Stefan Cetnarowicz - Pionier z Biecza


Kiedy spotkałam Darka po ponad 30 latach niewidzenia, w życiu nie pomyślałabym, że efektem naszej współpracy będzie założenie mojego własnego bloga i skanalizowanie całej nagromadzonej wiedzy, emocji i wrażeń w serię artykułów o przodkach jego, moich i naszych. 

W pierwszym artykule z całej serii naszkicowałam biogram Szczepana Pruchniewicza, brata mojej prababci Marii z Pruchniewiczów Cetnarowiczowej. Szczepan (Stefan) Pruchniewicz był sierżantem w IR20, zginął w ataku dowodząc swoim oddziałem jeszcze jesienią 1914 r. Miał 30 lat, był kawalerem.

W artykule zamykającym serię przedstawiam Stefana Cetnarowicza, który był dziadkiem Darka.



[fot. z archiwum rodzinnego Cetnarowiczów]


Stefan Ludwik Cetnarowicz, ur. 24.07.1897 r. w Bieczu, był synem Józefa i Aleksandry z domu Potok. 




Do wojska mógł zostać zmobilizowany w okresie 1916 - 1917, będąc w wieku 19 - 20 lat. Niestety w rodzinnym archiwum nie zachowało się praktycznie nic, co przybliżyłoby okres i rodzaj służby. 


Jedyne zdjęcie z wojska przedstawia młodego Stefana w mundurze z okresu 1916 - 1917 z plakietkami wg wzoru dla oddziałów pionierów. 




Z uwagi na charakter służby oddziały pionierów funkcjonowały zarówno jako wydzielone części pułków piechoty, jak i samodzielne bataliony, przydzielane w razie potrzeby na konkretny odcinek frontu do wykonania konkretnej pracy. 


Z terenu Galicji poborowi w większości trafiali do 10 Batalionu Pionierów z Przemyśla (Pionier Bataillon nr 10). Batalion ten został podzielony i jego kompanie znalazły się zarówno w 12 Dywizji Piechoty z Krakowa, jak i w 24 Dywizji Piechoty. Obok Pionierów w ramach X korpusu z Przemyśla funkcjonował także 10 Batalion Saperów.


Na ten moment nie wiadomo, w jakiej dokładnie formacji służył Stefan, czy był to 10 Batalion Pionierów z Przemyśla, czy może kompania pionierów w ramach któregoś z pułków galicyjskich. Niezależnie od jednostki, w jakiej się znalazł, mógł wykonywać zadania zarówno na tyłach frontu, jak i w pierwszej linii.




[opis do zdjęcia za ONB: Pionierzy i Saperzy z oddziału piechoty technicznej, zdjęcie z 9 kwietnia 1916 r.]


Oddziały Pionierów (i Saperów) należały do oddziałów technicznych. Jaki miały charakter? Czy w ich szeregach żołnierze nie ginęli? Czy służba była mało ważna lub niedoceniana? Czy działali tylko na zapleczu? Na te pytania postaram się odpowiedzieć, za pomocą fotografii z epoki i cytatów z opracowań wojskowych.





Saper, Pionier dwa bratanki


W książce pt. “Waffen des Weltkrieges” Emo Descovich poświęcił cały rozdział Pionierom i Saperom, często wspominając, że wykonywane przez obie formacje zadania są zbieżne, a oddziały w dużym stopniu zastępowalne. Specjalizacja była ważna, jednak ważniejsza była wiedza inżynieryjna i determinacja.


(...) Trzy główne rodzaje sił zbrojnych: piechota, artyleria i kawaleria, są właściwymi oddziałami bojowymi. W terenie jednak istnieje szereg zadań, których nie są w stanie wykonać, a przynajmniej nie w całości. Drogi muszą być budowane i naprawiane, pozycje wzmacniane, a przeszkody wroga usuwane. Wszystkie te zadania wymagają specjalnie wyszkolonego personelu, zwanego zbiorczo „oddziałami technicznymi”. Są to Saperzy (budowniczowie umocnień) i Pionierzy (budowniczy dróg). 


[opis do zdjęcia za ONB: Budowa mostów w Galicji na terenie działania k.u.k. 4 Armii]


To oni dosłownie torują drogę armii. Saperzy zajmują się pracami na lądzie, Pionierzy – pracami na wodzie. Budowa fortyfikacji, rozminowywanie, budowa wszelkiego rodzaju dróg, budowa tymczasowych linii kolejowych oraz budowa awaryjnych i półtrwałych mostów nad dolinami, wąwozami i podmokłymi przeszkodami spada na Saperów, podczas gdy Pionierzy odpowiadają za budowę stałych mostów wojskowych i półtrwałych mostów nad głównymi drogami wodnymi oraz za przeprowadzanie wszystkich przepraw wodnych. 


