliśmy.
Nie poddajemy się. Rosjanie są wszędzie w całkowitym odwrocie; musimy za nimi podążać. W małych grupach, tak jak się formujemy, posuwamy się naprzód. Ponurymi leśnymi ścieżkami docieramy w końcu do odległego krańca grzbietu, skąd przed nami rozciąga się barwna panorama.
Przed nami las stromo opada w dolinę rzeki Wisłok, która opływa oblężone wzgórza i szerokim łukiem skręca na północny wschód. Na rozległej równinie, którą widać na wiele kilometrów, panuje kompletny chaos. Rosyjskie kolumny, piechota, artyleria, tabor spieszą się cofając wszystkimi ścieżkami i drogami. Oddziały piechoty wyłaniają się z lasów i uciekają przez równinę bez żadnego zorganizowanego dowództwa. Niektóre oddziały można zobaczyć kopiące okopy, inne kładą się i zaczynają się namierzać.
W lesie słyszymy kule uderzające o drzewa. Kryjemy się na małym nasypie i otwieramy ogień do najbardziej obiecujących celów. Niestety, odległości są już dość duże; Strzelamy z celownika 1300 mm. Artyleria mogłaby tu zrobić dobrą robotę! Po chwili ostrzału, po naszej lewej stronie pojawiają się mundury X Korpusu Armii, co wskazuje, że w naszym natarciu przez trudny teren mocno zboczyliśmy w lewo.
Rozkaz, by nie wychodzić poza Wzgórze 358, ciąży nam na umysłach i szybko rozpoczynamy odwrót, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że przekroczyliśmy linię rozkazu o dobre 2 km.
Popołudniowe słońce praży. Po krótkim postoju przy źródle kontynuujemy energicznym krokiem, aby spróbować dołączyć do batalionu, który znajdujemy na Wzgórzu 358 tuż przed jego odmarszem. Ponieważ wróg jest w pośpiechu, kompanie już uformowały się w kolumny marszowe. Spotykamy się z poważną krytyką za nasze działania wbrew rozkazom, ale radość z naszego wielkiego sukcesu przeważa nad wszelkim niezadowoleniem.
Nasze straty są niewielkie, łupy duże.»
«Nastrój jest znakomity. Cudownie jest maszerować na wroga z tą niezrównaną siłą. Galicja stopniowo staje się nasza!» – mówi kapitan von Wagenhoff (6.).
(...) O godz. 15.00 bataliony kontynuowały marsz w kierunku Oparówki przez piękny, ale bardzo trudny teren leśny, [msz: w Oparówce] gdzie część z nich dotarła późno i zakwaterowała się na miejscu. (...)”
Z historii 4 Pułku Artylerii Polowej Gwardii:
“(...) 9 maja o godzinie 8:00 rano dywizja [msz: 2 Dywizja Piechoty Gwardii] rozpoczęła natarcie na wschód w góry. (...). Po przełamaniu przez 3. Baterię słabego oporu wroga, 1. i 2. Baterie zostały przesunięte na Wzgórze 465 [msz: obecnie Zawale], jak odnotowano w dzienniku operacyjnym 2. Baterii:
«Pierwszy pluton baterii otrzymał rozkaz galopu. Ze względu na strome nachylenie i kiepskie warunki drogowe, artylerzyści, wykorzystując wszystkie siły zarówno ludzi, jak i koni, zdołali wspiąć się na strome wzgórze jeden po drugim.
Jego dogodna pozycja zapewniała wspaniały widok na szeroką dolinę Węglówki i Wysokiej. Tymczasem na szczyt wzgórza dotarł również 2. pluton pod dowództwem porucznika Scheche. Piechota II./Franz otoczyła artylerzystów i radośnie witała trafienia w okopach wroga. W dolinie poniżej widać było wroga wycofującego się w pośpiechu.»
O godzinie 13:00 2. batalion ruszył przez Węglówkę do Bonarówki, również bardzo słabymi i stromymi górskimi ścieżkami, które zostały już naprawione przez pionierów.
Za nimi podążał 1. batalion. Wróg rozmieścił się ze słabymi tylnymi strażami za potokiem Stobnica, ale został szybko wyparty przez 2. batalion. Ponieważ piechota nie posuwała się dalej, baterie pozostały na swoich pozycjach przez całą noc. (...)”
