Koń by się uśmiał? I kropka?
Kiedyś wpadłam na pomysł, żeby napisać artykuł o koniach i taborach. Ten post jest jego realizacją, ale nie do końca, więc pewnie o transporcie, koniach i ... uprzęży jeszcze będzie ;-)
A zaczęło się od ... "kropki"
Kropka
Dawno, dawno temu, przyszedł do mnie Piotr Giza i zaczął zadawać pytania. No dobra, może nie tak dawno, ale faktycznie pytania były i to z gatunku trudnych.
Jest mogiła, na skraju lasu, jedyna informacja, jaka była dostępna (dzięki pracy Urszuli Oettingen), to taka, że w tej mogile pochowano legionistę Stanisława (imię) Jerzego (nazwisko) oraz 5 innych bezimiennych osób.
Mowa o mogile w miejscowości Lasków, w gminie i powiecie jędrzejowskim, oznaczonej na mapach google tutaj
Piotr, uzbrojony w wiedzę początkującego poszukiwacza danych archiwalnych, zabrał się do pracy - ponoć po pracy, ale nie bądźmy drobiazgowi - i utknął. Skąd Pani Urszula wzięła kilka dodatkowych informacji o Stanisławie? I skąd wziąć więcej danych na temat pochowanych tu osób?
Pierwsza moja myśl to skorzystanie z bazy danych stworzonej pod patronatem Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku oraz Fundacji Rodziny Józefa Piłsudskiego. Tym razem jednak spotkał mnie zawód. Zobaczcie sami:
Tak, tak, tam jest formalnie wpisana “.” czyli kropka, znak interpunkcyjny. No to za wiele się nie dowiedzieliśmy niestety. Piotr był zdesperowany, a ja zaskoczona. Jak to możliwe? Tyle zasobów i “kropka”? Skąd ta “kropka” się wzięła?
Wobec tego zaczęliśmy oboje szukać w innych czytelniach. Szybko okazało się, że Stanisław Jerzy został odnotowany w kilku różnych źródłach. Ale … no właśnie, żeby nie było tak prosto Stanisław pojawia się z 3 wariantami nazwiska, no dobra, jedno to pseudonim:
Jerzy
Jerzy “Jerzykowski”
https://des.genealogy.net/search/show/17398206
[skan 37]
https://wbh.wp.mil.pl/c/scans/legiony_polskie/i_120_1/300-450/I_120_1_409a.pdf
Jerzyk “Jerzykowski”
https://zolnierze-niepodleglosci.pl/%C5%BCo%C5%82nierz/195843/
Być może to jest powód, dla którego jeden z wpisów w wykazie legionistów zawiera “kropkę”?
Zostawmy więc tę nieszczęsną “kropkę” w spokoju i poznajmy Stanisława:
JERZYK Stanisław ps. “Jerzykowski” urodził się w 1895 r., przynależny do Lwowa, syn Katarzyny, z zawodu piekarz. Był kapralem w 1 Brygadzie, 5 Batalionie Legionów Polskich. Został ranny pod Konarami 19.05.1915 r. Wg notki prasowej został postrzelony w płuca i zmarł w dniu 04.07.1915 r. w miejscowości Lasków w szpitaliku epidemicznym i został pochowany na towarzyszącym mu cmentarzu. Czy ta rana w połączeniu z jedną z chorób zakaźnych doprowadziła do jego śmierci? Nie wiadomo, ale nie można tego wykluczyć.
Dzięki analizie archiwalnej wykonanej przez Urszulę Oettingen można było przypisać do mogiły w Laskowie dane osobowe polskiego legionisty, ale co z pozostałą piątką? Wiadomo było z przekazów, że w grobie pochowano 6 osób. Kim zatem są pozostałe?
Sierżant
Postawiwszy te pytania stanęliśmy z Piotrem przez moment bezradnie, ale nie na długo. Skoro nie mamy nazwisk, to będziemy szukać wg nazwy miejscowości. Ale czy taką małą miejscowość gdzieś odnotowano, czy znajdziemy informację o pojedynczej mogile i 6 pochowanych?
I tutaj na scenę wkracza sierżant Ferdynand Dorrek. Zanim Ferdynand Dorrek został sierżantem, był pracownikiem kolei państwowych w Karyntii. Prawdopodobnie już pod koniec 1915 r. służył w jurysdykcji LESA Jędrzejów w jednostce Lokomotivfeldbahn Nr 1 Endstation Etappenpost Jędrzejów.