[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym: Schrony dla rezerw przygotowane przez pionierów w Kołomyi]


Często Saper musi wykonywać pracę Pioniera lub odwrotnie. Jeszcze niedawno, przynajmniej w naszej jednostce, te dwa rodzaje sił zbrojnych były połączone. Jednak potrzeba specjalistycznego szkolenia dla każdego zadania wymusiła rozdzielenie, co okazało się bardzo skuteczne. Te dwie gałęzie nie tworzą jednej całości. (…)”


[źródło]
[opis do zdjęcia: Most kolejowy w Pawianowicach, zniszczony przez Rosjan, został odrestaurowany i przystosowany do użytku przez niemieckich inżynierów, zdjęcie: Richard Guschmann]


Ich głównym orężem była łopata, siekiera, piła, lina, czasem kilof … służba, a właściwie praca, w oddziałach pionierów była fizycznie wyczerpująca, szczególnie w przypadku żołnierzy niższych rangą.


Cytat z “Waffen des Weltkrieges” autorstwa Emo Descovich’a:


“(...) Oba rodzaje wojsk nie tworzą dużych, zwartych formacji, lecz działają zazwyczaj w ramach kompanii lub batalionu. Ich bronią są narzędzia techniczne, dzięki którym zadają wrogowi znacznie większe szkody niż przy pomocy broni palnej. Park pojazdów (całość taboru), który muszą ze sobą przewozić te oddziały, a zwłaszcza pionierzy, jest bardzo rozbudowany. W przypadku saperów składa się on głównie z narzędzi, np. nożyc do cięcia drutu kolczastego wrogich przeszkód, środków pomocniczych do budowy umocnień, takich jak drut kolczasty, oraz różnych materiałów budowlanych, a wreszcie z amunicji wybuchowej. 


[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym: Pionierzy na trudnej drodze]


Pionierzy muszą przewozić ze sobą różne środki przeprawowe, takie jak pontony (płaskie, duże łodzie, statki mostowe), barki i całe mosty wojskowe. 


[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym: Budowa mostu na Dunajcu, załadunek pontonów, Nowy Sącz]


Transport odbywa się częściowo samochodami, częściowo zwykłymi wozami konnymi, zwłaszcza w górach na noszach. Do budowy prostych umocnień wyposażone w narzędzia są również oddziały nietechniczne, piechota, kawaleria i artyleria. (...)”



[źródło]
[opis do zdjęcia: Rozmieszczenie działa w górach Bereczker przy pomocy pionierów]


Transportowali swoje wyposażenie po bezdrożach górskich, za siłę pociągową często mając siebie, własny kark i ramiona. W ekstremalnych przypadkach potrzebne były także liny i umiejętności wspinaczkowe.


Za artykułem dr Oskara Regele pt. “Pionierzy w górach wysokich” opublikowanym w periodyku Militärwissenschaftliche und technische Mitteilungen nr 58, 1927 r.


“(...) Głównym zadaniem rozdzielonej na oddziały kompanii pionierów była zatem szybka budowa dróg bojowych w lesie między obiema pozycjami, oczyszczanie dróg z licznego, porzuconego sprzętu wojskowego, który wszędzie je blokował, oraz szybkie przenoszenie artylerii wszystkich kalibrów. Powstały nowe drogi („3”), z wyjątkiem Baume Vezzena (blokada drogowa) i Costesin, jako połączenie drogi wojskowej na wysokości 1908 m n.p.m. z mostem Marcai oraz przez wzniesienie o wysokości 1796 m n.p.m. z Porta di Manazzo. Po tymczasowym zgrupowaniu w Vezzena w celu szybkiego przywrócenia głównej drogi, kompania została przydzielona 24 maja do 73. pułku piechoty, aby przenieść przynależną artylerię górską z Ghertele do Casara Meata („4”). 


25 maja, zaraz po ataku jednostki, rozpoczęto budowę nowego, 6,5-kilometrowego, 350-metrowego szlaku dla zwierząt jucznych, przecinającego dwa wąwozy o szerokości odpowiednio 20 i 30 metrów. 

Zbocza góry Meata były strome, nierówne i w dużej mierze porośnięte gęstym lasem. Budowa wielu odcinków szlaku wymagała wyjątkowych umiejętności alpinistycznych i dużej odwagi. 


Podczas pokonywania wąwozów niektórzy pionierzy musieli pracować przywiązani linami. Trasę szlaku można było początkowo zaplanować jedynie na podstawie mapy, ponieważ większość nowego szlaku była nadal zajęta przez wroga. 


Jednak ciągły deszcz, burze z gradem, nocne prace w ciemnym lesie na stromych zboczach i ostrzał artyleryjski wroga nie mogły powstrzymać dział górskich na Casara Meata przed otwarciem ognia o godzinie 10:00 rano 27 maja, po 36 godzinach pracy. Od 26 maja 11. Kompania Inżynieryjna udzielała wsparcia. 


Podczas gdy oddziały piechoty i saperów z powodzeniem zdobyły blokadę drogową Casa Batti w sąsiedniej dolinie Asticotale, nie uszkadzając jej, 22. Dywizja Strzelców odkryła, że ​​„Tagliata Val d'Assa” (szkice 2 i 3), blokująca dolinę Assatal, została całkowicie zniszczona. 


