Zastępy bieckie




Mieszkańcy Biecza znają pomnik harcerski doskonale, wiedzą, gdzie się znajduje i jaka idea przyświecała jego powstaniu. Ale czy wiadomo wszystkim, kto jest tam upamiętniony, ale tak dokładnie? Nie bardzo? No właśnie, ja też nie wiedziałam…
Notatka
Pierwszy pomnik powstał w 1928 r. z inicjatywy bieckiej drużyny harcerskiej. Znalazło się na nim trzy nazwiska: Tadeusz Gumiński, Wincenty Kosiba, Jan Sarnecki oraz daty 1914-1918. 




Wg informacji podanej przez Witolda Fuska, wszyscy trzej chłopcy zginęli będąc żołnierzami legionów:

“(...) W legionach było sporo Bieczan. Zginęło kilku: Gumiński Tadeusz, Wicek Kosiba, Sarnecki Jan. Sami harcerze. Im poświęciła drużyna krzyż dębowy pod farą. (...)”
Zaintrygowało mnie to zdanie, a zwłaszcza sformułowanie “sporo Bieczan”, ale o tym później. 
Dlaczego mi to wcześniej umknęło, pomyślałam. Dlaczego drużynowy, mentor i opiekun tych chłopaków nie podał więcej informacji? Czy wiadomo, gdzie zginęli? Co się z nimi działo w czasie wojny? Kto jeszcze poszedł na wojnę i służył w legionach? Czy znajdę odpowiedzi na te pytania? Przekonajmy się.

Powiat powiatowi nierówny

W mojej wyobraźni legiony wyłoniły się z nicości i poszły walczyć. Tak oczywiście nie było. Na poważnie wszystko zaczynało się w powiatach. 
Pod tym względem Gorlice były nieco lepiej zorganizowane niż Jasło. Działał Powiatowy Komitet Narodowy, Komisariat Wojskowy Polskich Legionów, Delegatura Departamentu Wojskowego N. K. N. oraz Koło Ligi Kobiet. Organizacje te złożyły wspólne sprawozdanie za okres od momentu powołania do 31.12.1916 r. Oczywiście jest to subiektywna relacja zaangażowanego zespołu osób, niemniej jednak można tam znaleźć kilka faktów na temat pierwszych mobilizacji i zaprowiantowania legionistów.
W pierwszych dniach po wybuchu wojny gorlickie towarzystwo Sokół podjęło starania, aby w oparciu o swoje drużyny wybrać 30 ochotników i wyposażyć ich stosownie do potrzeb wojennych. Zanim zakończono ten proces, działanie rozpoczął komisariat wojskowy legionów i rozszerzył zakres całej akcji. Łącznie w pierwszej fazie przyjęto 120 osób, które poddano szkoleniu. Obóz szkoleniowy zorganizowano w gmachu Sokoła. Odbywano ćwiczenia teoretyczne, praktyczne oraz wykłady z zakresu pierwszej pomocy. Dzięki zebranym funduszom wyposażono 68 osób, poczynając od chusteczek do nosa i szczoteczek do zębów, a kończąc na tornistrach. W dniu 13.09.1914 r. zostali wysłani do miejsca koncentracji w Krakowie. Do końca września 1914 r. wysłano drugą grupę ochotników, tym razem do Choczni pod Wadowicami. Ostatni werbunek przeprowadzono w październiku 1914 r. wysyłając do legionu zachodniego kolejne 12 osób. Komisarz meldował również, że 16 ochotników dołączyło do legionów poza biurem werbunkowym w Gorlicach - łącznie rodziny z powiatu gorlickiego, a więc i bieckie, oddały minimum 136 swoich synów, mężów i ojców na służbę do legionów polskich. 
W tym samym czasie sytuacja w powiecie jasielskim przedstawiała się nieco inaczej. Społeczność w Jaśle oczekiwała szybkich kroków i decyzji ze strony komitetu wojskowego w Krakowie, co nie następowało. Komisarz wojskowy w swoim piśmie, składając urząd, opisuje pokrótce całą sytuację: lokalne organizacje Sokoła i Strzelca na własną rękę prowadziły akcję werbunkową, szkoliły i wysyłały ludzi do legionu wschodniego w Sanoku. Pierwszą grupę 36 ochotników Sokół wysłał już 03.09.1914 r. i przygotowywał kolejną grupę w liczbie 37 ochotników. Natomiast organizacja Strzelec wysyłała ochotników nie informując komisarza wojskowego o żadnych szczegółach. Sam komisarz zanim złożył swój urząd w połowie września 1914 r. zwerbował 22 osoby, których listę imienną przedłożył Komitetowi Narodowemu. Łączna liczba osób, które z powiatu jasielskiego dołączyły do legionu wschodniego mogła wynieść minimum 95 żołnierzy - pospolitaków.