Sierżant Dorrek w czasie pobytu w Jędrzejowie postawił sobie za cel spisanie danych z pojedynczych mogił i cmentarzy rozsianych po okolicy. Wykonywał też rysunki, planiki i opisy dla rodzin, które zgłaszały się z zapytaniami o swoich bliskich poległych w tym rejonie. Spisy wysyłał systematycznie do Österreichische Land-Zeitung, która publikowała je na swoich łamach. Po opuszczeniu Jędrzejowa kontynuował swoją misję, podając spisy, ale nie zawsze mógł otwarcie pisać z jakich są miejscowości. Ze swoją jednostką zawędrował do Włodzimierza Wołyńskiego, Kriwina, a ostatni opublikowany spis wykonał na cmentarzu w Mielnicy (obecnie Ukraina), na którym spoczęli żołnierze 49 pułku piechoty. Został on opublikowany w lutym 1918 r. również na łamach Österreichische Land-Zeitung.
[opis: Bahnhof Pongratz, Lokomotivfeldbahn]
Pomyśleć można, co skłoniło sierżanta do tak mozolnej pracy. Pokonywał wiele kilometrów, zdobywał papier, spisywał dane bezpośrednio “z natury” w warunkach polowych, na kolanie, może klęcząc, przy różnej pogodzie, w błocie, śniegu, w zimnie. Rysował, plany, mapy, jakiś czas potem nawet robił zdjęcia. Zebrane dane starannie przepisywał i wysyłał do ulubionej gazety oraz do rodzin. Dlaczego? Dlaczego będąc w “rosyjskiej Polsce” poświęcał swój prywatny czas?
Czy chciał zaistnieć na łamach gazety? Czy to była jego manifestacja patriotyzmu? Czy chciał być potrzebny? Tego pewnie się nie dowiemy, ale sądzę, że mogła to być mieszanka wszystkich tych czynników.
Kim był zatem sierżant Dorrek?
Po raz pierwszy występuje w notatce prasowej, która opisuje jego huczny ślub. W dniu 26.07.1910 r. Ferdynand Dorrek, młodszy zawiadowca stacji Föderlach, żeni się z Anną Peternel nauczycielką zawodu z Puch. Ślub odbył się w Weissenstein z udziałem 80 zaproszonych gości, którzy przyjechali w pochodzie liczącym 17 udekorowanych kwiatami wozów. Na uroczyste przyjęcie zaproszono 150 weselników. Przed samą wojną Ferdynand Dorrek był zawiadowcą stacji w Gummern w Karyntii, gdzie wykazał się opanowaniem i refleksem zapobiegając poważnemu wypadkowi kolejowemu. Był też m.in. dowódcą lokalnej straży pożarnej, z którą był związany do co najmniej 1954 r. Za swoją postawę w czasie wojny otrzymał Krzyż Żelazny Zasługi z Koroną - 16.05.1916 r. - odznaczenie ustanowione dla służb pomocniczych i administracji wojskowej.
Po powrocie do domu z wielkiej wojny Ferdynand Dorrek wrócił do pracy na kolei oraz do działalności społecznej w straży pożarnej. Jego imię pojawia się jeszcze kilkukrotnie na łamach austriackich gazet lokalnych. A to zatrzymuje złodzieja, który przebiega niedaleko jego posterunku, a to będąc czujnym powoduje ucieczkę rabusiów zanim zdążyli rozpruć kasę pancerną skradzioną z urzędu pocztowego w Gummern.
Rok 1933 jest dla Austrii momentem przełomowym, demokracja się chwieje, w siłę rośnie nazizm, nieuchronnie zbliża się Anschluss. W tym trudnym czasie Ferdynand Dorrek angażuje się politycznie i zostaje przywódcą NSDAP w swojej małej miejscowości. Ta sytuacja zostanie mu zapamiętana, a być może dojdą jeszcze inne fakty, co w rezultacie doprowadzi w 1937 r. do tego, że F. Dorrek decyzją kolei państwowych - czyli swojego byłego pracodawcy - traci uprawnienia emerytalne i zostaje wykluczony ze związku kolejarzy.
Po przyłączeniu Austrii do Rzeszy Niemieckiej Ferdynand Dorreck pozostaje przywódcą lokalnej grupy NSDAP, dodatkowo okresie od 1938 r. do 1945 r. pełni funkcję burmistrza gminy Weissenstein.
Nie wiem co dzieje się z nim po zakończeniu 2-giej wojny światowej, czy ponosi jakieś osobiste konsekwencje z powodu swojej działalności politycznej. Faktem jest, że nie unika życia publicznego i jeszcze w latach 50-tych 20 w. można spotkać jego nazwisko jako mówcę z ramienia lokalnej straży pożarnej na różnego rodzaju uroczystościach. Po raz ostatni zostaje wymieniony w lokalnej gazecie w lipcu 1954 r., kiedy to odbywa się 70-lecie istnienia straży pożarnej.
