Alfabet biecki - cz. 7



To już ostatni post z serii, w której odtwarzałam wojenne losy żołnierzy zmobilizowanych z Biecza i uczestniczących w 1-szej wojnie światowej. Z pewnością nie odnalazłam wszystkich i z pewnością nie wszystkie odtworzone biogramy są kompletne. Jednak nie o aptekarską (nomen omen) precyzję mi chodzi. 

Moim celem jest przede wszystkim przypomnienie faktu mobilizacji wojennej, nadanie imion i nazwisk osobom, które są możliwe do zidentyfikowania, pokazanie ich losów wojennych, przynajmniej w tym minimalnym zakresie.

Ten post chciałabym poświęcić tym, których nie odnalazłam i tym, o których pamięć w rodzinach nie przetrwała, bądź akurat ten szczegół z ich życia nie był znany.


"A powodzenie moje, jak zwykle przy wojsku" [*]


[fot. z archiwum rodzinnego Szarłowiczów, na zdjęciu Wojciech Goleń]


Wojciech Goleń, ur. 23.03.1883 r. w Strzeszynie, syn Dominika i Doroty z domu Szary, najmłodszy z 11-ga rodzeństwa, wujek Marii z Szarłowiczów Pruchniewiczowej, Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata. W rodzinie nie przetrwało wspomnienie o udziale Wojciecha Golenia w 1-szej wojnie światowej, ale w Bieczu zachowało się jedno zdjęcie i to ono było kluczem do całej historii.

Zdjęcie w albumie rodzinnym pozostawało przez długie lata bezimienne. Kiedy je wspólnie z Jadzią Wędrychowicz analizowałyśmy, Jadzia zasugerowała Wojciecha bazując jedynie na tym, że skoro to rodzina, to wiekiem i stanem zdrowia pasował tylko on. Analiza munduru wskazywała na lata 1917-1918 z sugestią stopnia oficerskiego, ale tylko na podstawie nakrycia głowy. Dopiero wykorzystanie archiwów Family Search oraz carsko-królewskich dzienników urzędowych sił zbrojnych naprowadziło nas na właściwy trop. To jedno zdjęcie, które miało przedstawiać żołnierza NN, zamieniło nasze poszukiwania w pasjonującą podróż w przeszłość.

Wojciech był zdolnym chłopcem a rodzice bardzo pobożnymi ludźmi. Dzięki ich wsparciu i staraniom ukończył gimnazjum w Jaśle, składając egzamin dojrzałości w okresie od 24 maja do 1 czerwca 1904 r. [źródło, skan nr 45]. 

Następnie podjął studia teologiczne na Uniwersytecie Lwowskim i po 4 latach nauki przyjął święcenia w archidiecezji lwowskiej w dniu 29.06.1908 r. [źródło: Krzysztof Szopa w "Dzieje Parafii Bożego Ciała w Bieczu w latach 1805-1925", str. 215]. 

Na pierwszą parafię w tym samym roku skierowany został do miejscowości Nadwórna, a następnie w 1911 r. do Przemyślan. Tam zastała go 1-sza wojna światowa.


W momencie wybuchu wojny został zmobilizowany i 19.12.1914 r. przydzielony do wojskowej służby duchownej wikariatu polowego. Na pierwszą placówkę został skierowany do szpitala rezerwowego w Wadowicach w stopniu Feldkurat in der Reserve (kapelan wojskowy w rezerwie). W 1915 r. przeniesiony do Brzeżan, obok których przebiegała w niedalekiej odległości linia frontu. W 1916 r. został przydzielony do szpitala rezerwowego nr 6/4, a następnie przeniesiony jeszcze w tym samym roku do szpitala nr 6/5. Praca w szpitalu polowym była niezwykle ciężka i obciążająca psychicznie dla każdej osoby zaangażowanej, wiązała się też z nieustannym przemieszczaniem we wskazanym sektorze walk. [źródło]

W maju 1917 r. Wojciech Goleń został odznaczony krzyżem zasługi kościelnej 2 klasy na wstążce biało-czerwonej. [źródło] 

W czerwcu 1918 r. otrzymał Krzyż Rycerski Cesarskiego Austriackiego Orderu Franciszka Józefa z dekoracją wojenną w uznaniu za wybitną i bezinteresowną służbę. Był wtedy kapelanem w szpitalu polowym nr 516, prawdopodobnie na froncie włoskim. 

Po demobilizacji powrócił do archidiecezji lwowskiej i do końca sierpnia 1924 r. pełnił posługę w parafii Kopyczyńce, skąd został przeniesiony do Sokala, tam też objął na stanowisko administratora. 

"(...) Również niezadługo przyjdzie nam pożegnać administratora parafji rz. kat. ks. Wojciecha Golenia. Przez kilkoletni swój pobyt w Sokalu zjednał on sobie taką ogólną miłość i sympatie w całem tutejszem społeczeństwie, że brak jego odbije się bardzo boleśnie w naszem życiu publicznem. Stał zdala od wszelkiej polityki, dbał o dobro parafji i swoich parafian, śpie­szył z pomocą moralną i materialną każdemu, który jej potrzebował. I słu­szny żal czują parafianie do Kurii Arcy­biskupiej, że takiego kapłana nam za­biera, nie licząc się z prośbami delegacyj z różnych sfer społecznych tutej­szej parafji. (...)"  [źródło]

W 1931 r. został oddelegowany z Sokala do Stryja, w którym był proboszczem do roku 1945. Podczas drugiej wojny światowej był szykanowany zarówno przez sowieckiego jak i niemieckiego okupanta. 

[źródło: Krzysztof Szopa w "Dzieje Parafii Bożego Ciała w Bieczu w latach 1805-1925", str. 215]


Ostatecznie wraz z polskimi parafianami ewakuował się do Polski i osiedlił w Gliwicach, gdzie objął probostwo w Parafii Św. Bartłomieja. Zmarł dnia 05.10.1970 r. w Gliwicach, w wieku 87 lat. 


Franciszek Czech, ur. 11.07.1880 r. w Bieczu na Korczynie, syn Aleksandra i Moniki z domu Kamińskiej.


Był szeregowcem w 9 Pułku Piechoty (m.in. Stryj, Lwów, Jarosław, Radymno, Przemyśl - IR9) 1 / 8 kompania marszowa. Został ranny przed sierpniem 1915 r.



Józef Czech, ur. 05.12.1894 r. w Bieczu na Korczynie, syn Wojciecha i Anny z domu Gryga. Był szeregowcem landszturmu w 20 Pułku Piechoty z Nowego Sącza (IR20). Przed grudniem 1917 r. dostał się do rosyjskiej niewoli i przebywał w obozie dla jeńców w Charkowie, obecnie Ukraina - ok. 1200 km od domu.


Stanisław Czech, ur. 01.04.1899 r. w Bieczu, syn Karola i Antoniny z domu Gogola. Do wojska mógł trafić najwcześniej w 1917 r.


Był szeregowcem landszturmu w 54 Pułku Piechoty, który w 1918 r. stacjonował w koszarach w Sanoku. Pod koniec wojny Stanisław został ranny, o czym doniesiono w liście strat z grudnia 1918 r. 


Z wojny udało mu się wrócić w rodzinne strony, o czym świadczą dodatkowe adnotacje w księdze chrztów.


Antoni Czochara, ur. 17.01.1876 r. w Bieczu na Przedmieściu, syn Jana i Klary z domu Czeluśniak. 


Był szeregowcem w 32 Pułku Piechoty Pospolitego Ruszenia z Nowego Sącza, 11 kompania. Przed listopadem 1915 r. został ranny.



Antoni Czyżykowicz, ur. 12.05.1881 r. w Strzeszynie, syn Jana i Apolonii z domu Kunigowicz. Ożenił się w 1906 r. z Anną z domu Markowicz. Był szeregowym rezerwistą w 20 Pułku Piechoty z Nowego Sącza (IR20), 12 kompania. Przed grudniem 1917 r. został ranny i wzięty do niewoli rosyjskiej. Następnie przebywał w szpitalu ewakuacyjnym nr 11 w Moskwie, w Rosji - ponad 1400 km od rodzinnych stron. 



Stanisław Dębski, ur. w 1893 r., przynależny do Biecza. Był kapralem w 20 Pułku Piechoty z Nowego Sącza (IR20), 17 kompania. Przed lutym 1917 r. został ranny.



Michał Dranka, ur. 01.09.1884 r. w Bieczu na Przedmieściu, syn Józefa i Anny z domu Oszkowiak. Był szeregowcem w 54 Pułku Piechoty. Przed kwietniem 1916 r. dostał się do rosyjskiej niewoli i przebywał w nieznanym obozie w Rosji.



Stanisław Drozdowicz, ur. 25.10.1875 r. w Bieczu, syn Ludwika i Domiceli z domu Sitek. 


Był szeregowcem w Oddziale Ochrony Kolei Pospolitego Ruszenia w Wolbromiu. Przed lutym 1915 r. był chory i przebywał w zrzeszonym szpitalu rezerwowym w Ostrawie, obecnie Czechy - szpital był zlokalizowany w budynku Bergschule.



Wilhelm Drozdowicz, a właściwie Wilhelm Florian, ur. 05.07.1889 r., syn Stanisława i Apolonii z domu Juruś. 

Był sierżantem w 32 Pułku Piechoty Obrony Krajowej z Nowego Sącza (LIR32), 6 kompania. Przed wrześniem 1915 r. został ranny.

Przeżył wojnę, o czym świadczą adnotacje na wpisie dotyczącym chrztu.


Stanisław Druciak, ur. w 1880 r., przynależny do Biecza. Był rezerwistą zapasowym w 32 Pułku Piechoty Obrony Krajowej z Nowego Sącza (LIR32), 12 kompania. Przed styczniem 1916 r. został wzięty do niewoli i przebywał w obozie jenieckim w Tomsku, obecnie Rosja - ponad 4800 km od domu.



Jan Duran, ur. w 1878 r., przynależny do Biecza. Był szeregowcem w 20 Pułku Piechoty z Nowego Sącza (IR20), 18 kompania. Był ranny przed grudniem 1915 r.



Józef Dziki, ur. 11.03.1899 r. w Strzeszynie, syn Wojciecha i Apolonii z domu Kunigowicz. Był jegrem landszturmu w 16 Batalionie Strzelców Polnych (FJB16), przydzielonym do 25 Batalionu Strzelców Polnych (FJB25), 1 kompania. Został ranny przed wrześniem 1918 r.



Leib Facher, ur. 08.09.1891 r. w Bieczu, syn Mindla/Mendla. 


Był szeregowcem w 20 Pułku Piechoty z Nowego Sącza (IR20), 8 kompania. Przed styczniem 1915 r. chorował i przebywał w szpitalu rezerwowym w Königgrätz (obecnie Hradec Králové, Czechy).


Następnie przed lipcem 1915 r. został ranny.



Antoni Falisz, ur. 25.12.1895 r. w Bieczu, syn Jana i Karoliny z domu Foryś.


Był szeregowcem w 20 Pułku Piechoty z Nowego Sącza (IR20), 16 kompania. Przed grudniem 1917 r. został ranny.


Po wojnie wrócił w rodzinne strony, ożenił się w Święcanach 21.10.1921 r. z Anielą Potyrałą.


Jan Filarowicz, vel Filar, ur. 14.07.1893 r. w Bieczu, syn Wojciecha i Weroniki z domu Wędrychowicz.


Był szeregowcem w 20 Pułku Piechoty z Nowego Sącza (IR20), 3 kompania zapasowa. Przed styczniem 1915 r. chorował i przebywał w szpitalu rezerwowym w Krems (obecnie Křemže, Czechy).



Władysław Filarowicz, vel Filar, ur. 07.07.1889 r. w Bieczu, na Belnej, syn Wojciecha i Weroniki z domu Wędrychowicz, starszy brat Jana. 


Był strzelcem landszturmu w 32 Pułku Strzelców z Nowego Sącza, 5 kompania. Przed listopadem 1918 r. został ranny.



Abraham Freireich, ur. 29.08.1896 r. w Bieczu, syn Pinkasa i Chany Feige z domu Tratner.


Był szeregowcem w 20 Pułku Piechoty z Nowego Sącza (IR20), 10 kompania. Przed lutym 1917 r. był ranny.



Stanisław Fürst (Firszt?), ur. w 1879 r., przynależny do Biecza. Był zapasowym rezerwistą w 32 Pułku Piechoty Obrony Krajowej z Nowego Sącza (LIR32), 1 kompania. Przed listopadem 1915 r. dostał się do niewoli rosyjskiej i został wywieziony w nieznanym kierunku.



Piotr Gawlak, ur. w 1877 r., przynależny do Biecza, mąż Salomei z domu Wędrychowicz, zamieszkały z rodziną na Belnej. Był szeregowcem landszturmu w 20 Pułku Piechoty z Nowego Sącza (IR20), 12 kompania. Przed lutym 1917 r. został ranny.



Jan Gazda, ur. 29.10.1896 r. w Strzeszynie, syn Wita i Anny z domu Honc. Był szeregowcem landszturmu w 20 Pułku Piechoty z Nowego Sącza (IR20). Przed grudniem 1917 r. poinformowano, że dostał się do rosyjskiej niewoli i znajduje się w obozie jenieckim w Kijowie, obecnie Ukraina - prawie 750 km od domu.



"Bo wiesz, jaka straszna droga przede mną" [*]

Spisując "alfabet" towarzyszyłam wszystkim tym chłopakom, którzy wyszli z domu w nieznane. Piszę w nieznane, bo skąd mogli wiedzieć, co ich naprawdę czeka. 

Jeśli wychodzili z domów jesienią 1914 r., to z nadzieją, że wkrótce wrócą, do młodych żon, do małych dzieci, do ojców i matek. Myśleli, że ich nieobecność potrwa chwilę, ot w sam raz i na wiosnę w 1915 r. już będą szykować się do siewu i sadzenia ziemniaków. 

Kiedy mobilizowano ich w kolejnych latach już wiedzieli, że mogą nie wrócić, bo tylu już nie wróciło. Gazety były wciąż pełne propagandowego bełkotu o zwycięstwach, a obok publikowano niekończące się listy poległych, rannych i zaginionych.

Co się działo w okopach? Tęsknili, chorowali, popadali w otępienie, szaleństwo, zamykali się w sobie i cierpieli. Czekali na koniec, wojny lub swój. 

A jeśli udało im się wrócić, to chcieli zapomnieć, nie mówić, nie wspominać ... ciekawskich kolegów lub sąsiadów zbywali opowieściami, ale czy prawdziwymi? 

Przetrwali, traumę ukryli w sobie, bo uczuciach mało kto umiał mówić, wzięli się do roboty. 

Gdyby nie oni, nas by nie było... 


"(...) List nr 13, dnia 7 listopada 1915 roku

Najdroższa Żono moja i najukochańsza, Aniele Stróżu mój.

Dziękuję Ci za wszystko z całego naszego życia, a zwłaszcza za to, żeś nie żałowała trudów a jeszcześ mnie odwiedziła na ostatku. 

Najmilsza Wichtuś. Ból mi serce ściska, gdy Ci to piszę i wiem, że Ty się łzami oblejesz, ale takie mam przeczucie, że chcę podziękować i pobłogosławić Ci wraz z dziećmi, bo wiesz, jaka straszna droga przede mną. 

Może się już więcej nie zobaczymy, a przeto żeś mi była w życiu wybrana i najlepsza przyjaciółka moja i wierna żona, przeto Ci dziękuję za tę Twoją wierność małżeńską i opiekę, a proszę Cię, Perło moja droga, i oddaję Ci na opiekę te drobne dzieci. Być im Matką, a zarazem i Ojcem. Wiem dobrze, że to wielki obowiązek dla Ciebie, ale się poddej woli Bożej, a Bóg Ci będzie zawsze błogosławił - teraz w życiu i w godzinę śmierci, czego Ci życzę z całej duszy. 

A proszę Cię najmilsza Żono, żebyś się nic nie trapiła i nie płakała, bo wiesz dobrze, że mamy życie od Boga, to także i śmierć, a jeżeli taka jest wola Boża, to się niech tak stanie. Więcyj Ci nie mam co pisać, tylko Ci jeszcze raz dziękuję za tę miłość, jakąś miała ku mnie. A na ostatek Was i oddaję Bogu w opiekę, tej Matce Najświętszej, niech Was ma wszystkich w opiece swojej. Niech Was Bóg błogosławi i ja Was błogosławię w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen … 

Życzliwy Wam i zawsze Was kochający wasz Ojciec Józef Kądziołka

Kochana Wichtuś. Ten list dobrze schowaj, jak dzieci będą mądrzejsze, to im dasz przeczytać. A teraz Was jeszcze raz pozdrawiam i proszę Was, nie zapominajcie o mnie, tylko proście Boga za mną nie tylko teraz, póki żyję, ale i po śmierci, a osobliwie Wy dzieci, a zwłaszcza Ty Maryś, boś Ty już nie taka malutka i Mamy słuchaj i pomagaj, co możesz. Być dobrym wzorem dla swych młodszych siostrów, bo jak Ty będziesz dobra, to Cię Bóg nie opuści z opieki swojej. Choćbyś nie miała Ojca i Matki, Bóg Wam będzie najlepszym Ojcem teraz w życiu i po śmierci, tylko Go proście i czyńcie wolę Jego, a On Was nigdy nie opuści i Was będzie błogosławił, czego Wam życzę jako Ojciec z całego serca. (...)" [*]

[*] "Bo wiesz jaka straszna droga przede mną : listy z wielkiej wojny"
opracowanie i komentarz Danuta Kądziołka.


Komentarze

Popularne posty