I po co to wszystko?
Od czasu do czasu opowiadam o poszukiwaniach przodków, czasem o wielkiej wojnie, Galicji, ale głównie o cmentarzach - no i o Bieczu.
Dzisiaj opowiem najbardziej osobistą historię, która łączy wszystkie te wątki.
Od wielu lat chciałam poznać losy mojego wujka Władysława Gębarowskiego, który wg rodzinnych przekazów zginął pod koniec wielkiej wojny.
Historia moich poszukiwań wujka Władysława sięga okresu pandemii, kiedy pod wpływem cioci zajęłam się genealogią rodziny. Zaczęłam odtwarzać i zbierać historie o krewnych, którzy już dawno odeszli i o czasach, które przeminęły. Jedną z opowieści, którą sobie przypomniałam, było wspomnienie mojej Babci Marysi o jej przyrodnim bracie Władysławie. Babcia miała 5-6 lat, kiedy wielka wojna przetaczała się przez Europę, więc niewiele zapamiętała z tych wydarzeń, a praktycznie wcale nie znała swojego 20-letniego przyrodniego brata. Pozostało w jej głowie tylko wspomnienie o jego śmierci na wojnie w 1918 r. Kiedy ja usłyszałam tę historię po raz pierwszy byłam małym dzieckiem, ale zrobiła na mnie ogromne wrażenie: zapamiętałam, że był jeszcze jeden wujek i że zginął gdzieś w Europie, nie bardzo wiadomo gdzie.
Wróciwszy do tej historii postanowiłam zacząć od początku, wujek Władysław musiał się przecież urodzić i zostać ochrzczony, więc zaczęłam od metryk rodzinnej parafii mojej Babci. Ustaliłam, że urodził się w dniu 11.09.1896 r. w Szerzynach, w województwie małopolskim, w domu nr 297, tym samym, w którym urodziło się jedenaścioro jego rodzeństwa. Moja rodzina mieszka w tym siedlisku od połowy 19 w., zmieniają się tylko domy.
[opis do zdjęcia: ojciec i macocha Władysława: Józef i Apolonia Gębarowscy, najmłodsza dziewczynka: Maria Gębarowska, moja babcia]
Potem pomyślałam, że ck monarchia była jednak państwem o dosyć rozbudowanej administracji i być może są gdzieś listy strat. Tak trafiłam na przepastne zbiory bibliotek austriackich, w których sprawdzałam listy strat publikowane przez k.u.k. armię. Do dzisiaj pamiętam, jaka byłam z siebie dumna, kiedy odnalazłam wujka na liście strat.
![]() |
| Verlustliste Nr. 703. Hof- u. Staatsdr., 4 Dec. 1918. |
Niestety ponownie stanęłam przed trudnym dla mnie w tamtym czasie zadaniem: co oznaczają skróty zastosowane w opisie poległego żołnierza, jak znaleźć jednostkę, w której służył i gdzie mógł zginąć sądząc po dacie - 29.07.1918 r. W 2021 r. ustaliłam, że był żołnierzem sekcji karabinów maszynowych w 57 pułku piechoty z Tarnowa (IR 57).
https://zbiory.mufo.krakow.pl/card/mhf-3784-ii-17/
Tu cały album
https://zbiory.mufo.krakow.pl/card/mhf-3784-ii-1-144/
Moim marzeniem do dzisiaj nie spełnionym jest książka o historii tego pułku napisana przez Wacława Szczepanika pt. Cesarskie dzieci z Tarnowa. 57 Galicyjski Pułk Piechoty w latach 1894-1918”.