Co więcej, kilkaset kroków wcześniej wróg całkowicie zniszczył nawierzchnię drogi na długości 70 metrów, tworząc dwa ogromne kratery o głębokości odpowiednio 5 i 7 metrów, a także zalał magistralę wodociągową, która również została uszkodzona (szkic 1, „6”). Postęp III Korpusu został zatem poważnie utrudniony przez jedyną dostępną drogę. 


Dwie kompanie Pionierów, 2/5 i 6/8, miały za zadanie przywrócić drogę do użytku. Również tutaj najpierw należało zbudować ścieżkę dla zwierząt jucznych, omijając pole gruzu, aby umożliwić lekki ruch. 


[opis do zdjęcia: szkice i schematy dot. pracy Pionierów]


Aby droga stała się w całości przejezdna, konieczne było wykonanie następujących prac: 


  1. Zasypanie i odbudowanie dwóch lejów powybuchowych (2500 m³) na zboczu doliny przez dwie kompanie Pionierów w ciągu 59 roboczogodzin; 

  2. Skierowanie głównego strumienia wody powodziowej za pomocą rur awaryjnych przez podłoże drogi do wąwozu Assa; 

  3. Zamaskowanie kontrolowanego miejsca pracy; 

  4. Oczyszczenie drogi przez z wysadzonej konstrukcji; 

  5. Zabezpieczenie wszystkich podziemnych pomieszczeń roboczych; 

  6. wydobycie amunicji z konstrukcji, która w niektórych miejscach nadal płonęła wewnątrz; 

  7. Zburzenie pozostałych sekcji konstrukcji od I do III (szkic 3) poprzez zdetonowanie trzech min uderzeniowych (a = 4 kg, b = 4,5 kg, c = 4 kg) i oczyszczenie sekcji IV, której nie można było wysadzić z powodu ryzyka dalszych uszkodzeń drogi; 

  8. Poszerzenie drogi (dawnej arterii komunikacyjnej) do 6 m. 


Po rozpoczęciu budowy 28 maja, pierwsza bateria polowa mogła wymaszerować do Asiago o godzinie 23:00 30 maja, a następnie w nocy 31 maja pierwszy 30,5-centymetrowy moździerz. 


Oddziały saperów nieustannie naprawiały powtarzające się uszkodzenia nawierzchni drogi spowodowane ostrzałem. Do 5 czerwca droga została poszerzona do długości 43,5 m, a na powierzchni nie było widocznych śladów dawnego zamknięcia.


Ciągły deszcz utrudniał postępy również tutaj, ale miał tylko jedną zaletę: ograniczał naloty, które rozpoczynały się natychmiast przy najmniejszym promyku słońca. Wszystkie bomby lotnicze miały niszczycielski wpływ na pocięte górskie drogi i skalisty teren.”



[źródło]
[opis do zdjęcia: usuwanie gruzu, być może tunel na przełęczy w Łupkowie]


Odtwarzanie dróg i przepraw mostowych w górach, to nie jedyne prace na froncie włoskim. Na barki i ramiona oddziałów technicznych spadało dosłownie i przenośni także zadanie polegające na drążeniu tuneli i jaskiń umożliwiające komunikację i przebywanie oddziałów. 



[opis do zdjęcia: wiercenie tunelu przez Pionierów]


Cytat za artykułem porucznika rezerwy, inż. Franz’a Novotnego pt. „Z «kompanią techniczną» na froncie włoskim (Krety i Kamieniarz z Hesji)” [w:] Linzer Hessen autorstwa Heinrich Sauer’a: 


“(...) Nieczęsto, jak w ogólnej części pracy, gdzie omawiane są osiągnięcia kompanii polowych, poniższe wersy, poświęcone pamięci „Technicznej Kompanii Piechoty”, wspominają o aktach wyjątkowej odwagi poszczególnych pionierów. Jednakże żołnierze Kompanii Technicznej zdobyli również znaczną liczbę dużych i małych Srebrnych Medali za Odwagę i mieli w swoich szeregach bohatera, który zasługiwałby na „Złoty” medal. 


Niniejsza recenzja opowiada o tych często niedocenianych żołnierzach, którzy w cichej, niezłomnej pracy dniem i nocą, w deszczu i śniegu, nawet służył pod ogniem wroga na froncie i dbał o życie w okopach. 


[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym:  Kopanie okopu przez pionierów II./28. Batalionu Polowego (w przełęczy Col Val di Puartis, wysokość 1983)]


Dzięki mozolnej pracy fizycznej przy użyciu dłut i młotów budowali jaskinie, wysadzali i zdobywali głazy, aby zapewnić wojownikom ochronę nawet w twardych skałach.


[opis do zdjęcia za ONB: Tunel od wschodu – do zachodniego zbocza Monte Sabotino (wejście zachodnie)]


Pracowicie kopali ziemię łomami i łopatami, budowali ścieżki i drogi do pozycji, wznosili fortyfikacje, a także budowali kolejki linowe i polowe.