[od skanu 68]
Co w tej sytuacji wydarzyło się w Bieczu? Tego nie wiem niestety. W dostępnych mi źródłach znalazłam jedynie fotografię wykonaną przez T. Ślawskiego przedstawiającą sztandar z jakim wyruszyła grupa bieckich ochotników do legionów polskich (“Biecz w dawnej grafice i fotografii”). Czy wyjechali razem z grupą gorlicką? Czy może byli tymi 16 osobami, które dołączyły do legionów poza komisją werbunkową w Gorlicach? Nie wiem. Udało mi się zebrać informacje o kilku osobach, których dokumenty można było odnaleźć w archiwach wojskowych i nie tylko.

Trzech ich było

Jan SARNECKI, ur. 05.11.1894 r. w Bieczu, ojciec Marceli, matka Julia z domu Czyż, rodzeństwo Wiktor (1888), Stanisław (1897).
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/skan/-/skan/2f065c20815738e94b5bb51da2230e3da7de59ce6a63f78a2e4e940a17cbeea7

Członek drużyny bartoszowej, a następnie skautowej Zbója Becza, do której dołączył prawdopodobnie w okresie 1911 r. -1912 r., wymieniony przez W. Fuska w zapiskach drużynowych wyłącznie z nazwiska.
[źródło: Materiały do historii harcerstwa bieckiego i gorlickiego / zebrał Piotr Matys.]

Był szeregowcem w 10. kompanii 3 pp II Brygady LP
https://zolnierze-niepodleglosci.pl/%C5%BCo%C5%82nierz/220340/

22.08.1915 r. tygodnik Piast informuje, że żołnierz zaginął bez wieści. 
https://jbc.bj.uj.edu.pl/publication/111652

Więcej informacji nie odnalazłam.

Wicek/Wincenty KOSIBA, ur. 1893 r., członek drużyny skautowej Zbója Becza od marca 1913 r., wymieniony przez W. Fuska w zapiskach drużynowych. Nie udało mi się potwierdzić, czy urodził się w Bieczu. 
[źródło: Materiały do historii harcerstwa bieckiego i gorlickiego / zebrał Piotr Matys.]

Żołnierza o tych danych osobowych odnajduję na liście chorych i rannych jako starszego szeregowego (Gefreiter) LIR 32 (C.K. 32 pułk obrony krajowej), 6 kompania, 03.03.1915 r. jest chory i przebywa w szpitalu twierdzy Kraków nr 4.
https://www.digitalniknihovna.cz/dsmo/view/uuid:e28aec90-123b-11df-8473-0013d398622b?page=uuid:eb5d3990-123b-11df-b099-0013d398622b&fulltext=%22kosiba%20Vinzenz%22

W dniu 03.09.1915 r. pojawia się po raz pierwszy informacja, że jest ranny i dostał się do rosyjskiej niewoli.
https://www.digitalniknihovna.cz/dsmo/view/uuid:839f9090-1a07-11df-9994-0013d398622b?page=uuid:6aeea7b0-01a0-11e7-bff9-005056825209&fulltext=%22kosiba%20Vinzenz%22

Tygodnik Piast z 15.10.1916 r. informuje, że żołnierz Wincenty Kosiba 32 p.obr. kraj. Kraków, (LIR 32) pozostaje w niewoli 
https://jbc.bj.uj.edu.pl/publication/111318

Jego nazwisko nie występuje na liście legionistów sporządzonej w ramach projektu Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku przy współpracy z Fundacją Rodziny Józefa Piłsudskiego. Nie wyklucza to jednak możliwości, że po powrocie z niewoli rosyjskiej mógł do legionów wstąpić.
https://zolnierze-niepodleglosci.pl/szukaj/?q=kosiba

Od tego momentu jego losy wg dokumentacji dostępnej online pozostają nieznane.

Tadeusz GUMIŃSKI, właściwie Michał Tadeusz Gumiński, ur. 17.10.1896 r. w Bieczu, ojciec Jan, prawdopodobnie kościelny w Bieczu, matka Filipina z d. Potok. Członek drużyny skautowej Zbója Becza od lutego 1913 r. 
[źródło: Materiały do historii harcerstwa bieckiego i gorlickiego / zebrał Piotr Matys.]

W żadnym źródle dostępnym mi online nie występuje informacja, że znalazł się w jakiejkolwiek jednostce wojskowej, co jednak nie wyklucza takiej możliwości. 