Losy sierżanta nie odbiegały zapewne od losów innych ludzi tamtych czasów. Niemniej jednak szczęśliwie dla nas się złożyło, że F. Dorrek zawędrował również do Laskowa i spisał nazwiska z mogił w lesie. Dodatkowo przy każdym nazwisku podał numer grobu. Dzisiaj nie wiemy, co dokładnie zobaczył sierżant, czy była to długa kwatera zbiorowa z ustawionymi sześcioma krzyżami, czy 6 pojedynczych grobów.
Niemniej uzbrojeni w podstawową wiedzę przekazaną przez sierżanta i ze świadomością, że w Laskowie był lazaret epidemiczny zaczęliśmy szukać danych szczegółowych o poległych.
[opis do zdjęcia: 1915r., barak dla chorych na cholerę, należący do Lazaretu C.K]
Poznajmy więc żołnierzy, którzy spoczęli na tym terenie:
Grób nr 1: AIGNER Karl, kanonier, DivMunPark, KMunKol Nr 1/6, urodził się w 1892 r., przynależny do Wiednia, zmarł na tyfus w dniu 20.06.1915 r., miał 23 lata.
Grób nr 2: SZEGEDI Peter, szeregowiec, IR Nr 53, 3 Komp., urodził się w 1886 r., przynależny do Nagyszent, zmarł na tyfus w dniu 23.06.1915 r., miał 29 lat.
Grób nr 3: JERZYK Stanislaus, kapral, PolnLeg., 1. Brig., przynależny do Lwowa, urodził się w 1895 r., został postrzelony w płuca i zmarł 04.07.1915 r., miał 20 lat.
Grób nr 4: KARCZMAREK Sebastian, woźnica, oddział 2/25, pochodził z Galicji, zmarł z powodu gruźlicy i tyfusu w dniu 01.07.1915 r.
Grób nr 5: KUSMAREK Michael pracownik cywilny, ZeugsArtAbt Nr.12, Ewid. Nr 633, zmarł z powodu ropnia na płucach oraz słabego serca w dniu 05.07.1915 r.
Grób nr 6: NEGLI Sandor LIR Nr 5, 1/17, MunKol, chorował, zmarł w dniu 07.07.1915 r.
O Stanisławie Jerzyku wiemy wprawdzie niewiele, ale zawsze coś, natomiast co na tym cmentarzu robią cywile? Jaka była ich rola w wojsku? Dlaczego pochowano ich razem z wojskowymi? O tym dalej, no i o tym, dlaczego wielka wojna jechała na koniach.
Czy koń by się uśmiał?
W poszukiwaniach archiwalnych natrafiłam w którymś momencie na raporty z postępu prac cmentarnych sporządzane przez Oddziały Oczyszczania Pól Bitewnych i składane do centrali w Krakowie. W raportach tych kilka punktów było obowiązkowych, w tym jeden dotyczący koni. Dowódcy poszczególnych okręgów zupełnie poważnie raportowali ich stan zdrowia, kondycję i liczebność oraz to, czy w danym tygodniu wystąpiła konieczność leczenia weterynaryjnego w szpitalu dla koni.
[opis do zdjęcia: po kontroli zdrowia przez lekarza weterynarii stwierdzono, że konie są za chude, ponieważ ilość podawanej paszy jest niewystarczająca w stosunku do obciążenia pracą]
[opis do zdjęcia: raport za okres 19-25.11.1916 r., punkt e) Stan koni: zdrowe]
Konie przynależne do Oddziału Oczyszczania Pól Bitewnych nr 3 z Gorlic były leczone w szpitalu dla koni, który mieścił się w Nowym Sączu.
[opis do zdjęcia: przewóz chorego konia]
Z dzisiejszej perspektywy można pomyśleć, że to dosyć zabawne: centrala w Krakowie musi być szczegółowo poinformowana np. ile zwierząt pojechało do szpitala, a ile z niego wróciło. Niemniej jednak w tamtym czasie konie były podstawową jednostką pociągową wszystkich armii biorących udział w wielkiej wojnie. Tym samym pogłowie i stan zdrowia koni był kluczowy dla zapewnienia płynności dostaw, począwszy od amunicji różnego kalibru, a skończywszy na żywności.
[opis do zdjęcia: Klagenfurt, szpital dla koni nr 102]
W armii austro-węgierskiej obok koni wykorzystywano także osły, muły, woły a nawet psy.