Wszędzie, gdzie była praca do wykonania, można było znaleźć inżyniera pułkowego: na posterunkach straży polowej w dolinie Astach, na Monte Cimone i wzdłuż rwącej rzeki Brenta. Nigdy nie był nieobecny, gdy pilnie potrzebował amunicji dla oblężonej piechoty i chętnie pomagał w rekonwalescencji rannym. Przygotował godne miejsce spoczynku dla poległych towarzyszy, a niezliczone, pieczołowicie wykonane krzyże świadczą o jego głębokim koleżeństwie. Gdy potrzebna była siła robocza, gdy niebezpieczeństwo było nieuchronne, pionier rzucał narzędzia, chwytał karabin i ruszył naprzód jako odwód przeciwko wrogowi.


Wyrzutnie min i granatników plutonu sprzętu bojowego pomagały w obronie pozycji lub przygotowywały się do ataku własnej piechoty. Reflektory zakłócały działania wroga i odstraszały zbliżające się patrole.


Działalność „Technische kompagnie” była różnorodna.


[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym: Pionierzy przy budowie mostu]


Często stawiała wysokie wymagania zarówno oficerom, jak i żołnierzom. Duch współpracy wszystkich zaangażowanych, który pozwalał im sprostać najtrudniejszym zadaniom, wielokrotnie zdobywał bezwarunkowe uznanie przełożonych. My, krety i kamieniarze z Hesji, mieliśmy kiedyś szczęście, że sam Jego Wysokość Cesarz Karol udzielił nam pochwały. My, pionierzy, nigdy o tym nie możemy zapomnieć. (...)” 


Do dzisiaj w Alpach Wschodnich zarówno na terenie Włoch, jak i Słowenii można zwiedzać pozostałości po umocnieniach wybudowanych w okresie wielkiej wojny.



Szalona odwaga


Budowa schronień na tyłach frontu dla oddziałów rezerwowych, czy też odbudowywanie mostów drogowych i kolejowych w ciągu dróg lub rzek na terenie wyzwolonym czasem odbywało się przy zaangażowaniu lokalnej ludności cywilnej oraz z wykorzystaniem pracy jeńców. Zasadniczo była to praca w warunkach bezpiecznych, a przynajmniej kontrolowalnych. Można założyć, że częstsze mogły być wypadki związane z - jak powiedzielibyśmy dzisiaj - BHP, niż z działaniami wojennymi.


Nie było to jednak jedyne zadanie oddziałów technicznych. Kiedy dochodziło do ataku poprzedzonego pokonaniem przeszkody terenowej Pionierzy i Saperzy musieli wykazać się stoickim spokojem, opanowaniem, żelazną wolą i wysoką koncentracją na zadaniu. 

I odwagą.


Ponownie cytat z Emo Descovich’a przytoczony z książki pt. “Waffen des Weltkrieges”:


“(...) Jak wielkie wysiłki i bohaterskie czyny są niejako chlebem powszednim saperów, najlepiej widać na podstawie krótkiego opisu ich działalności. Najbezpieczniejszym zadaniem jest tu bez wątpienia budowa umocnień. 


Własny atak został przeprowadzony przeciwko wrogowi, a teraz należy rozbudować tymczasowe pozycje, aby móc skuteczniej stawić czoła atakowi wroga. Teraz wykopuje się okopy, tak głębokie, aby stojąc w nich, można było wygodnie znaleźć osłonę. Przez cały okop przebiega kanał odprowadzający wodę deszczową, który musi być starannie zaprojektowany, aby zapobiec zalaniu okopu. W kierunku tyłów, w pewnych odstępach, prowadzą okopy łączące, które zazwyczaj są w kształcie ślepej uliczki, do schronów, które są niczym innym jak głęboko wykopanymi w ziemi jamami. Przykrywa się je tak grubą warstwą ziemi, aby mogły wytrzymać nawet najcięższy ostrzał artyleryjski przez dłuższy czas. Jednak gdy budzący strach ostrzał trwa wiele godzin, a nawet dni, nawet najgrubsza warstwa ziemi nie pomaga. Często wykopuje się głębokie jaskinie („kawerny”), które zapewniają schronienie załodze okopów podczas ostrzału. (...)


Zwykli żołnierze wykonywali proste, robotnicze czynności, czasami jednak musieli działać pod bezpośrednim ostrzałem przeciwnika, czyniąc to wbrew naturalnemu, zwierzęcemu wręcz, odruchowi ucieczki i szukania bezpiecznego schronienia. Poświęcając swoje życie zapewniali postęp oddziałów bojowych poprzez wspieranie przepraw wodnych lub zapewniali bezpieczeństwo budując okopy, jeśli przeciwnik nie ustępował.