Kompania IR57 w Petlikorcach Starych (opis za Österreichische Nationalbibliothek)
https://digital.onb.ac.at/rep/osd/?10CE149D
https://digital.onb.ac.at/rep/osd/?10CE14A5
Stab IR57 w Petlikorcach Starych (opis za Österreichische Nationalbibliothek)
https://digital.onb.ac.at/rep/osd/?10CE14C7
W związku z tym, że nie miałam do niej dostępu musiałam sama przebrnąć przez monumentalne dzieło Edmunda Glaise von Horstenau pt. “Österreich-Ungarns letzter Krieg 1914 - 1918”, gdzie w 15 tomach opisana jest działanie armii Austro-Węgierskiej na wszystkich frontach, z mapami i szlakami bojowymi jednostek wyższego rzędu i tylko w wyjątkowych przypadkach pojedynczych regimentów.
https://digi.landesbibliothek.at/viewer/toc/AC01039112/
Tutaj znalazłam potwierdzenie, że szlak bojowy 12 Dywizji Piechoty, do której należał IR57 zakończył się nad rzeką Piave we Włoszech. Stamtąd żołnierze ewakuowali się przeważnie do odradzającej się Polski.
(strona 185 i kolejna)
https://digi.landesbibliothek.at/viewer/resolver?urn=urn:nbn:at:AT-OOeLB-1603989
Znając już rejon i datę śmierci wujka szukałam na mapach, gdzie dokładnie na froncie obejmującym rzekę Piave stacjonował mój wujek.
https://digi.landesbibliothek.at/viewer/resolver?urn=urn:nbn:at:AT-OOeLB-3604387
W tym momencie utknęłam definitywnie, niestety nie znam języka włoskiego i nie potrafiłam poruszać się po archiwach Republiki Włoskiej. Z różnych źródeł dowiedziałam się tylko, że we Włoszech dosyć trudno jest ustalić miejsce pochówku z powodu drugiej wojny światowej i przemian politycznych.
Co jakiś czas wracałam do genealogii, szukałam innych krewnych, budowałam drzewo rodzinne. Mając już pewne doświadczenie zaangażowałam się jako wolontariusz w Polskim Towarzystwie Genealogicznym, dla którego indeksowałam księgi parafialne mojej rodzinnej miejscowości od końca 18 wieku do początku 20 wieku.
https://geneteka.genealodzy.pl/index.php?rid=8197&w=06mp&op=gt
W tamtym czasie pogodziłam się z myślą, że historia wujka Władysława Gębarowskiego zakończy się ogólną informacją i to nie do końca pewną (ustaloną tylko na podstawie daty zgonu), że jest pochowany gdzieś we Włoszech.
Przypadek jednak sprawił, że w 2025 roku na wiosnę znalazłam księgi zgonów spisane przez 57 pułk piechoty. Nie wierzyłam własnym oczom, tego wieczoru szukałam wśród 1600 skanów i kilku tysięcy wpisów tego właściwego, z nadzieją, że metryka dotycząca wujka nie została pominięta ani zagubiona. I udało się, znalazłam informację, że zmarł z powodu ran w rejonie Boccafossa (gmina Torre di Mosto we Włoszech) i tam - wg kancelistów - został pochowany.
[źródło]
https://www.familysearch.org/ark:/61903/3:1:3QS7-89V3-Q9CG-V?cat=koha%3A664126&i=192&lang=en
Wszystkie moje przypuszczenia się potwierdziły, wujek faktycznie spoczywa w ziemi włoskiej. Ten wieczór pamiętam do dzisiaj. Byłam bardzo wzruszona i jednocześnie jeszcze bardziej zdeterminowana do dalszych poszukiwań.
Równolegle coraz bardziej angażowałam się działania na rzecz pamięci o cmentarzach z wielkiej wojny na terenie mojej rodzinnej miejscowości. W całej gminie Biecz mamy osiem cmentarzy z wielkiej wojny, na których pochowanych jest ok. 1700 żołnierzy wszystkich armii (austro-węgierskiej, niemieckiej i rosyjskiej). Wiosną 1915 r. w moim regionie miała miejsce wielka bitwa, tzw. przełamanie gorlickie, która dała początek przesunięciu frontu austriacko-rosyjskiego kierunku na wschód. Razem z Darkiem zaczęliśmy odtwarzać pamięć o osobach pochowanych na terenie naszej gminy. Dzięki temu poznałam fantastycznych ludzi, od których do tej pory uczę się bardzo wiele i którzy pomogli mi w dalszych poszukiwaniach we Włoszech. W Polsce pomógł mi Dominik Topolski, który intensywnie szuka poległych z 57 pułku piechoty w różnych państwach, w tym we Włoszech stąd poznał kilku zaangażowanych włoskich pasjonatów. Dzięki Dominikowi trafiłam do Mario Moser'a, a potem do wspaniałych regionalistów i historyków z Torre di Mosto: do Marty Tinor i Silvio Cibinel. Marta i Silvio wytłumaczyli mi, że w czasie pierwszej wojny światowej Torre di Mosto i cała okolica była pod okupacją austro-węgierską.
https://digital.onb.ac.at/rep/osd/?111611E8
https://digital.onb.ac.at/rep/osd/?10D0DB8B
W miasteczku zlokalizowany był szpital wojskowy, do którego trafiali żołnierze prosto z frontu. Na budynku widać oznakowanie czerwonego krzyża, w tym na dachu i frontonie. Obecnie w tym budynku mieści się urząd miasta.
![]() |
[Link do zdjęcia]
https://digital.onb.ac.at/rep/osd/?111611BD
Zmarli w tym szpitalu żołnierze byli grzebani na lokalnym cmentarzu. W latach 1950 - 1960 gmina postanowiła zlikwidować kwaterę żołnierską i ekshumować wszystkich poległych. Szczątki każdego żołnierza zostały umieszczone w oddzielnej trumnie/skrzynce i złożone w osobnym ossuarium.
![]() |
| Ossuarium ze szczątkami żołnierzy, Torre di Mosto, Włochy, fot. Marta Tinor |
Niestety w trakcie tych zmian nie umieszczono na zbiorowym grobowcu żadnej informacji o imionach i nazwiskach zmarłych, mimo że kwatery żołnierskie miały zachowane tabliczki. Trudno dociekać, jaka była tego przyczyna. Może zwyczajnie wszyscy w całej Europie chcieli zapomnieć o strasznym okresie dwóch wojen światowych. Okazało się jednak, że właśnie Marta i Silvio działają na rzecz opieki nad ossuarium zawierającym szczątki do tej pory bezimiennych żołnierzy austro-węgierskich i próbują odtworzyć, nazwiska pochowanych. Od 2010 r. przy współpracy z Austriackim Czarnym Krzyżem oraz gminą Torre di Mosto dbali o ossuarium i finalnie upamiętnili je tablicą:
(strona 31)
https://www.yumpu.com/de/document/read/51654366/download-das-osterreichische-schwarze-kreuz
(strona 30)
https://www.osk.at/fileadmin/images/zz-zeitungen/OSK-2-2024-web.pdf
Jakież było moje zdumienie, kiedy okazało się, że gmina Torre di Mosto posiada dokumentację o zmarłych żołnierzach z tego szpitala. Silvio Cibinel i Marta Tinor pokazali mi akt zgonu wujka Władysława odtwarzany w latach 20-tych na bazie archiwum szpitalnego. Akt ten potwierdza, że zmarł w Torre di Mosto. Obecnie jego szczątki złożone są w ossuarium na lokalnym cmentarzu, niestety nie wiadomo, w której urnie. Oboje Silvio i Marta okazali mi serce i zaangażowanie, zrobili zdjęcia na cmentarzu i filmik w Boccafossa, za co jestem im ogromnie wdzięczna.
Właściwie mogłabym powiedzieć, że moja podróż się zakończyła, bo pozostało mi tylko odwiedzić cmentarz i mogiłę wujka.
Ja jednak uważam, że ona się dopiero zaczyna.









Komentarze
Prześlij komentarz