[opis do zdjęcia: widok na wóz bojowy do przewożenia elektrycznych lamp ręcznych w Dornbergu]
W początkowym okresie działań wojennych konie podlegały poborowi (za odszkodowaniem), ale w późniejszym czasie pozyskiwano je w drodze zakupu (częściej) lub rekwizycji.
Maria Kromkayowa w Dzienniku wydarzeń wojennych w Bieczu - pod datą 16.12.1914 r. zanotowała:
“(...) Dano mi konie od Infanterie Munitions Park 2. Ludzie, Niemcy z Grazu, trochę Czechów. To nie byli ludzie. Tacy źli. Tylko stanęli, rozbili mi w drewutni ścianę. Płoty tną, dranki palą, gospodaruj w mojej słomie. Zajęli co się tylko dało, nawet komórki. Zrabowali materiał z deszczek, poprzestawiali między konie. Chciałam pomówić z ich komendą. Nie chcieli powiedzieć gdzie stoi. Po 2 dniach przyszedł oficer. Niemiec. Nie rozumie nic. Proszę jednej znajomej pani, ta mi tłumaczy o co rzecz chodzi. ‘Który żołnierz to zrobił? Ukarzę!’ Nie wiem. Mnie nie o karę chodzi, ale o wynagrodzenie szkody z wziętej słomy, i o zwrot deszczek. Panna M. tłumaczy, widzę, że ten pan robi się czerwony, gada i z pasją odwraca się i odchodzi.
- A temu co się stało?
- Mówi, że może za 24 godziny będzie w ogniu, a pani go drobiazgami zajmuje.
Zdumiałem się, bo cóż to ma do rzeczy. Żeby nic nie zapłacić, w ten sposób się wykręcił.
Jeden ze znajomych mi oficerów przed paru dniami objaśnił mnie, że za paszę wziętą i szkody jest nakaz płacenia. I ja tak wymyślałem, że cesarz nie chce wyzysku swoich poddanych i tak już bardzo zniszczonych przemarszem naszych wojsk, potem miesięczną niewolą i rabunkiem Moskali. Trzy dni jeszcze stali. Wszystkie deszczki zniknęły. Zapewne sprzedali. Nie wiem. Zostawili wszystko zrujnowane. W tej chwili, gdy wspominamy oficer odwrócił się i odchodzi, a ja patrzę jeszcze i uszom nie wierzę, przychodzi znowu oficer i żąda kwatery. Byłam tak rozżalona, zrobioną mi przykrością i szkodą, że po raz pierwszy odmówiłam gościnności oficerowi austriackiemu.
I nie żałowałam tego. Ten pan stanął w sąsiednim domu. Gdy gospodyni zaprzeczyła zabraniu słomy żołnierzom, kazał jej powiedzieć: ‘Jak będziecie się nam sprzeciwia każę was patroli wystrzelać!’ (...)”
Aby zapewnić ciągłość pracy zwierząt ważną rolę w zasobach armijnych pełniły służby weterynaryjne oraz techniczne, w tym kowale.
Konie, które nie nadawały się do dalszej intensywnej służby, pozbywano się, np. sprzedając lokalnym rolnikom. Zwierzęta padłe w czasie przemarszu kolumny taborowej (trenu) często zostawiano na poboczu drogi, zrzucając ich uprzątnięcie lokalnej społeczności.
[opis do zdjęcia: jeńcy włoscy grzebią padłego na poboczu drogi konia]
Pisze w swoim Dzienniku wydarzeń Maria Kromkayowa pod datą 01.05.1915 r.:
“(...) A Rosjanie całkiem dróg nie naprawiaj. Więc na gościńcu są istne dekunki, bo góry i doliny. Po nich pędzą konie i nawet z góry nie hamują. Myślę, że to jest przyczyną, że mają dużo koni z opuchniętymi nogami. Konie – kaleki kupują ludzie, dają tym biednym stworzeniom odpoczynek, następnie pomału robią nimi na polach. (...)”
W momencie wybuchu wojny służby taborowe ck armii miały praktycznie cywilny charakter, wprawdzie funkcje kierownicze pełnili oficerowie rezerwy lub zawodowi, ale już personel niższego szczebla stanowili cywile, często zmobilizowani do służby wraz z własnym zaprzęgiem. Żołnierzom przydzielano natomiast funkcje wartownicze, porządkowe i nadzorcze. W tej sytuacji cywile zdecydowanie przeważali liczebnie nad służbami mundurowymi, a co za tym idzie ich nastawienie, morale jak i kondycja zdrowotna była decydująca w momentach zagrożenia.