Dalej za Emo Descovich’a z pracy pt. “Waffen des Weltkrieges”:


“(...) Podobnie jak Saperzy, Pionierzy poświęcają swoje życie dla umocnień. Cechą charakterystyczną ich działalności jest to, że w samym środku walki nie mogą w niej uczestniczyć, lecz muszą spokojnie wykonywać swoją pracę. Tu i ówdzie ktoś ginie od wrogiego pocisku, a inny musi go zastąpić. 


[źródło]
[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym: Pionierzy austro-węgierscy budują most nad Livenzą]


Granat niszczy już gotową część mostu. Natychmiast sprowadza się nowy materiał, a inni robotnicy zajmują miejsce poległych. Na przykład w samym środku wrogiego ognia trzeba budować mosty nad rzekami. W rwącym nurcie pionierzy przenoszą swoje pontony i łodzie na drugi brzeg, gdzie czeka na nich wróg. 


[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym: Budowa mostu nad Piave]


Często Pionierzy i Saperzy współpracują podczas nocnych nalotów. 


Przełamanie Sanu w maju 1915 r. oraz Dunaju w październiku tego samego i następnego roku to szczególne karty chwały dla tych dwóch oddziałów. (...) 


[źródło]
[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym: Austriaccy Pionierzy nad Dunajem]



Kiedy inne oddziały odpoczywają, Saperzy i Pionierzy muszą być przy pracy. Utrzymują w dobrym stanie arterie, przez które świeża krew płynie z serca kraju na front. 


Chociaż liczebnie stanowią oni jedynie niewielką część Sił Zbrojnych, z tych powodów oddziały techniczne mają ogromne znaczenie. (...)”


Przekraczanie rzek we Włoszech było szczególnie trudne przede wszystkim ze względu na okresowy znaczny przepływ. Tak jeden z epizodów nad rzeką Piave opisuje gen. pułkownik Arthur Arz von Straussenburg w swojej pracy pt. “Zur Geschichte des Grossen Krieges 1914-1918”:


[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym: Budowa mostu na rzece Livenza w pobliżu Torre di Mosto


“(...) Tymczasem oddziały feldmarszałka Boroevicia dzielnie forsują w wielu miejscach przeprawę przez wezbraną rzekę Piave, a doświadczeni pionierzy z godną podziwu śmiałością sterują gęsto rozmieszczonymi pontonami, nieustraszenie odbudowując mosty wielokrotnie niszczone przez bomby lotnicze. W bezprecedensowej walce udaje się zdobyć przyczółek na wrogim brzegu. Na odcinku trzydziestu kilometrów części pięciu korpusów przekroczyły środkowy bieg rzeki Piave, która stała się rwącym potokiem. Jednak opór wroga nasila się. W centrum atak zostaje zatrzymany, a niewielkie części frontu muszą nawet wycofać się na własny brzeg. (...)”


Jeszcze jeden epizod z frontu włoskiego za Alois’em Veltzé opisany w “Die Geschichte des Weltkrieges, Band III”:


“(...) Pomimo ostrożności wroga, 1. Pułk Strzelców Górskich, wchodzący w skład grupy Boroevicia, zdołał już 12 listopada zbadać wezbrany bieg rzeki w pobliżu Zenson di Piave za pomocą pontonów i zająć przyczółek na zachodnim brzegu. 


Po ostrzale rzeki artyleryjskim i ogniem karabinów maszynowych trwającym od 7 do 8 rano, 80 żołnierzy wsiadło na pontony dostarczone przez pionierów półtorej minuty później wylądowało bez strat na przeciwległym brzegu, gdzie przypuścili brawurowy atak i szturmowali fragment zapory przeciwpowodziowej. 


[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym: Przeprawa przez Aisne]


Włosi (kompania karabinów maszynowych), zaskoczeni szybkim przeprawą przez rzekę, poddali się niemal bez oporu. 


Przeprawa została ukończona w ciągu godziny. Następnie, przez godzinę, przeprawa trwała bez działań wroga, aż włoska artyleria odkryła punkt przeprawy i poddała go ostrzałowi odłamkami i pociskami. Niemniej jednak, do południa cały pułk został przeprawiony i utworzono formację przypominającą przyczółek, z której strzelcy górscy odpierali liczne zaciekłe ataki w kolejnych dniach. Później zostali wzmocnieni przez dwa bataliony 2. Pułku Strzelców Górskich. 


Ponieważ mostu nie dało się zbudować z powodu niezwykle silnego ognia wroga, komunikacja ze wschodnim brzegiem pozostała ograniczona do pontonów, na których nasi dzielni pionierzy wielokrotnie przeprawiali się przez rzekę, aby transportować amunicję i prowiant oraz ratować rannych. (...)”