Pomnik

Bardzo niewiele odkryłam, powiecie. Zgoda, ale być może same rodziny nie były dobrze poinformowane o losach swoich synów? Co w tej sytuacji można było zrobić? 

W 1928 r. upamiętniono chłopców krzyżem i tablicą, a w 1931 r. ukazała się praca Władysława Nekrasza pt. “Harcerze w bojach: przyczynek do udziału młodzieży polskiej w walkach o niepodległość Ojczyzny w latach 1914-1921”. W tomie drugim znalazły się trzy krótkie zdania (pisownia oryginalna):

“Gumiński Tadeusz - harcerz z Biecza, poległ w Legjonach.”
“Kosiba Wincenty - harcerz z Biecza, poległ w Legjonach.”
“Sarnecki Jan - harcerz z Biecza, poległ w Legjonach.”
https://dlibra.biblioteka.tarnow.pl/dlibra/publication/600/edition/561?search=cmVzdWx0cz9hY3Rpb249QWR2YW5jZWRTZWFyY2hBY3Rpb24mdHlwZT0tMyZwPTImdmFsMT1xOmJpZWN6JnNmPURhdGU

Dwadzieścia cztery

Ówczesna społeczność Biecza nie żyła wyłącznie legionami, a w zasadzie niewiele osób było nimi zainteresowane. Ludzie byli wyczerpani biedą, trudami życia codziennego i walką o byt. W większości poddali się mobilizacji zgodnie z wytycznymi c.k. administracji wojskowej. Świadczy o tym choćby krótka relacja Felicji Glückowej, żony c.k. notariusza Jana Glücka, napisana 12.11.1915 r. [pisownia oryginalna]:

“(...) Miasteczko Biecz nawiedzone sześciomiesięczną inwazyą rosyjską jest tak wyczerpane, że tworzenie w niem obecnie nowych Towarzystw humanitarnych - nawet o tak wzniosłych celach jak cele Ligi Kobiet N.K.N .- jest wprost niewykonalne dla braku choćby najskromniejszych funduszów do spełnienia tych celów niezbędnych. Przed niedawnym czasem zawiązał się w miasteczku naszem Komitet dla niesienia pomocy ofiarom wojny i narazie ten tylko w obecnych niezwykle ciężkich warunkach może liczyć na jakie takie poparcie pośród grona tutejszej bardzo nielicznej inteligencyi. Znając miejscowe stosunki dostatecznie,byłam przeto zniewoloną - aczkolwiek z prawdziwą przykrością - zaniechać jakiejkolwiek akcyi zmierzającej do założenia w Bieczu Koła Ligi (...)”. [msz: Liga Kobiet Polskich]
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/jednostka/-/jednostka/34167100

Także sam Jan Glück w podobnym tonie odpisał do Naczelnego Komitetu Narodowego w Krakowie - pismo z dnia 24.02.1916 r. [pisownia oryginalna]:

“(...) pozwalam sobie donieść, że obecnie przynajmniej zwołanie jakiegokolwiek zebrania w Bieczu natrafiłoby na pewne trudności,a choćby i te usunięte zostały, nie można zebraniu takiemu rokować powodzenia. Powody ku temu są niestety liczne. Przedewszystkiem miasteczko nie ocknęło się jeszcze po przeszło sześciomiesięcznej inwazyi wroga, która je doprowadziła do zupełnego prawie zniszczenia. Nadto epidemie jakie się szerzyły przez długi czas i dotąd jeszcze nie wygasły, brak rąk do pracy z powodu nader licznych powoływań pod broń, wreszcie brak dachu nad głową i troska o zaspokojenie najniezbędniejszych potrzeb codziennego życia w bardzo wielu wypadkach, powodują ogólną depressyę, która żadną miarą nie może sprzyjać zamierzonemu przez Szan. Departament zgromadzeniu.(...)"


Jak to więc było z powołaniami do armii austro-węgierskiej? Czy wrócili? A może nie, tak jak trójka skautów? Zginęli, umarli w niewoli? Czy ma kto o nich pamiętać? Rodzina? Nikt?