[skan 156 - Rtm. Jan Pawlicki i Rtm. Stanisław Reklewski “Służba taborowa na froncie wschodnim w okresie 1914-1915”, Bellona, T38, rok 1931]
“(...) Wykazy imienne woźniców cywilnych według dni stawiennictwa i mobilizowanych oddziałów, prowadziły w czasie pokoju odnośne starostwa, wyznaczając na woźniców obywateli niezdatnych do służby z bronią, a obowiązanych do świadczeń wojennych. Przybyłych woźniców oddziały ujmowały w ewidencję oraz zaopatrywały w legitymacje osobiste i odznaki służbowe. Od tej chwili podlegali oni sądom wojennym i wojskowemu prawu dyscyplinarnemu. Jednakowoż najostrzejsze środki dyscyplinarne, stosowane wobec woźniców cywilnych, często nie mogły utrzymać ich w karności i posłuszeństwie. (...)”
Służba w kolumnach taborowych nie należała do najłatwiejszych, marsze były długie, forsowne, często w nocy, w zimnie i złych warunkach atmosferycznych. Ówczesne drogi, poza głównymi, były przeważnie błotniste i grząskie. Ze względu na stan zdrowia wielu woźniców nie mogło podołać swoim obowiązkom. Choroby, zasłabnięcia i dezercja były na porządku dziennym. Szczególnie trudnym manewrem były marsze odwrotowe.
[opis do zdjęcia: wycofanie wojsk austro-węgierskich we wrześniu 1914 r.]
[skan 157 - Rtm. Jan Pawlicki i Rtm. Stanisław Reklewski “Służba taborowa na froncie wschodnim w okresie 1914-1915”, Bellona, T38, rok 1931]
“(...) Kiedy w dniu 12 września VI korpus (wchodzący w skład czwartej armji) rozpoczął szybki odwrót z północy w kierunku Sanu, w Niemirowie, gdzie krzyżowały się ważne drogi, nagromadzone tabory utworzyły tak wielki zator, że nawet pojedynczy żołnierze, pieszo, z trudem mogli wydostać się z miasteczka. Dowództwo korpusu wydało najostrzejsze rozkazy i użyło wszelkich możliwych środków, ażeby drogi oswobodzić i przez to umożliwić przejście cofającym się oddziałom. Ale wykonanie tej czynności nie poszło tak łatwo, ponieważ po całonocnej uciążliwej pracy, dopiero nad ranem, dnia 13 września, udało się doprowadzić tabory do względnego porządku i rozpocząć prawidłowy odwrót oddziałów. Ta jednodniowa zwłoka pomieszała plany austrjacko-węgierskiego Sztabu Generalnego, któremu zależało na jak najszybszem oderwaniu się od nieprzyjaciela i wycofaniu wojsk na nową linję obronną. (...)”
Sprawy nie ułatwiała powszechna obecność alkoholu, przy czym zapanowanie nad pijanymi żołnierzami było jednak łatwiejsze, niż nad pijanymi cywilami. W rezultacie naczelne dowództwo podjęło decyzję o wcieleniu do armii “woźniców i konduktorów”, po uprzednim przeprowadzeniu badań lekarskich.
[skan 160 - Rtm. Jan Pawlicki i Rtm. Stanisław Reklewski “Służba taborowa na froncie wschodnim w okresie 1914-1915”, Bellona, T38, rok 1931]
“(...) Wprawdzie napozór nie zaszła żadna zmiana, ponieważ ci sami ludzie, tylko inaczej ubrani, pozostali przeważnie na swoich dotychczasowych stanowiskach, ale pod względem moralnym i psychicznym miało to bardzo poważne następstwa. Z chwilą bowiem otrzymania munduru, jako widomego znaku przynależności do wojska, woźnica cywilny poczuł się naprawdę żołnierzem, starał się dorównać swym kolegom, którzy przeszli fachowe wyszkolenie w oddziałach. Woźnice cywilni pozostali częściowo nadal w formacjach etapowych i kolumnach taborowych improwizowanych na pewien okres czasu oraz jako krótkoterminowi najemnicy.(...)”
Można przypuszczać, że w takiej sytuacji życiowej znaleźli się Sebastian Karczmarek i Michał Kusmarek (Kuśmarek?). Wyczerpanie fizyczne i psychiczne odbiło się na ich zdrowiu. Mieli to szczęście, że jednak znaleźli się w szpitalu wojskowym i zostali pochowani w mogiłach imiennych. Sebastian był woźnicą, ale trudno powiedzieć w jakim konkretnie taborze - żywnościowym, sanitarnym, czy innym. Michał był pracownikiem cywilnym w kolumnie transportu artyleryjskiego. Nie jest znany ich wiek, ani dokładne miejsce pochodzenia, za wyjątkiem ogólnikowo podanej Galicji w przypadku Sebastiana.