Bez ich wiedzy, dobrego kierowania i zaangażowania postępy żadnej armii uczestniczącej w wielkiej wojnie nie byłyby możliwe. W czasie ofensywy gorlickiej zaangażowanie Pionierów było niezwykle ważne a ich wyposażenie musiało być różnorakie. Na tym terenie występowały zarówno liczne przeszkody wodne, w tym rzeki Białą, Wisłokę, Wisłok, jak i następujące po sobie pasma wzniesień Beskidu, które biegły (i biegną) z północy na południe i były pokonywane przez oddziały marszem z zachodu na wschód (czyli w poprzek pasma). Tak jedną z przepraw nad rzeką Wisłoką opisuje 1 Garde Pionier Bataillon należący do niemieckiego Korpusu Gwardii:


"(...) Zadanie polegało teraz na utrzymaniu tempa rosyjskiego pościgu i szybkim udaremnieniu wszelkich prób nawiązania kontaktu przez wroga. Przez kolejne dwa dni Korpus Gwardii napotkał jedynie słaby opór ze strony [rosyjskiej] straży tylnej, która zręcznie unikała ataków. Duża liczba rosyjskich dezerterów sugerowała osłabienie ich wewnętrznej determinacji. Kompanie pionierskie pozostały w tym okresie przydzielone do rezerw brygady. Rankiem 4 maja 2. Brygada Piechoty Gwardii przekroczyła linie 1. Brygady Piechoty Gwardii, odciążając ją w ten sposób na linii frontu. Spodziewano się jednak poważniejszego oporu na wschód od Wisłoki, przez którą Rosjanie wycofali swoje główne siły, pozostawiając straże tylne w odizolowanych punktach na zachód od rzeki.


Rankiem 5 maja 1. Kompania 1. Brygady Pionierów Gwardii otrzymała zlecenie z 2. Brygady Piechoty Gwardii. Kompania miała za zadanie rozpoznanie szlaku wodnego i pozycji wroga. W tym celu wysłano pięć patroli oficerskich, każdy wzmocniony czterema dragonami z 6. Pułku Dragonów, w rejon Wróblowej. Patrol porucznika Zimmermanna, jadąc z Jabłonicy do Lipnicy Dolnej, napotkał silny oddział rosyjski, którego ogień zatrzymał dalszy marsz. Pozostałe patrole dotarły do ​​rzeki i uznały, że można przeprawić się przez rzekę w bród, ale liczne rosyjskie warty na wschodnim brzegu uniemożliwiły patrolom przeprawę. Porucznik Bohnstedt z 5. Kompanii, 1. Batalionu Pionierów Gwardii, również zbliżył się do rzeki, aby rozpoznać możliwe trasy podejścia.


W nocy z 5 na 6 maja wróg wycofał swoje tylne straże przez Wisłokę. Rosjanie gorliwie okopywali się na wzniesieniu na przeciwległym brzegu. Przeprawa przez rzekę miała miejsce 6 maja, w niektórych miejscach doszło do walk, ale w nich nie użyto pionierów gwardii.


3. Kompania 1. Batalionu Pionierów Gwardii zbudowała kładkę dla pieszych w pobliżu Dąbrówki, przez którą przeprawiła się 4. Brygada Piechoty Gwardii.


[źródło]

[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym: Budowa mostów wojennych, Wisłoka]


Dowódca Pionierów wydał rozkaz 9. Kompanii 28. Batalionu Pionierów Gwardii zbudowania mostu kolumnowego, wykorzystując sprzęt z Transportu Brygady Piechoty. Po tym, jak piechota 2. Brygady Piechoty Gwardii przeprawiła się szerokim frontem przez Wisłokę, 1. Kompania 1. Batalionu Pionierów Gwardii, z pomocą Transportu Brygady 1. Dywizji Piechoty, zbudowała most między Wróblową a Dąbrówką, podczas gdy 5. Kompania przygotowała drogi dojazdowe i odjazdowe dla artylerii i innego sprzętu wsparcia. Następnie rozpoczęto budowę tymczasowego mostu kolumnowego, który ukończono 7 maja o godzinie 5:00 rano. Most pontonowy został rozebrany po tym, jak rankiem 7 maja przekroczyły go wojska. (...) [źródło]


[źródło]

[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym: Przejście kawalerii przez Wisłokę]




Jak pisze Carl von Bardolff o oddziałach technicznych w książce pt. “Deutsch-österreichisches Soldatentum im Weltkrieg”


“(...) Zapewnili postęp armii przez niemal wszystkie główne rzeki Europy Środkowej, w tym Drinę, Sawę, Dunaj, Wisłę, San, Dunajec, Bug, Styr, wszystkie rzeki północnych Włoch aż po Piave oraz rzeki Alt i Ardżesz [msz: rum. Argeș] w Rumunii. (...)”



[źródło]
[opis do zdjęcia za Austriackim Archiwum Narodowym: Budowa mostu wojskowego przez rzekę Bug (!!)  w okolicach Biecza]



Obok pionierów i saperów w oddziałach wsparcia działały również oddziały zabezpieczenia transportu kolejowego, pułki telegraficzne, oddziały transportowe i kierowania ruchem, oddziały mapowania terenu (kartografowie), służba weterynaryjna, wszelkiego rodzaju warsztaty polowe, jak kuźnie, ślusarnie itp. 