Z braku dostępu do ksiąg rejestracyjnych pułkowych szukałam informacji w listach strat oraz w wiadomościach o chorych i rannych. Listy czasami niestety zawierają błędy w pisowni nazwisk, miejscowości, a także innych danych, dlatego poniższe dane są wyłącznie naszkicowaniem sytuacji i z pewnością nie są ostateczne i definitywne. Czy to lista kompletna? Niestety nie. Trzeba pamiętać, że nie wszystkie informacje docierały do list,a czasami sam pułk nie wiedział, co stało się z danym żołnierzem. Jednak już i te dane są potwierdzeniem, jak wielu młodych mężczyzn musiało opuścić parafię biecką. Do końca też nie wiadomo ilu z nich nie wróciło, po ilu całkiem zaginął słuch, ilu zmarło będąc w niewoli gdzieś w Rosji, a ilu spoczywa w mogiłach bezimiennych rozsianych od Czech, Galicji po Wołyń, Bukowinę, Austrię, Karyntię i północne Włochy. 


Mobilizacją bezpośrednio do c.k. armii objęto w Bieczu, Belnej, Strzeszynie i Korczynie co najmniej 163 osoby. Spośród nich 94 osób było rannych co najmniej raz lub chorych, 43 dostały się do niewoli rosyjskiej i włoskiej (!) a 24 poległo lub zmarło w wyniku ran bądź chorób. Najmłodszy z objętych mobilizacją urodził się w 1899 r., a najstarszy w 1866 r. 

Listy strat wymieniają łącznie DWUDZIESTU CZTERECH żołnierzy, których śmierć potwierdziły jednostki wojskowe i których dane były możliwe do odnalezienia.


Czy chodzili do szkoły w Bieczu, a może w Strzeszynie? Z kim się kolegowali?


Czy byli skautami? Czy rodziny przechowują po nich pamiątki? 


Kim byli?


Wyrwani ze swoich rodzin i rzuceni w wir wielkiej wojny. Czy byli patriotami ck monarchii? Czy chcieli się bić za cesarza? Czy uważali, że wojaczka to przygoda i okazja do zarobku?

A może wręcz przeciwnie?

Chciałabym żebyśmy myśląc o nich, pomyśleli o jednej rzeczy wspólnie. Ich mogiły są gdzieś w Europie, kilka może być całkiem niedaleko Biecza, może istnieją do dzisiaj i są zadbane, a niektórych może wcale ich już nie ma. Czy zatem okazanie szacunku i troski cmentarzom nie byłoby dobrą formą upamiętnienia i okazania szacunku tym, którzy nie wrócili?

Sporo Bieczan = co najmniej 20



Pamiętacie, że Witold Fusek powiedział
“(...) W legionach było sporo Bieczan (...)”. Zastanawiałam się: “sporo”, to znaczy ilu konkretnie? Pewien pogląd daje opracowanie wykonane pod patronatem wspomnianego już Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku przy współpracy z Fundacją Rodziny Józefa Piłsudskiego, w którym można znaleźć 20 legionistów, dla których miejscem przynależności był Biecz.

Należy jednak pamiętać, że lista ta może być niepełna. Wśród wymienionych osób znajdują się chłopcy urodzeni w Bieczu, ale także synowe rodzin przybyłych za chlebem do miasta. Wielu z nich było członkami drużyny bartoszowej a potem skautów prowadzonych przez W. Fuska. Wg zebranych informacji obok trzech harcerzy upamiętnionych pomnikiem, jest jeszcze kolejnych dwóch młodych ludzi poległych w czasie wojny (Rudolf Wiśniewski 21 lat i Józef Salamon 26 lat). Czy o nich zapomniano? Czy informacje nie dotarły do rodzin? A może rodziny nie życzyły sobie rozgłosu?

Poniżej krótkie notki biograficzne kolejnych 2 żołnierzy, legionistów, których pomnik harcerski nie wymienia.

Józef SALAMON, ur. 1890 r. w Bieczu, służył w 13. komp. IV baonu 3. pp II Brygady LP. Uczestniczył w walkach pułku aż do kampanii wołyńskiej. Jedno źródło podaje, że został ranny 13.04.1916 r. pod Kostiuchnówką, a dwa inne, że zmarł w szpitalu polowym w dniu 13.04.1916 r. Książeczka wojskowa nr 661. 

Rudolf WIŚNIEWSKI, ur. w 1894 r. Ciężkowicach, ojciec Wojciech, przynależny do Biecza, kaflarz. Prawdopodobnie członek drużyny harcerskiej w Bieczu (drużynowy zapisywał najczęściej same nazwiska) od lutego 1913 r. Służył jako plut. w 11. komp. 4. pp III Brygady LP, poległ 24.08.1915 r. pod m. Raśna. Książeczka wojskowa nr 2848.

[źródło: Materiały do historii harcerstwa bieckiego i gorlickiego / zebrał Piotr Matys.]




Rudolf Wiśniewski nie znalazł się na pomniku harcerskim ani na liście poległych harcerzy w książce Nekrasza. Powód? 