Korpus Gwardii odniósł kolejny sukces, po pokonaniu przeszkody wodnej, zalesionego i stromego pasma wzgórz wyparł armię rosyjską i przesunął linię frontu dalej na wschód.
Zmęczenie dawało się już we znaki. Atak rozpoczęty 2 maja trwał już 8-mą dobę. Przeszkody terenowe narastały, a pogoda majowa nie rozpieszczała, w dzień było upalnie, parnie i duszno, nocą chłodno, lub wręcz zimno. Forsowanie rzek i deszcz też miały swój wpływ na zdrowie oddziałów. Nie bez powodu w różnych opracowaniach czy wspomnieniach można przeczytać o głodzie i zmęczeniu, które podkopywały determinację, ofiarność i odwagę żołnierzy.
Generał Franciszek K. Latinik tak pisze w swojej książce pt. “Żołnierz polski pod Gorlicami 1915: działalność 100 Pułku Ziemi Cieszyńskiej” [skan nr 45]
“(...) Żołnierz, po zdobyciu trzeciego systemu obronnego (d. 5 maja), czuł się już znużony. Bo weźmy też pod uwagę nie tylko wysiłek fizyczny, brak wywczasu, dorywcze odżywienie, różnice temperatury, (upały za dnia, dokuczliwe zimno w nocy), lecz także niemożność umycia się, zmiany bielizny, oczyszczenia munduru z błota i nieproszonych gości: gryzoniów i świerzbicieli. Po prostu człowiek brzydził się samym sobą. (...) Wszak w dowództwach i sztabach panowało zdawna przekonanie, że żołnierz polski nigdy nie zawodzi, a w wymaganiach swoich jest arcyskromny! Ktoby się tam liczył z duszą jego i krytycznem okiem? A jednak oku temu nie uszło, że w pułkach niemieckich tornistry oddziałów składano na umyślne wozy, podczas gdy żołnierz dywizji 12-ej pochylał się nisko pod ciężkim plecakiem i wielką racją amunicji; że dla rannych często brakło furgonów, skutkiem czego wielu tych szarych bohaterów ginęło z wykrwawienia lub tężca zanim zdołano ich odtransportować do szpitala.(...)”.
Niemieckie służby taborowe, ale też ogólny poziom organizacji armii niemieckiej były przedmiotem analiz, np. tej przedstawionej przez rtm. Jana Pawlickiego i rtm. Stanisława Reklewskiego w artykule “Służba taborowa na froncie wschodnim w okresie 1914 - 1915 r.” [od skanu 159]
Niemniej, jak wspominał gen. F.K. Latinik, żołnierz, walczący od 2 maja przez kolejnych kilka dni, był już bardzo zmęczony, niezależnie od armii, do jakiej należał.
Relacja 4 Pułku Grenadierów Gwardii (GGR 4, Augusta):
“(...) 9 maja, po pokonaniu słabego oporu wroga pod Węglówką, wojska posuwały się długimi kolumnami, pod górę i w dół, aż dotarły do Żyznowa, gdzie kompanie zakwaterowały się w indywidualnych zagrodach. Jakże byli szczęśliwi po takim dniu, śpiąc na słomie z kawałkiem chleba, dwoma jajkami i solą! (...)”
Brak snu, krótkie chwile odpoczynku, przerywane alarmami były codziennością, która szybko się nie zmieniła.
Ze wspomnień niemieckiego 74 Pułku Piechoty:
“(...) Wieczorem [msz: 9 maja] jednak 3. Batalion, który w międzyczasie przybył jako rezerwa, pod dowództwem majora Funcka, ponownie rozpoczął atak na Wiśniową. (...) Uparcie broniący się wróg nie był w stanie oprzeć się temu zorganizowanemu atakowi. Sam pluton Weigela z 10. Kompanii wziął 200 jeńców. Do godziny 8:00 rano [msz: 10 maja] wieś została zdobyta, a wróg był w odwrocie. Jednak jego straż tylna uniemożliwiła dalszy natarcie z wyżyn na północ od doliny Wisłoka, a kompanie, wyczerpane upałem i, w niektórych przypadkach, ciężkimi walkami, okopały się na liniach, do których dotarły, gdy zapadł zmierzch.
