Tadeusz Cetnarowicz

 


[archiwum rodzinne, na zdjęciu Tadeusz Cetnarowicz w czasie obowiązkowej służby wojskowej ok. 1934/35 r.]


Zupełnie świadomie nie zajmuję się 2-gą wojną światową, ponieważ robią to inni, znacznie lepiej do tego przygotowani i ze zdecydowanie większą wiedzą. Muszę jednak zrobić jeden wyjątek. 


Dziadek

Tadeusz Cetnarowicz, urodził się 31 sierpnia 1913 r. w Bieczu, był synem Wojciecha i Marii z Pruchniewiczów. Jego rodzice prowadzili gospodarstwo rolne na Przedmieściu. Wojciech zaradny i przedsiębiorczy gospodarz, wyjeżdżał do USA do pracy, dokupował pole. Na bazie posagu żony rozwijał ich wspólne gospodarstwo. Oprócz tego dorabiał jako furman, a Maria szyła. 

[archiwum rodzinne, Przedmieście, dom Wojciecha Cetnarowicza i Marii z Pruchniewiczów]

Mieli czworo dzieci, dwie starsze dziewczynki (Zosię i Stefcię) i dwóch młodszych chłopców (Tadzia i Franka). W wyniku nieszczęśliwego wypadku Zosia zmarła jeszcze jako małe dziecko. Pozostała trójka wychowywała się na Przedmieściu, w domu, który wybudował ich zapobiegliwy ojciec. 


[archiwum rodzinne, na zdjęciu Maria Cetnarowiczowa z córką Stefcią i synem Tadziem, ok. 1918 r.]

W latach 30-tych Wojciech Cetnarowicz działał aktywnie w stronnictwie chłopskim, czego ślady można odnaleźć w ówczesnej prasie.



Tadeusz ukończył 7-mio klasową szkołę męską  w Bieczu, a następnie w latach 1930 - 1933 kształcił się  w zakładzie ślusarskim prowadzonym przez rodzinę Salamonów, jego bezpośrednim przełożonym był Hieronim Salamon. 


[źródło]


Tam też uzyskał świadectwo czeladnicze, w którym mistrz ślusarski stwierdzał: 

"(...) podczas swego czasu nauki zachował się wiernie, obyczajnie, pilnie i wyuczył się przemysłu ślusarskiego. (...)" 


[archiwum rodzinne]


Następnie został powołany do odbycia służby wojskowej, którą odbył najprawdopodobniej w 6 pułku strzelców podhalańskich z Sambora/Drohobycza i ukończył ok. 1935 r.


[archiwum rodzinne, na zdjęciu z lewej Tadeusz Cetnarowicz w czasie obowiązkowej służby wojskowej, ok. 1934/35 r.]



Po powrocie z wojska pracował w miejskim zakładzie elektrycznym w okresie od 01.11.1935 r. do 30.08.1948 r. 

[archiwum rodzinne]


Brał czynny udział w elektryfikacji miasta, w tym także klasztoru oo. Reformatów w Bieczu, oświetlenia miejskiego, a później wielu domów prywatnych. Poza tym pomagał Rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa na Przedmieściu i ... szukał żony. 

Upatrzył sobie Marię Gębarowską, w tamtym czasie na posadzie służącej u pani Zielińskiej mieszkającej przy obecnej ulicy Tysiąclecia. Co spowodowało, że się pobrali? Jak to moja Babcia Marysia kiedyś powiedziała: "A tak chodził i chodził, to w końcu się zgodziłam." Nie brzmi to specjalnie romantycznie ani nie wygląda bajkowo, ale żyli ze sobą zgodnie przez ponad 50 lat.

Pobierali się w lipcu 1939 r., u progu wojny. Ojciec Tadeusza, Wojciech, przeznaczył dla najstarszego syna kawałek pola na dom i systematycznie kupował cegłę. Maria dostała z domu rodzinnego możliwe wsparcie i wyprawę w drewnie z poprzedniej posady na plebanii w Binarowej. Wydawało się, że młodym uda się dobrze wystartować. Tadeusz miał stabilną pracę w służbach miejskich, Maria mogła w końcu zacząć myśleć o prowadzeniu własnego małego gospodarstwa. 

Nikt nie myślał o wojnie

A jednak ona przyszła. 

Marysia wróciła do domu rodzinnego w Szerzynach, a Tadeusz został zmobilizowany. Jako rusznikarz miał stawić się nieco później, jednak kiedy dotarł wraz z innymi do komendy uzupełnień nie zastali ani macierzystego oddziału, ani wyposażenia. Z pojedynczymi elementami umundurowania - praktycznie tak jak stali - zostali wysłani na wschód w pogoń za oddziałem. Najprawdopodobniej dotarli w okolice Dynowa, kiedy okazało się, że ruszyła ofensywa sowiecka, a oddział, do którego zdążali został rozbity. Rozpoczęła się droga powrotna do domu, w którą wyruszyli rozproszeni w małych grupach. Nie wszystkim udało się wrócić. Tadeusz dotarł do domu rodzinnego, ale wkrótce został aresztowany przez Niemców, jako żołnierz kampanii wrześniowej i osadzony w areszcie w Jaśle. Szczęście go jednak nie opuszczało i po niedługim czasie został zwolniony. 

Na chwilę zapanował spokój, w 1940 r. urodził się ich syn, Jan. Kiedy wydawało się, że może jakoś uda się młodemu małżeństwu ułożyć życie w nowej rzeczywistości, zmarła mama Marii. Brat potrzebował wsparcia w prowadzeniu gospodarstwa i w opiece nad młodszym rodzeństwem oraz niedomagającym ojcem. Maria zdecydowała, że bezpieczniej będzie pozostać w Szerzynach, pomóc bratu, a Tadeusz, jak do tej pory, będzie do nich chodził. 



[archiwum rodzinne, Tadeusz Cetnarowicz z żoną Marią z Gębarowskich i synem Janem, rok. ok. 1948 r.]


Tadeusz pracował, Maria prowadziła dom brata. Czekali na lepszy czas, żeby zamieszkać razem, zacząć budowę własnego domu na Przedmieściu. Marysia marzyła o małym gospodarstwie, w końcu chciała być na swoim. 

Pracowała od ukończenia 12-tego roku życia, w służbie u innych spędziła łącznie 17 lat.


Donos

W 1942 r. nasilał się terror w Bieczu, w sierpniu gestapo zlikwidowało żydowskie getto. W czasie tej operacji zginęło co najmniej 180 osób. Pozostałych wywieziono do obozu w Bełżcu, gdzie ponieśli  śmierć męczeńską.

Nielicznym udało się ocalić życie, ale żeby przetrwać, musieli się ukrywać. 

Również w sierpniu 1942 r. na Przedmieściu Józef Pruchniewicz wraz z żoną Marią z Szarłowiczów podejmują decyzję o pomocy żydowskiej rodzinie Blumów. 

Józef Pruchniewicz i matka Tadeusza, Maria, byli rodzeństwem. Obie rodziny mieszkały "przez płot". Żyli ze sobą dobrze, pomagali sobie, Józef z Wojciechem udzielali się w stronnictwie ludowym, obaj byli furmanami. W czasie okupacji, wiedzieli, ale nie mówili, czekali, mieli nadzieję, że obu rodzinom się uda...

Historię o spalonym sianie na stacji kolejowej w Bieczu jesienią 1942 r. słyszało wielu. W różnych wariantach była pamiętana i opisywana. Czy była akcją zaplanowaną przez lokalne oddziały partyzantki, czy może przypadkowym zaprószeniem ognia - nie będę tutaj rozstrzygać. 

Faktem jest, że na skutek tego w Bieczu gestapo gorlickie przeprowadziło w nocy z 9 na 10 października 1942 r. aresztowania, w wyniku których do niewoli trafili:
  1. Władysław Salamon - kupiec,
  2. Stefan Wójcikiewicz - kupiec,
  3. Marian Śliwiński - urzędnik
  4. Roman Smoluchowski - urzędnik, 
  5. Edward Strzyżewski - urzędnik, 
  6. Edward Mosoń - kupiec, 
  7. Sylwester Litworowski - student, 
  8. Tadeusz Cetnarowicz - uczeń [msz: uczeń w zakładzie ślusarskim Hieronima Salamona, brata Władysława], 
  9. Jan Buczyński - kierownik sklepu, 
  10. Jan Wędrychowicz - rolnik, 
  11. Edward Augustyn - nauczyciel, 
  12. Józef Pasterski - urzędnik sądowy, 
  13. Augustyn Pasterski - malarz, 
  14. Henryk Bednarski - urzędnik kolejowy,
  15. Feliks Zaczyński - nauczyciel,
  16. Stanisław Mikosz - praktykant krawiecki,
  17. Józef Szałajko - pracownik umysłowy

Adam Salamon (notariusz) miał być 18-tą aresztowaną osobą, jednak podczas próby ucieczki został zastrzelony. Historię tę opisał Grzegorz Augustowski w swoim artykule pt. "Przerwane młode życie" . 

Z relacji Władysława Salamona [źródło: IPN Kr 3/43] - fragmenty:

"(...) Po dwóch dniach przewieziono nas do Gorlic i tam zamknięto mnie razem ze Smoluchowskim Romanem, Mosoniem i Szałajką w piwniczce, w ciemnej stęchłej a tak małej, że można w niej było siedzieć jedynie na czworakach. W czasie przesłuchiwań mnie, byłem katowany przez Ottona Fridricha tak dalece, że po godzinnem przesłuchaniu posiwiałem. Fridrich bowiem bił mię bez powodu, gdy tylko zaprzeczyłem jakiejś okoliczności, bykowcem skórzanym po całym ciele po uprzednim nakazaniu mi zdjęcia marynarki. (...) W podobny sposób został pobity przy przesłuchiwaniu przez Fridricha
Wójcikiewicz Stefan, Buczyński Jan i Bednarski Henryk a może i także inni. (...)"


Tadeusz nigdy dokładnie nie opowiedział, co go spotkało w czasie pobytu w areszcie w Gorlicach. Przetrzymywani byli w tzw. "Buciarni", w której kilka tygodni wcześniej przebywali Żydzi gorliccy w czasie likwidacji getta i gdzie wielu z nich zostało rozstrzelanych. 

Więźniowie z Biecza na przesłuchania byli najprawdopodobniej przewożeni do siedziby gorlickiego gestapo, tj. do tzw. „Szklarczykówki”, na rogu ul. Legionów i Krasińskiego.

W tym czasie matka Tadeusza próbowała go wydostać, przekupując strażników. Tadeuszowi udało się uciec, ale wolnością cieszył się zaledwie dzień czy dwa. Musiał wrócić, bo współwięźniom i rodzinie groziła śmierć. 

Po zakończeniu przesłuchań Bieczanie więzieni byli jeszcze do 30 listopada 1942 r.  W dzień zwolnienia zostali zapakowani do samochodu, który zwykle wywoził więźniów na rozstrzelanie. 

Samochód krążył po okolicy, w środku panowała groza. Wszyscy żegnali się ze sobą i z życiem ... 

Kiedy się w końcu zatrzymali, odsłoniła się plandeka i strażnik przepędził ich do domu. 

Było zimno, wkrótce zaczął padać śnieg.

Dlaczego Tadeusz był wśród aresztowanych? Dlaczego, skoro w czasie pożaru nawet nie było go w Bieczu, bo był u żony i syna w Szerzynach? 

Zachowane wspomnienie rodzinne mówi, że aresztowano go na skutek donosu. 

Z relacji Władysława Salamona [źródło: IPN Kr 3/43]:

"(...) Po przeprowadzeniu dochodzeń i wykryciu naszej niewinności zostaliśmy wszyscy zwolnieni w dniu 30 listopada 1942 r. Kto spowodował nasze aresztowanie tego nie wiem. Słyszałem jedynie prawdopodobnie od Józefa Pasterskiego, że aresztowanie nas wszystkich nastąpiło wskutek skierowania podejrzeń na organizacje przez ówczesnego naczelnika stacji kolejowej Biecz (...)"


Józef Pruchniewicz z żoną Marią przez kolejny rok mieli pod swoją opieką rodzinę żydowską Blumów. 

Kolejny donos uderzył w nich. Józef zginął w marcu 1944 r., być może w lesie warzyckim ... 


Dlaczego?


Dlaczego jedni mimo strachu pomagali, inni ze strachu o siebie donosili na innych?

Komentarze

Popularne posty