[opis do zdjęcia: austriacki tabor utknął w błocie po osie w pobliżu Mladenovaca]
Treny
Czy w Bieczu widziano treny? A jeśli tak, to jakie? Oczywiście, że widziano i nie były to treny u sukien. A przynajmniej nie tym razem. Określeniem tym potocznie nazywano tabory wojskowe, które tuż po rozpoczęciu wojny przetaczały się przez Biecz we wszystkie strony.
Pierwsze 9 miesięcy wojny w Bieczu - do wyzwolenia w maju 1915 r. - opisano w dwóch źródłach: ojciec Witalis Kapuśnik prowadził kronikę klasztorną Zakonu Franciszkanów Reformatów oraz Maria Kromkayowa spisywała swoje obserwacje w Dzienniku wydarzeń wojennych w Bieczu (wcześniej przywoływałam cytaty z tej pozycji). Oboje wiele czasu poświęcają przemieszczaniu się wojsk, swoim wrażeniom z poznawania kolejnych oficerów i zachowania się żołnierzy wszystkich 3 armii i różnych narodowości.
Z racji bliskości torów ojciec W. Kapuśnik uważnie obserwuje ruch kolejowy, natomiast M. Kromkayowa dużo uwagi poświęca temu, co dzieje się na drodze.
Tak opisuje sytuację we wrześniu 1914 r. ojciec W. Kapuśnik:
“(...) Straże zaciągnięte przy bramie. Ruch coraz to większy na kolei i na gościńcu nieprzerwanie dniem i nocą, wojsko, tren, forszpany, automobile, armaty, amunicja, krzyki, nawoływania. Sztaby, brygady, dywizje, ale więcej dowiedzieć się nie można ‘es ist besser nicht fragen’ (...)”
Niestety w Dzienniku wydarzeń Marii Kromkayowej brakuje kilku stron maszynopisu, więc nie wiemy, jakie ona miała spojrzenie na wydarzenia z września 1914 r.
Początkiem października 1914 r. w Bieczu stacjonowali “Tyrolczycy” z oddziału Arbeiter Abteilung, którzy naprawiali drogi i mosty - informację tę podają oboje nasi kronikarze. Tyrolczycy wraz z miejscową ludnością pracowali w okolicy przez około miesiąc, opuszczając Biecz 09.11.1914 r. Pani Maria pod datą 01.11.1914 r. zapisała:
“(...) Zaniepokojeni wielką ilością trenów, zapytujemy woźniców o przyczynę wzmożonego ruchu na gościńcu. Odpowiadają: ‘Jedziemy po towary do Nowego Sącza’. Lada wieść zła wprowadza nas w trwogę, tym większą, że prawdy nikt nie mówi. Dużo osób się pakuje. Gościńce znów pełne. Co jest? – pytamy. Gazety notują same zwycięstwa. Wojska pełno. Kwatery. Niestety nasza armia się cofa. (...)”
Ojciec W. Kapuśnik po raz pierwszy informuje o przyjętych rannych żołnierzach pod datą 14.09.1914 r. Było ich pięciu:
“(...) Dostaliśmy do klasztoru 5 żołnierzy. Wachmistrz od II pułku ułanów – słaby, Zugsführer – kontuzjowany odłamkami szrapnela w oko, Kapral z pułku bośniackiego - już ze sklęsłą głową, Freieter ranny w prawy policzek od karabinowej kuli i […], który nie włada lewą ręką, gdyż kula przeszła mu przez szyję, na prawym ramieniu, raniła płuca i wyszła nad prawym biodrem, wszyscy z wyjątkiem bośniaka mówią po czesku i morawsku. (...)”
“(...) Ruch kolejowy coraz to większy, przewóz żołnierzy, rekwizytów wojennych najrozmaitszych w jedną stronę a rannych w stronę drugą, i tak dzień po dniu. (...)”
Pierwszych trzech, tj. wachmistrz, zugsführer i kapral, odeszło już 17.09.1914 r. Nie znam losów pozostałych dwóch, być może w kolejnych dniach zostali zabrani przez przemieszczające się wojsko, ale równie dobrze mogli umrzeć z poniesionych ran i na zawsze pozostać w Bieczu na cmentarzyku klasztornym.
Żeby zweryfikować listy pochowanych sporządzone przez Oddział Oczyszczania Pól Bitewnych nr kapitana J. Brody z innym źródłem, sięgnęłam do periodyku Wiadomości o chorych i rannych.
Pierwszą osobą - wg ww. czasopisma - pochowaną w Bieczu jest Leopold Brunner, szeregowiec, który zmarł w szpitalu w Bieczu w dniu 26.09.1914 r. w wyniku odniesionych ran. Data śmierci wskazuje, że mógł być ranny w czasie naporu Rosjan na zachód, po przegranej Austro-Węgier pod Lwowem i Przemyślem.
Natomiast drugą osobą jest György Pado, główny woźnica, który zmarł w Bieczu w dniu 07.10.1914 r. z powodu “skurczów żołądka”. Niestety nie znana jest przynależność pułkowa obu panów.
Dzisiaj trudno również powiedzieć, gdzie znajdował się - wymieniony w obydwóch ogłoszeniach - Vereinsspital. Czy mieścił się w budynku dzisiejszej szkoły podstawowej nr 2, czy w klasztorze lub innym miejscu. Nie wiem również, czy Leopold Brunner był przywieziony bezpośrednio z pola walki, czy też pozostawiony ze względu na stan zdrowia przez któryś z transportów kołowych lub kolejowych. Nie ma również możliwości, aby określić, jak długo obydwaj przebywali w Bieczu przed śmiercią.
Pomyślałam, że początek wojny był wyjątkową sytuacją, dlatego może znajdę jej ślad w księgach zmarłych parafii Bożego Ciała w Bieczu. Okazało się, że rzeczywiście w księgach zmarłych wymieniono zarówno Leopolda Brunnera jak i György Pado, ale informacje różnią się od opublikowanych.
[opis do zdjęcia: księga zmarłych parafii Bożego Ciała w Bieczu za rok 1914]
To György Pado był pierwszą osobą pochodzącą z zasobów armijnych, ponieważ zmarł 07.09.1914 r. z powodu cholery i został pochowany w dniu 09.09.1914 r. Ksiądz odnotował, że “nasz” woźnica miał 70 lat. Sądzę, że było to jednak grubą przesadą i najprawdopodobniej wynikało z oszacowania wieku na podstawie wyglądu zmarłego. Księga zawiera także informację o miejscu przynależności, ale odczytanie pozostawiam Wam.
Drugą osobą był Leopold Brunner, który wg księgi metrykalnej zgonów miał 30 lat i zmarł z powodu cholery w dniu 26.09.1914 r., został pochowany kolejnego dnia.
Jak widać informacje nie są specjalnie zbieżne, ale to że w ogóle są jest warte podkreślenia.
Podeszłam do sprawy ambitnie i postanowiłam sprawdzić, czy czasami ksiądz nie wpisał innych zgonów związanych z wojskiem lub wojną. Zawsze, kiedy mam takie pomysły, kończą się one dodatkową robotą…
Oczywiście, że przeglądając księgi zgonów parafii znowu natknęłam się na kolejnego żołnierza. W dodatku była to osoba, której zgon przysporzył ck armii kłopotów administracyjnych.
Pius Granruaz wg wpisu w księdze parafialnej zmarł 12.11.1914 r. i został pochowany na drugi dzień, tj. 13.11.1914 r.
[opis do zdjęcia: księga zmarłych parafii Bożego Ciała w Bieczu za rok 1914]
Nie jest znana przyczyna śmierci, jednak mając na uwadze, że Tyrolczycy przebywali w Bieczu przez około miesiąc i wyjechali 09.11.1914 r., mogła to być któraś z chorób zakaźnych. Ksiądz podaje dokładne dane o przynależności pułkowej, pochodzeniu i wieku. Dzięki temu odnalazłam żołnierza w ewidencji zgonów Tiroler Kaiserjäger Regiment Nr 3.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że wpis został wykreślony. Dzieje się tak zwykle w dwóch przypadkach: kiedy jest zdublowany lub kiedy dana osoba żyje. Tutaj jednak wpis w parafii Bożego Ciała wyraźnie mówi o zgonie, a wykreśleniu nie towarzyszy żadna notatka wyjaśniająca. Dlaczego więc w księdze pułkowej zgon został skasowany?
Na szczęście - przynajmniej częściową - odpowiedź możemy znaleźć w prasie. Okazuje się, że Pius Granruaz funkcjonował w dokumentach wojskowych pod dwoma nazwiskami. We wrześniu 1916 r. ukazało się ogłoszenie prasowe w sprawie jego zaginięcia, w którym podano obydwa nazwiska: Granruaz recte/prawidłowo Grossrubatscher pozostaje zaginiony od listopada 1914 r. Być może w Tyrolu nazwiska ten funkcjonowały zamiennie.
Na moją prośbę przekazaną do Mario Moser przez Dominika Topolskiego uzyskałam z Włoch poniższy dokument.
[opis do zdjęcia: strona pamiątkowa pułku TKJ Nr 3]
Wprowadza ona do sprawy jeszcze większy zamęt, ponieważ pułk raportuje śmierć żołnierza w dniu 14.11.1914 r. w twierdzy Przemyśl. Czy to było możliwe? Nie wiem, z oglądu mapy wydaje się, że nie, ale odpowiedź zostawiam osobom, które interesują się losami TKJ w kampanii 1914/1915.
Należy przy tym pamiętać, że pobyt wojskowej brygady roboczej “Tyrolczyków” w Bieczu notują dwie niezależne kroniki, potwierdzając ich wyjazd przed wkroczeniem armii rosyjskiej, która weszła do Biecza między 11.11 a 14.11.1914 r., a zgon potwierdza urzędowo ksiądz proboszcz w dniu 12.11.1914 r.
Gdzie Pius Granruaz/Grossrubatscher dokładnie został pochowany, nie wiadomo. Oddział stacjonował w klasztorze, więc możliwe że P. Granruaz spoczął na cmentarzyku klasztornym, ale równie dobrze mógł być pochowany obok kościoła, czy na cmentarzu głównym - wtedy parafialnym.
Faktem jest, że zarówno Leopold Brunner, György Pado jaki i Pius Granruaz/ Grossrubatscher nie zostali wymienieni na listach sporządzonych przez KGA w czasie prowadzenia ekshumacji i przenoszenia ciał na nowo wybudowane cmentarze. Być może ich mogiły pozostały zapomniane, bądź potraktowane jako nn. Jest również możliwe, że zostali ekshumowani i zabrani przez rodzinę do rodzinnych miejscowości.
Kolejne wojenne pochówki w Bieczu miały miejsce w grudniu 1914 r. i powstały w wyniku stabilizowania się frontu, który pod koniec roku ostatecznie oparł się o Gorlice.
Rosjanie weszli do Biecza pomiędzy 11.11. a 14.11.1914 r. i okupowali miasto do 16.12.1914 r. Następnie powrócili po ok. 10 dniach, tj. 26.12.1914 r. i pozostali do 04.05.1915 r.
Z analizy dostępnych dokumentów oraz fotografii z Biecza wynika, że pochówki z 1914 r. miały miejsce na cmentarzu lokalnym, przy samym kościele parafialnym oraz na terenie należącym parafii - rozumianym jako będący w niedalekiej odległości od kościoła i plebanii - obecnie jest to część cmentarza nr 106.
[źródło zdjęcia: ANK, kopia pobrana z polska.org ]
Z żołnierzy pochowanych w Bieczu w 1914 r. znanych z imienia i nazwiska jest 12 żołnierzy. Kolejnych 3 określono jako nn, nie podano jednostki bojowej ani daty pochówku, nie można więc ze 100% pewnością potwierdzić, że polegli/zmarli w tamtym czasie.
Są to polegli wymienieni na listach sporządzonych przez KGA w celu ekshumowania i ponownego pochówku na nowych cmentarzach wojennych.
Z wyżej wymienionych 15 osób:
10 zostało pochowanych na cmentarzu lokalnym (7 znanych i 2 nieznanych żołnierzy armii austro-węgierskiej oraz 1 nieznany żołnierz armii rosyjskiej),
4 spoczęło przy kościele Bożego Ciała - prawdopodobnie na dziedzińcu (wszyscy znani z imienia i nazwiska, byli żołnierzami armii austro-węgierskiej),
1 żołnierz spoczął na terenie należącym do Anny Gazdy (był żołnierzem armii austro-węgierskiej znanym z imienia i nazwiska),
Czy Leopold Brunner, szeregowiec, jäger Pius Granruaz/Grossrubatscher jak i woźnica György Pado znaleźli swoje miejsce na cmentarzach wojennych w Bieczu? Czy któryś z nich został ekshumowany i zabrany przez rodzinę do domu? Na to pytanie pewnie nigdy nie znajdziemy odpowiedzi.
Nie zapominajmy jednak o nich, szczególnie że armia dotąd maszeruje, dokąd ma zasoby. Każdy najmniejszy trybik tej machiny jest ważny, nawet jeśli jest tylko woźnicą jak György Pado pochowany gdzieś w Bieczu lub tragarzem jak Michał Kusmarek (Kuśmarek?) spoczywający w Laskowie.
[opis do zdjęcia: tabor podczas odpoczynku]























Komentarze
Prześlij komentarz