[opis za Austriackim archiwum Narodowym: Jednostka pionierska podczas budowy tymczasowego mostu w pobliżu Kökös, wbijająca pale]



Zwyczajne życie


Przyglądając się pokrótce zadaniom kompani technicznych staje się oczywiste, że powrót Stefana Cetnarowicza z wielkiej wojny do domu wcale nie był pewny. Oprócz śmierci od kul, mogły spotkać go wszystkie możliwe wypadki związane z wykonywaną pracą, łącznie z utonięciem lub upadkiem z wysokości.


A jednak mu się udało.


Dotarł w rodzinne strony i włączył się w życie lokalnej społeczności. Wstąpił w szeregi Związku Młodzieży Polskiej, który powstał w Bieczu na początku lat 20-tych XX w. Pionierem tej organizacji był nauczyciel Henryk Śliwiński, o którym i o jego szerokiej działalności Grzegorz Augustowski napisał obszerny artykuł pt. "Krzewiciel kultury".

Stefan Cetnarowicz był aktywnym członkiem Związku, uczestniczył w różnych jego działaniach, m.in. jako aktor sekcji teatralnej. Zaangażowanie młodzieży z Biecza zostało zauważone także w prasie, poniżej cytat za periodykiem Prawda: pismo poświęcone sprawom religijnym, narodowym, politycznym, gospodarskim i rozrywce. 1921, nr 36 z dnia 03.09.1921 r. [źródło]:


"Biecz, w Gorlickiem,

Wszędy, jak Polska długa i sze­roka, powstają Związki i Kółka młodzieży, których celem — uświadomienie i przygotowanie młodzieży do życia obywa­telskiego w odrodzonej Ojczyźnie. Nie pozostaje w tyle i nasza młodzież w Bieczu. Oto dnia 15 maja 1921 r. mło­dzież nasza zorganizowała się w Związek Młodzieży Polskiej który dziś liczy jeż przeszło stu członków obojga płci. Pre­zesem naszego Związku jest młody, energiczny i pełen za­pału do pracy społecznej, nauczyciel, p. Henryk Ś l i w i ń ­s k i , zastępcą p. Br. Wanat, sekretarzem p. Tadeusz Korzeniowski, skarbnikiem p. St. Wójcikiewicz. Związek nasz mimo krótkiego swego istnienia, może się poszczycić owo­cami swej pracy. Wspólnie z Czytelnią ludową wybudował nową scenę kosztom kilkunastu tysięcy marek, której brak bardzo dawał się odczuwać. Dnia 9 lipca b.r. urządził Związek pierwsze przedstawienie p. t.: „Narzeczona z Oj­cowa", które na ogólne życzenia odegrano jeszcze dwa razy. Wszyscy aktorzy wywiązali się ze swych ról bet zarzutu. Drugie przedstawienie urządził Związek dnia 14 i 15 sierp­nia b. r. Odegrano: „Tatuś pozwolił" i „Janek artysta", które wypadły wprost świetnie. Młodzi aktorzy odegrali znakomicie swe role. Na wyszczególnienie zasługują pp.: Stawarz, Muller, Franciszek, Stefan Cetnarowicz i Sikorówna, których publiczność nagrodziła rzęsistemi oklaskami. Czysty dochód przeznaczyliśmy na budowę tek potrzebnego Domu ludowego. Smutnem jest jednak bardzo, iż są pewne jednostki, które nasz Związek zwalczają i rzucają mu kłody pod nogi. To nas jednakże nie zrazi do dalszej pracy, a mamy nadzieję, że Związek młodzieży, mając tak dziel­nego i chętnego do pracy prezesa, jak p. II. Śliwiński, nie tylko że nie upadnie, lecz rozwinie się jeszcze lepiej, pro­wadząc młodzież do lepszej, jaśniejszej przyszłości w wolnej Polsce. Tomasz Rogoziński"




[fotografia z archiwum rodziny Cetnarowiczów, Stefan Cetnarowicz siedzi w środku 7 od lewej obok Witolda Fuska, w książce T. Ślawskiego pt. "Biecz w dawnej grafice i fotografii" na str. 136 to samo zdjęcie datowano na 1928 r. i opisano "Po odsłonięciu pomnika" msz: harcerskiego]

1924 r. Stefan ożenił się z Heleną Zabierowską, z którą miał trzy córki. Mieszkali w Bieczu, na Wapniskach, gdzie prowadzili małe gospodarstwo rolne. Ponadto Stefan pracował w Urzędzie Stanu Cywilnego.

[archiwum rodzinne Cetnarowiczów, na zdjęciu Stefan Cetnarowicz w biurze USC w Bieczu]


Do dzisiaj w wielu domach w Bieczu można znaleźć dokumenty w ten sposób podpisane:

[archiwum rodzinne Cetnarowiczów]


Tak jak jego ojciec, Józef "Gałas" Cetnarowicz, Stefan przez wiele lat działał w lokalnej Ochotniczej Straży Pożarnej. 