Pamięć dla wybranych i niepamięć dla pozostałych

Na wojnę z Biecza wyszło łącznie: minimum 23 ochotników, którzy zaciągnęli się do legionów i minimum 162, którzy zostali zmobilizowani do armii austro-węgierskiej.

W sumie /rodziny bieckie oddały co najmniej 185 mężczyzn, z których poległo - wg danych z list strat - 29 osób: 5 legionistów i 24 żołnierzy ck armii. A ilu poza tym nie wróciło, lub zostało kalekami na całe życie?

Kiedy czytałam listy Felicji i Jana Glücków trochę się dziwiłam, ale teraz patrzę na ówczesną sytuację inaczej. Wojna przeorała Biecz na różne sposoby, zarówno bezpośrednim uderzeniem, okupacją rosyjską, potem dynamicznym przejściem frontu, ale też poborem, który zniszczył życie rodzin, wpędził w jeszcze większą biedę żony i matki. Front, który przeszedł w czasie bitwy gorlickiej wprawdzie nie spowodował dramatycznego zniszczenia miasta, ale wprowadził chaos, a jego skutki związane z odbudową gospodarstw, odtworzeniem pogłowia bydła i koni, uprzątnięciem pól bitewnych, budową cmentarzy trwały jeszcze długo potem. 

“(...) Przez całych 18 tygodni walk pod Gorlicami u nas nic się nie zmieniło. Odległość od frontu dzieliła nas na 12 km, to też huk słychać było ciągle, a czasem grzechotanie karabinów, tak, jakby ktoś z dachu na zasuwkę komina sy­pał bób. W nocy błyskawice nigdy nie zaspały, a nierzadko jasne promienie reflektorów oświetlały ziemię, stratowaną całozimowym przejazdem konnicy rosyjskiej, która rabując siano, słomę, owies, zboże, ziemniaki, zresztą wszystko, co się dało, w Binarowy, w Ołpinach, w Szerzynach, przejeż­dżała przez Wapniska, tak, że pozostały doły i koryta po wagonach. (...)”

[strona 13, prawa szpalta u dołu]
https://jbc.bj.uj.edu.pl/publication/111276

“(...) Każdy, kto znał dobrze tutejsze stosunki w mieście i okolicy, z przykrością na pierwszy rzut oka zauważyć może, że pięciomiesięczny pobyt Rosyan w Bieczu bardzo ujemnie wpłynął pod względem moralnym zarówno na lud, jak i na dzieci. Duchowieństw o i nauczycielstwo niemało będzie miało trudu, zanim wypleni zły posiew. (...) W gmachu sądowym, w jednej obszernych sal, wybudowali Rosyanie olbrzymi piec piekarski z żelaznym okapem; urządzenie we­wnętrzne gmachu, registraturę i akta sądowe — spalono. Rzecz oczywista, że — jak wszędzie — tak i w Bieczu, zniszczono urządzenie wewnętrzne stacyi kolejowej. (...) Między sądem a domami mieszkalnymi, na gruntach szpitalnych, urządzono cmentarzysko dla poległych. Bardzo wielu Rosyan pochowano też na cmentarzach kościelnych i w polu. (...)”

W trakcie przejścia frontu w Bieczu i Strzeszynie zniszczonych zostało łącznie 20 gospodarstw, kilka osób zostało rannych, na szczęście nikt z mieszkańców nie zginął. W samej Libuszy zniszczono 20 domów, a 2 osoby straciły życie. 









[Piast, strona 7, prawa szpalta]
https://jbc.bj.uj.edu.pl/publication/111639

Niedowierzanie, zaskoczenie, niezgoda … takie uczucia mam po tej kwerendzie.
Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta: niepamięć.

Niepamięć o tych strasznych czasach, biedzie, zaborcy, śmierci i niepewności losu jest zrozumiała.

Niepamięć o ludziach, o 29 żołnierzach, którzy polegli, zginęli bez wieści, nie wrócili… 

Zaczęło się szybko, od razu, już w II RP wspominano tylko wybranych, potem słusznie miniony ustrój czcił bohaterów tylko ostatniej wojny… 

Tylko dlaczego ta niepamięć trwa? Chciałabym, żeby nasi Bieczanie powrócili we wspomnieniach rodzin, w opowieściach przekazywanych przez pokolenia. Może w zdjęciach, pamiątkach. 

I w szacunku do miejsc spoczynku poległych w czasie wielkiej wojny, wprawdzie nie Bieczan, ale takich samych żołnierzy jak oni, rzuconych tak daleko od domu, że ich rodziny nie mogą o nich zadbać.


Komentarze

Popularne posty