Wysiłek dnia został wkrótce nagrodzony: przybyły kuchnie polowe, które powitano owacjami. Po upalnym dniu walk jedzenie smakowało szczególnie dobrze. Wszyscy mieli nadzieję na zasłużony sen po posiłku. Rosjanie milczeli i najwyraźniej się wycofali. Wkrótce jednak 2. Batalion został ponownie obudzony i otrzymał rozkaz rozpoznania Kalembiny (...)”.
Zanikanie
Jeśli dotarliście do tego miejsca, to już chyba wiecie, kto w maju 1915 r. poległ nad rzeką i na “pagórkach stojących od wieków na straży biegnących wód Wisłoka”?
To jakie te armie były? Wszystkie? No właśnie …
Czy można podać jakieś nazwiska i liczby? Może lokalizacje cmentarzy i mogił? Tutaj ponownie odpowiedź nie będzie satysfakcjonująca, ale też nie niemożliwa.
Ale po kolei.
Najpierw zadajmy takie proste pytanie: ile osób poległo w walkach lub zmarło w lazaretach nad Wisłokiem w maju 1915 r.?
Jakie odpowiedzi uzyskamy:
- pułk 4 GFeldArt Rgt.: kanonier Lüger z 6. Baterii zginął w walce.
- pułk GRzF 4: porucznik rezerwy Dyck następnego ranka, podczas szturmu na wzniesienie, które rozpoznał, zginął śmiercią bohatera
- pułk GRzF 4: zginęli porucznicy rezerwy Maas i Müller
- pułk GRzF 4: Untenoff. Täulker został śmiertelnie ranny
- pułk GRzF 4: Przeprawa przez Wisłok i atak na Łęki kosztowały pułk około 200 Niemców - rannych i zabitych
- pułk GGR 4: Z zaledwie 5 rannymi odniesiono wspaniałe zwycięstwo
- świadek: 100 żołnierzy armii niemieckiej padło w Łękach w wyniku fałszywego poddania się Rosjan
- świadek: na całej tej linii Niemców około 200
- pułk GRzF 4: setki poległych i rannych Rosjan leżało w okopach, na pozycjach i na polu ataku.
- świadek: w Łękach: w tej wsi padło Rosjan około 800
- świadek: na całej tej linii przeszło 1000 Rosjan,
Czy informacje te dotyczą też walk toczonych w lesie, na stokach wzniesień, powyżej linii umocnień wykonanych przez armię rosyjską? Niestety, na podstawie tak lakonicznych odpowiedzi trudno jest to ocenić, a tym samym podać skalę strat.
Gdzie zatem są pochowani? Czy w miejscach, gdzie polegli (w rowach strzeleckich, okopach, które tak pracowicie obie strony kopały? Na lokalnych cmentarzach, przy kapliczkach? W lesie, na stokach “pagórków”?
Zakładam, że każda z tych odpowiedzi będzie prawidłowa.
Jak już wspomniałam, istnienie kilku cmentarzy i kwater nie budzi żadnych wątpliwości. Są to cmentarze na stokach Suchej Góry, Królewskiej Góry, w Węglówce, w Korczynie, Krasnej, Jazowej i we Frysztaku.
Ponadto Pan Bogdan Jezierski Pełnomocnik Wojewody Podkarpackiego ds. Pamięci, Ochrony i Opieki nad Grobami i Cmentarzami Wojennymi opublikował plany założenia cmentarnego w Rzepniku oraz inwentaryzację mogił na stokach Królewskiej Góry i w okolicy Rzepnika właśnie. Są to prawdopodobnie mogiły tymczasowe położone w rejonach zaciętych walk zarówno z zimy 1914 r., jak i z maja 1915 r. Z mapami można się zapoznać na FB na profilu Pełnomocnika Wojewody Podkarpackiego.
Czy na wzgórzach wzdłuż Wisłoka było więcej takich cmentarzy, które planowano, które być może zbudowano lub rozpoczęto ich budowę? Czy przeprowadzono wszystkie ekshumacje? Niestety nieczęsto można się natknąć na konkretne nazwiska osób pochowanych w tych mogiłach lub cmentarzach.
Czy jednak poległym zupełnie odebrano tożsamość? Uważam, że nie. Wprawdzie nie mam dostępu do imiennych list poległych, ale nazwiska można odtworzyć:
- w przypadku pułków niemieckich znajdują się zarówno w opisach walk jak i w wykazach poległych zamieszczanych w książkach o historii pułków oraz w części w Archiwum Narodowym w Krakowie;
Przydatne linki
Spis poległych opublikowany w książkach o historii poszczególnych jednostek wojskowych
http://www.denkmalprojekt.org/covers_vl/vl_wk1_index_heer.html
- ANK - wykaz żołnierzy armii niemieckiej pochowanych na terenach w administracji kolejowej
[od skanu 242]
- w przypadku pułków austro-węgierskich istnieją księgi zgonów, w których podano miejsce śmierci i miejsce pochówku - są one dostępne dla wszystkich 4 jednostek wchodzących w skład 12 Dywizji Piechoty i obecnie można z nich korzystać na portalu www.familysearch.org;
Przydatne linki [wymagane bezpłatne konto w serwisie FS]
księgi metrykalne IR3: https://www.familysearch.org/pl/search/catalog/koha:655900
księgi metrykalne IR20: https://www.familysearch.org/pl/search/catalog/koha:660028
księgi metrykalne IR56: https://www.familysearch.org/pl/search/catalog/koha:664117
księgi metrykalne IR57: https://www.familysearch.org/pl/search/catalog/koha:664126
księgi metrykalne IR100: https://www.familysearch.org/pl/search/catalog/koha:1127692
- w przypadku pułków rosyjskich - tutaj nie podam precyzyjnej odpowiedzi. Być może są osoby, które potrafiłyby odszukać te dane w archiwach rosyjskich.
Czy można przypisać te nazwiska do poszczególnych cmentarzy lub konkretnych mogił? Moim zdaniem nie jest to do końca możliwe, ale …
Pan Bogdan Jezierski, Pełnomocnik Wojewody Podkarpackiego ds. Pamięci, Ochrony i Opieki nad Grobami i Cmentarzami Wojennymi podaje w przywołanym wyżej komentarzu, że:
"(...) Wiemy na pewno że pochowani są tu żołnierze wszystkich armii. Szczątkowy wykaz pochowanych żołnierzy niemieckich i austrowęgierskich znanych z imienia i nazwiska zawiera 31 żołnierzy. Rosyjskich żołnierzy znanych z imienia nazwiska jest 14. (...)" [źródło]
Niestety nie odnalazłam na stronie dotyczącej miejsc pamięci narodowej Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego takich danych.
https://mpn.rzeszow.uw.gov.pl/?s=frysztak&resting_place_category=all&p=3313
W swoich różnych poszukiwaniach natknęłam się na taką listę dotyczącą kwatery we Frysztaku w zasobach ANK. Nie wiem, czy nazwiska pokrywają się z tymi, o których pisze Pełnomocnik Wojewody Podkarpackiego. Czy wszystkie te osoby zostały pochowane na cmentarzu? Trudno powiedzieć, niemniej jednak we Frysztaku znajdował się lazaret i zapewne zmarli byli od razu grzebani w zorganizowanym miejscu. Zatem obok danych liczbowych dotyczących tego cmentarza wymienionych przez Pana Bogdana Jezierskiego Pełnomocnika Wojewody Podkarpackiego ds. Pamięci, Ochrony i Opieki nad Grobami i Cmentarzami Wojennymi można wskazać z imienia i nazwiska minimum 16 żołnierzy armii niemieckiej, głównie z pułków 19 dywizji piechoty.
[opracowanie własne na podstawie zasobów ANK - sygn. 29/275/0/-/65]W przypadku poległych żołnierzy Korpusu Gwardii sprawa jest niezwykle trudna. Poległo ich ok. 200 - jeśli wierzyć opisowi świadka tamtych wydarzeń. Jednak czy ta osoba wiedziała o wszystkim? Czy uwzględniła również żołnierzy poległych w całym paśmie wzgórz nad Wisłokiem?
Tego nigdy się nie dowiemy, możemy jednak podać 17 nazwisk żołnierzy, którzy tutaj zginęli. Zostały one ustalone na podstawie książek o historii pułków oraz spisów w nich zawartych, przy czym 4 Pułk Grenadierów Gwardii (GGR 4) nie opublikował szczegółowej listy poległych, a 1 Pułk Gwardii Pieszej (GRzF 1) podał na swoich listach jedynie rok i miesiąc śmierci, co uniemożliwia przypisanie do konkretnych lokalizacji i bitew. Ponadto pułki 2GRzF, 3GRzF, 3GGR częstokroć nie podawały wcale miejsca zgonu lub podawały ogólnie Gorlice-Tarnów. Gdyby kierować się samą datą, to do poniższego zestawienia doszłoby kolejnych 30 osób.
- 4GRzF, Leutnant d. Res., DYK Paul, zm. 1915-05-01, nad Wisłokiem, gefallen
- 4GRzF, Unteroff., FREYDE, Fritz, zm.1915-05-08, b. Łęki, 2. Komp., gefallen
- 4GRzF, Grenadier, GRASS, Emanuel, ur. 31.10.1894, zm. 1915-05-14, Łęki, 6. Komp., Feldlaz. 11 in Leki
- 4GRzF, Unteroff., MEINEKE, Ernst, zm. 1915-05-08, b. Łęki, 2. Komp., gefallen
- 4GRzF, Unteroff., MÜLLER, Otto, zm. 1915-05-09, b. Łęki, 11. Komp., gefallen
- 4GRzF, Leutnant d. Res., MÜLLER, Otto, zm. 1915-05-01, nad Wisłokiem, gefallen
- 4GRzF, Unteroff., OLDEHOFF, Heinrich, 1915-05-09, b. Łęki, 11. Komp., gefallen
- 4GRzF, V.Wmstr., OTTE, Heinrich, zm. 1915-05-09, b. Łęki, 4. Komp., gefallen
- 4GRzF, Vizefw., PELCHEN, Martin, zm. 1915-05-09, b. Łęki, 6. Komp., gefallen
- 4GRzF, Unteroff., POLOCH, Franz, zm. 1915-05-09, b. Łęki, 7. Komp., gefallen
- 4GRzF, Unteroff., SONAU, Friedrich, zm. 1915-05-08, b. Łęki, 2. Komp., gefallen
- Garde-Pionier-Bataillon, Pion., KALOW, Oskar, zm. 1915-05-21, Łączki, 5. G. Pi. Kp., verw. 09.05.1915, Laczki, gest.
- 1. Garde-Fußartillerie-Regiment, Fahrer, KASPER, Gustav, zm. 1915-05-11, Odrzykon, Stab,
- 1GGR, Grenadier, FINKE, Otto, zm. 1915-05-07, Odrzykoń, I. Batl., 2. Komp., FINKE II
- 2GGR, Grenadier, BECKER, ur. w Ernst, Arpke, Burgdorf, zm. 1915-05-10, Ustrobna?, 4. Komp., Jaroslau
- 2GGR, Grenadier, DRILLER, Wilhelm, ur. w Freisenbruch, Steele, zm. 1915-05-09, Bratkówka, 2. Komp.,
- 2GGR, Reservist, FISCHER, Emil, ur. w Wiese, Mohrungen, zm.1915-05-10, Ustrobna, 12. Komp., Ustrobour am San
Na mapie opublikowanej przez Pana Bogdana Jezierskiego Pełnomocnika Wojewody Podkarpackiego ds. Pamięci, Ochrony i Opieki nad Grobami i Cmentarzami Wojennymi dotyczącej inwentaryzacji mogił tymczasowych wokół Rzepnika wykazano 19 grobów być może pojedynczych i masowych. Czyli poległych może być od 19 osób wzwyż. Mogiły zostały najprawdopodobniej przeznaczone do ekshumacji na tworzony w Rzepniku cmentarz. Czy faktycznie ekshumacje te wykonano i cmentarz przynajmniej w pierwotnym kształcie powstał - tego nie wiadomo i bez specjalistycznych badań archeologicznych, w tym bez tzw. “kopania”, nic pewnego o tym cmentarzu nie można powiedzieć.
Jeśli chodzi o poległych, to oprócz żołnierzy armii rosyjskiej mogą tam spoczywać żołnierze armii niemieckiej, z co najmniej 4 pułków piechoty - nie rozważam tutaj jednostek artylerii, czy innych jednostek pomocniczych przypisanych do korpusu gwardii.
- 2 Pułku Grenadierów Gwardii (GGR 2 Franz)
- 4 Pułku Grenadierów Gwardii (GGR 4 Augusta)
- 1 Pułk Piechoty Gwardii (GRzF 1)
- 3 Pułk Piechoty Gwardii (GRzF 3)
Drugą ciekawą mapą opublikowaną przez Pana Bogdana Jezierskiego Pełnomocnika Wojewody Podkarpackiego ds. Pamięci, Ochrony i Opieki nad Grobami i Cmentarzami Wojennymi jest inwentaryzacja mogił na stokach Królewskiej Góry. Liczba grobów robi ogromne wrażenie, przy czym należy zaznaczyć, że w głównej mierze są to pochówki z zimy 1914 r., wynikające z walk wspomnianych przez mieszkańca w cytowanym wyżej artykule prasowym.
Informacja dzięki uprzejmości Tomasza Woźnego: “(...) Plan pokazuje miejsce, gdzie biło się w grudniu 1914 r. lewe skrzydło austro-węgierskiego VII Korpusu (17. DP i część 20. DP Honvedu) - przede wszystkim Węgrzy i Rumuni, z dodatkiem siedmiogrodzkich Niemców. (...)”
Z analizy literatury oraz dzienników niemieckiej dywizji gwardii wynika, że 9 maja 1915 r. na Królewskiej Górze walczyły pułki grenadierów:
- 1 Pułku Grenadierów Gwardii (GGR 1 Aleks)
- 3 Pułku Grenadierów Gwardii (GGR 3 Elżbieta)
wraz z jednostkami pomocniczymi, w artylerią, kawalerią, kompanią pionierów i kompanią sanitarną [źródło: PH-8-I-431 Dziennik 2-Dywizji Gwardii].
Ponadto gen. F.K. Latinik wspomina, że dowodzony przez niego IR100 również miał za zadanie opanowanie Królewskiej Góry:
“(...) Przy współudziale artylerji ciężkiej rozpocząłem o 12h 45m pościg w kierunku na Suchą górę, znak trygonometryczny 592 i na Królewską górę, które już o 13h 50m zajęły oddziały czołowe. Oddział wywiadowczy, wysłany do Węglówki, schwycił jeszcze 18 uciekających Moskali. Z tych musiano 4 rozstrzelać na miejscu, ponieważ w ładownicach ich znaleziono naboje z obciętemi końcami pocisków [* Pociski takie działają jak naboje dum-dum i są podług prawa międzynarodowego zakazane.]. Wkrótce też wywiadowcy nawiązali łączność z gwardją, która wmaszerowała do Węglówki. (...) [źródło, skan 60]
Po stronie rosyjskiej zarówno w przypadku cmentarza w Rzepniku, jak i na stokach Królewskiej Góry były to jednostki podporządkowane 9 Dywizji Piechoty. Warto zaznaczyć, że w wyniku poniesionych strat 9 DP została zdjęta z aktywnego frontu, zgrupowana w okolicy Połomii i połączona z 81 Dywizją Piechoty.
Myślę, że ze sporą dozą prawdopodobieństwa można założyć, na Królewskiej Górze polegli żołnierze wszystkich trzech armii.
Co dalej?
Przejście frontu wiosną 1915 r. było dla mieszkańców traumatycznym przeżyciem, zwłaszcza że cywile też tracili życie w ostrzale. Żadna ze stron - a już szczególnie armia carska - nie przejmowała się mieszkańcami. Gospodarstwa znalazły się w środku kotłującego się ostrzału i ataków obu stron. Życie z wolna wracało na normalne tory, uprzątano zniszczenia, zajęto się zwykłymi wiosennymi czynnościami. Każdy chciał jak najszybciej zapomnieć o okropnościach dni od 7 do 10 maja 1915 r. A tym bardziej po drugiej wojnie światowej nie chciano pamiętać, szczególnie o armii niemieckiej. Po zaledwie 24 latach słowo "wyzwolenie" zamieniło się na dramaty "okupacji". Ci co mogli pamiętać leśne mogiły, ekshumacje, budowę cmentarzy - odchodzili. Młodsi widzieli w tym tylko "Niemca" i tym bardziej nie chcieli pamiętać. Dokumentacja rozproszyła się po różnych państwach, które kiedyś były jednym organizmem.
Czy możliwe technicznie jest odtworzenie list poległych? Częściowo zapewne tak.
Czy społeczne przywrócenie i ugruntowanie tej pamięci jest możliwe? Nie wiem, ale zaczęłabym od okazania szacunku miejscom pochówku, niezależnie, kto spoczywa w naszej ziemi.
To nie była nasza wojna, ale to są nasi zmarli.
























Komentarze
Prześlij komentarz