[fotografia z archiwum rodzinnego Cetnarowiczów, 
Stefan Cetnarowicz siedzi pierwszy z prawej, opis pozostałych postaci za książką Tadeusza Ślawskiego pt. "150 lat Ochotniczej Straży Pożarnej w Bieczu", str. 84: Jednostka OSP Biecz w pełnej gali z sztandarem i motopompą przed ratuszem. Od lewej siedzą: Tomasz Lignar trębacz, Bronisław Wojdyło, Józef Cetnarowicz komendant, Ludwik Müller burmistrz, Władysław Bartusiak, Zygmunt Jagielski. Poczet sztandarowy: Sz. Kostera, Aug. Lignar, Michał Zajdel chorąży, rok 1930]


[fotografia z archiwum rodzinnego Cetnarowiczów, od lewej stoją Julian, Maria (Joszt), Stefan, Edward, Helena, Adolf Joszt, siedzą dziadkowie Józef i Aleksandra, a przed nimi Stanisław Joszt, przed 1928 r.]


 

Przygotowując się do tego artykułu zapytałam Darka, czy Dziadek Stefan miał jakieś szczególne umiejętności techniczne. Usłyszałam, że był krawcem, podobnie jak jego ojciec Józef. W pierwszej chwili wydało mi się to zupełnie oderwane od jego doświadczeń wojennych, ale po zastanowieniu doszłam do wniosku, że właściwie umiejętność szycia - stereotypowo właściwa kobietom - w życiu okopowym była niezwykle cenna. Urwane guziki, rozprute kieszenie, dziurawe spodnie czy bluzy trzeba było jakoś sobie naprawić, bo wymiana mundurów, nie wspominając o bieliźnie, rzadko kiedy wchodziła w grę. Umiejętność władania igłą i nitką przydawała się też do tzw. szycia “ciężkiego”, np. do naprawiania brezentów czy płacht używanych do transportu. 


Stefan Cetnarowicz zmarł w 1956 r., został pochowany na cmentarzu w Bieczu.



Czy to koniec?


Wspomnienia i mini biografie o chłopakach z Biecza, Przedmieścia, Belnej, Korczyny, Strzeszyna, Wapnisk, Harty, Załawia, którzy wyszli na wielką wojnę, ukazały się w serii artykułów “Alfabet biecki”. Byli podoficerami, saperami, strzelcami, kanonierami, legionistami, a przede wszystkim w znakomitej większości zwykłymi szeregowcami. Niektórzy z nich nie wrócili, zostali w często bezimiennych mogiłach gdzieś w Europie. Inni, wywiezieni na wschód, wracali latami do domu, do czekających żon i rodziców. Czasami do dzieci, które wtedy zobaczyły ich pierwszy raz w życiu, a czasami dziecko rodziło się nigdy ojca nie poznając.


Wracali, a wraz z nimi przeżycia wojenne, które najczęściej zachowywali dla siebie, nie wspominali, nie chcieli mówić, nie chcieli pamiętać. Chcieli żyć, pracować, być tutaj, w swoim domu, na własnej ziemi. 


I budować swoje i nasze życie najlepiej jak potrafili.


Nie zapominajmy o nich...








Komentarze

  1. Dziękuję za ten wpis. W domowym archiwum zachowały się dosłownie 4 zdjęcia dziadka i zawsze serdeczne jego wspomnienie mojej mamy, która miała tylko 14 lat gdy dziadek zmarł. Dopiero niedawno dzięki Krzysztofowi Śliwie i Tomaszowi Jamróz-Piłsudskiemu dowiedziałem się co to za mundur i jakie informacje skrywa to co wpięte w patki. Dzięki wnuczce brata dziadka Stefana, Jolancie Cetnarowicz-Bis nie tylko ja, ale i moja mama pierwszy raz zobaczyła swoich dziadków i całe rodzeństwo swojego taty. Było to dla nas niesamowicie wzruszające przeżycie. Wszystkim Wam dziękuję, a Magdzie szczególnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I udało się połączyć wszystkie moje pasje: wędrówkę po archiwalnych zdjęciach i relacjach z genealogią i historią Biecza. A że przy okazji wyszło coś dobrego - to bardzo się cieszę ;-)

      Usuń
    2. Sługa uniżony i pokorny - wiedzą (mikro-wiedzą), pamięcią, materiałami, doświadczeniem - zawsze do usług - Szanownych Bohaterskich genealog-Badaczy, Autorów tego wpisu, znakomitych blogerów po materii bardzo bliskiej mojemu sercu i głowie.

      Sława i Pamięć ! - tamtym Ludziom - naszym Przodkom, dzielnym realizatorom wizji i - Dobrego, poczciwego życia, ale i Niepodległości - gdy okazja po temu się zdarzyła.

      - kreśli się- przywołany Krzysztof Śliwa; tytuł.Fedfebel K.u.K 13 IR, tit. porucznik GRH 1 pp 1 Brygady Legionów Polskuch.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty