Jak zgubić podporucznika w Bieczu
Biecz w czasie wielkiej wojny niespodziewanie dla mieszkańców znalazł się na linii przemarszu wojsk, a potem pod okupacją rosyjską ostatecznie zakończoną w wyniku ofensywy gorlickiej. Pamiątką tej operacji są cmentarze wojenne, których w samym mieście jest pięć. Spoczywa na nich łącznie 748 żołnierzy armii austro-węgierskiej (369), niemieckiej (18) i rosyjskiej (361). Jak podają listy pochowanych zdeponowane w Archiwum Narodowym w Krakowie (dalej ANK), 9 żołnierzy austro-węgierskich zmarło jeszcze przed ofensywą gorlicką, niektórzy w 1914 r., inni wczesną wiosną 1915 r.
Być może wśród pochówków wojennych pozostają także niezidentyfikowanie żołnierze armii austro-węgierskiej, którzy zmarli z ran i chorób na długo przed operacją gorlicko-tarnowską. A może wcale nie zostali ekshumowani i spoczywają wciąż w miejscu pierwotnego pochówku?
Kim byli, czy można odtworzyć ich nazwiska i jak to możliwe, że zgubił się podporucznik?
Epidemia
Już jesienią 1914 r. zaczęły się szerzyć choroby zakaźne, przede wszystkim ospa, cholera i szkarlatyna. Okolica była przepełniona ludźmi i zwierzętami, drogami wciąż płynął strumień maszerujących wojsk, taborów, uchodźców. Na poboczach leżały rozkładające się końskie zwłoki o czym pisał ks. A. Czubek:
"(...) Dniem i nocą ciągnęły się te wozy, ciągnione przez wychudłe konie, które wcale gęsto padały ze zmęczenia. To były pierwsze trupy wojenne, które użyźniły ziemię biecką, bo kilka lub kilkanaście walało się ich po ziemi z każdej strony Biecza. (...)"
Nie tylko jednak konie były ofiarami rozpoczynającej się wojny. W Bieczu bardzo szybko pojawili się też ranni. Gwardian klasztoru w Bieczu o. Witalis Kapuśnik po raz pierwszy informował o przyjętych rannych żołnierzach pod datą 14.09.1914 r., jako że pomieszczenia klasztorne były przeznaczone na szpital przejściowy. W klasztorze umieszczono pięciu:
“(...) Dostaliśmy do klasztoru 5 żołnierzy. Wachmistrz od II pułku ułanów – słaby, Zugsführer – kontuzjowany odłamkami szrapnela w oko, Kapral z pułku bośniackiego - już ze sklęsłą głową, Freieter ranny w prawy policzek od karabinowej kuli i […], który nie włada lewą ręką, gdyż kula przeszła mu przez szyję, na prawym ramieniu, raniła płuca i wyszła nad prawym biodrem, wszyscy z wyjątkiem bośniaka mówią po czesku i morawsku. (...)”
Pierwszych trzech, tj. wachmistrz, zugsführer i kapral, odeszło już 17.09.1914 r. Gwardian nie zapisał żadnej informacji o losach pozostałych dwóch, być może w kolejnych dniach zostali zabrani przez przemieszczające się wojsko, ale równie dobrze mogli umrzeć z poniesionych ran i na zawsze pozostać w Bieczu na cmentarzyku klasztornym jako bezimienni zmarli.
Kancelaria parafialna była w tym wypadku jednak bardziej skrupulatna. Ks. Adam Czubek pozostał na miejscu przez cały ten trudny czas, prowadząc dokumentację metrykalną.
Według tych zapisów pierwszą osobą związaną ze służbą w armii, która została pochowana na terenie parafii bieckiej, był główny woźnica György Pado.
Wg. parafialnej księgi zgonów zmarł z powodu cholery w dniu 07.09.1914 r., w wieku 70 lat. Sądzę, że te 70 lat było jednak grubą przesadą i najprawdopodobniej wynikało z oszacowania wieku na podstawie wyglądu zmarłego. Ksiądz odnotował również informację o miejscu przynależności, które można odczytać jako: Palin, Solymos, Ung Megye, Węgry, miejscowość odległa od Biecza o ok. 160 km, obecnie na terenie Słowacji.
Drugą osobą był Leopold Brunner, który, wg księgi metrykalnej zgonów, miał 30 lat, pochodził z Tulln i również zmarł z powodu cholery w dniu 26.09.1914 r., został pochowany kolejnego dnia. Lista strat podaje jednak, że zmarł z powodu odniesionych ran postrzałowych. Jak było naprawdę - trudno dzisiaj powiedzieć - data śmierci wskazuje, że mógł być ranny w czasie naporu Rosjan na zachód, po przegranej Austro-Węgier pod Lwowem i Przemyślem, a ogólne osłabienie i warunki sanitarne mogły doprowadzić także do zakażenia cholerą.
Informacje z list strat mówią w przypadku obydwu żołnierzy o Vereinsspital w Bieczu, jednak nie jest możliwe wskazanie z całą pewnością, gdzie się znajdował. Czy mieścił się w budynku dzisiejszej szkoły podstawowej nr 2, czy w klasztorze lub innym miejscu. Taka informacja mogłaby dać wskazówkę, gdzie znajdowało się miejsce ich pierwotnego pochówku a następnie pomóc w identyfikacji obecnego miejsca spoczynku.
Nie wiadomo również, czy Leopold Brunner był przywieziony bezpośrednio z pola walki, czy też pozostawiony ze względu na stan zdrowia przez któryś z transportów kołowych lub kolejowych. Nie ma również możliwości, aby określić, jak długo obydwaj przebywali w Bieczu przed śmiercią oraz do jakich jednostek wojskowych należeli.
W październiku 1914 r. zmarł w Bieczu Emil Lustig, IR 36, żołnierz wyznania mojżeszowego, ur. w 1880 r. Pochodził z Czech, z miejscowości Bečváry, powiat Kolin. Co do dokładnej daty dziennej są rozbieżności pomiędzy danymi zachowanymi w zbiorze dokumentów dotyczących tego cmentarza a danymi z księgi metrykalnej pułku. Wydaje się, że Emil od początku był pochowany w miejscu, gdzie spoczywa po dziś dzień - na cmentarzu żydowskim w Bieczu, w wydzielonej dla żołnierzy kwaterze - cmentarz wojenny nr 107.
Nie jest znana bezpośrednia przyczyna zgonu Emila Lustiga, z zapisów wynika, że nie było to w wyniku walk, a raczej w związku z jakąś chorobą bądź wypadkiem.
[źródło]Początkiem października 1914 r. do Biecza przybyli “Tyrolczycy” z oddziału Arbeiter Abteilung, którzy naprawiali drogi i mosty. Maria Kromkayowa notuje:
"(...) Kto idzie naprawia drogi. Razem z wojskiem Tyrolczycy stoją w Bieczu kwaterą, zajmują się poprawą gościńca. (...)"
Gwardian Witalis Kapuśnik napisał bardziej dokładnie, zwłaszcza, że są to jego ostatnie osobiste obserwacje poczynione przed wyjazdem z Biecza:
"(...) Dnia 6 października zamieszkał w Klasztorze oddział tyrolczyków – Arbeiter Abteilung naprawiający drogi i mosty. Ci mieszkali najdłużej bo do 11 listopada. Ludzie ci budowali nas swoją pobożnością, ułożeniem i grzecznością.
Odchodząc, Nadporucznik oddziału radził znowu, ale szczerze, aby rzeczy sobie w klasztorze uporządkowywać, pochować, zostawili dwóch albo trzech sami zawczasu wyjechali. Miasto znowu opustoszało, mało kto pozostał. (...)"
Rzeczywiście zakonnicy wyjechali zgodnie z sugestią władz wojskowych, klasztor opuścił także gwardian Kapuśnik,. Na miejscu pozostał o. Rajmund oraz brat Arnold, "mówiący w kilku językami bardzo był w takich czasach potrzebny", i jak się później okaże, dołączył do nich, powracający z Szymbarku, brat Andrzej Pyzner.
Tyrolczycy wraz z miejscową ludnością pracowali w okolicy przez około miesiąc, opuszczając Biecz przed 11.11.1914 r., na chwilę przed wkroczeniem armii rosyjskiej.
Jeden z nich nie wyjechał.
Pius Granruaz wg wpisu w księdze parafialnej zmarł 12.11.1914 r. i został pochowany na drugi dzień, tj. 13.11.1914 r. Nie jest znana przyczyna śmierci, jednak mając na uwadze, że Tyrolczycy przebywali w Bieczu przez około miesiąc oraz że mieli kontakt z mieszkańcami, mogła to być któraś z chorób zakaźnych, szerzących się wśród miejscowej ludności.
Ksiądz podał dokładne dane o przynależności pułkowej, pochodzeniu i wieku. Pius urodził się w 1882 r. i przynależał do miejscowości Abtei, powiat Bruneck w Tyrolu - obecnie Włochy.
Wpis na jego temat znalazłam w ewidencji zgonów Tiroler Kaiserjäger Regiment Nr 3 - jako wykreślony z powodu zmiany przynależności - właściwą jednostką był pułk Tiroler Kaiserjäger Regiment Nr 4.
Wg wypisu przesłanego przez Parafię Bożego Ciała w Bieczu do parafii wojskowej, Pius został pochowany na miejscowym cmentarzu.
W pozostałych dwóch przypadkach (G. Pado i L. Brunner) nie jest znane miejsce pochówku, można jedynie przypuszczać, że mógł to być cmentarz lokalny lub klasztorny.
Grudniowe przesilenie
Kolejni żołnierze armii austro-węgierskiej, którzy zostali pochowani w Bieczu to ofiary przesuwania się frontu w połowie grudnia 1914 r. W Bieczu na cmentarzu lokalnym pochowano siedmiu żołnierzy, w tym pięciu z Feldjägerbataillon nr 9, jednego z Feldjägerbataillon nr 8 i jednego o nieznanym imieniu i nazwisku oraz niewiadomej przynależności pułkowej. Początkowo wszyscy byli pochowani w mogiłach położonych obok siebie i kolejno ponumerowanych.
Byli to:
Johann Lindschinger, FJB 9, ur. w 1887 r., pochodził z miejscowości Krakauhintermühlen, Murau, Styria;
Anton Moderjan, FJB 8, ur. w 1887 r., pochodził z miejscowości Preserje (niem. Presser), obecnie Słowenia;
Otto Großschädl, FJB 9, ur. w 1889 r., pochodził z okolic Grazu, Styria;
Franz Fladenhofer, FJB 9, ur. w 1893 r., pochodził z Mürzsteg, Bruck-Mürzzuschlag, Styria;
Martin Fuchs, FJB 9, brak innych danych;
[źródło]Franz Czolter, FJB 9, brak innych danych, prawdopodobnie nazwisko zostało zniekształcone;
oraz nieznany żołnierz.
W związku z budową cmentarzy wojennych w Bieczu poległych ekshumowano i pochowano ponownie na Harcie na cmentarzu nr 105, w grupie mogił zlokalizowanych obok siebie - razem, tak jak spoczywali początkowo.
Sytuacja w grudniu 1914 r. była bardzo niespokojna, w okolicy trwały walki, ranni byli dowożeniu do Biecza do szpitali zlokalizowanych w obu szkołach i w klasztorze. Niestety nie udawało się uratować życia wszystkim poszkodowanym. W okresie 20-26.12.1914 r. zmarły z ran w bieckich szpitalach kolejne osoby:
Alois Stangel, Ldst. Marsch.Bat 8 (lub 11), ur. w 1874 r., pochodził z miejscowości Weinburg w Styrii;
[źródło]Alois został pochowany na cmentarzu lokalnym obok żołnierzy poległych 16.12.1914 i razem z nimi przeniesiony na cmentarz nr 105 na Hartę. Jego mogiła obecnie znajduje się w grupie tych samych pochówków na cmentarzu nr 105 - tak jak razem spoczywali na cmentarzu miejskim.
Hubert Rud, IR 7, ur. w 1883 r., pochodził z miejscowości Eisentratten w Karyntii;
[źródło]Franz Sumnik, FJB 8, ur. w 1884 r., pochodził z miejscowości Schwarzenbach w powiecie Völkermarkt, Karyntia;
Julius Stimpel, LIR 26, ur. w 1890 r., pochodził z miejscowości Náměšť na Hané (niem. Namiescht), powiat Ołomuniec, obecnie Czechy;
[źródło]oraz szeregowiec Josef Kropacek, IR 27, którego data śmierci nie jest znana, ale który również spoczywał przy kościele farnym. Nie udało mi się bliżej zidentyfikować kim był, zakładam jednak, że zginął w podobnym czasie jak pozostali - jednostki do których należeli walczyły w tym czasie w okolicy Biecza, ustępując pod naporem armii rosyjskiej idącej na zachód, ostatecznie pod Gorlice.
Wszystkich czterech pochowano początkowo w pobliżu kościoła farnego, a nie na cmentarzu lokalnym jak sugeruje notatka na liście strat. Gdzie dokładnie w pobliżu kościoła spoczywali - tego już raczej się nie dowiemy. Mogiły znajdowały się zarówno na dziedzińcu od strony południowej przy ogrodzeniu z figurami świętych, jak również na wzgórzu, gdzie obecnie zlokalizowany jest cmentarz nr 106.
Ostatecznie spoczęli oni na cmentarzu nr 106 - przy Farze. Josef Kropacek w mogile nr 66, Hubert Rud w mogile nr 68, a Franz Sumnik w mogile nr 71. Co ważne chorąży Juliusz Stimpel został uhonorowany miejscem dla żołnierzy wyższych stopniem i spoczywa obecnie w mogile nr 62, m.in. obok Waltera Peschke, którego historię opisywał Darek z Było-Minęło-Jest.
Saper myli się tylko raz
Dwa tygodnie pobytu armii własnej na terenie parafii Biecz było dla wszystkich jedynie częściowo momentem wytchnienia. Przerażeni terrorem okupanta rosyjskiego mieszkańcy musieli się teraz mierzyć z rabunkową postawą armii własnej, która zmęczona i wygłodniała zmuszała ich do oddawania uszczuplonych już zapasów pożywienia dla ludzi i paszy dla zwierząt.
Jednocześnie wciąż niestabilna sytuacja na froncie galicyjskim wymuszała kolejne działania w terenie: budowanie umocnień, okopów, rozminowywania instalacji rosyjskich i tworzenia własnych zabezpieczeń.
Właśnie w czasie takich prac w Strzeszynie zginął Michał Kardasz, rezerwowy kapral, żołnierz Batalionu Saperów nr 3. W chwili śmierci był żonaty, miał 27 lat, w cywilu był stolarzem. Pochodził z miejscowości Bertniki, dawniej Buczacz obecnie w obwodzie tarnopolskim w Ukrainie.
Metryka zgonu podaje, że zginął podczas prac instalacyjnych. Czy były to prace typowo minerskie, czy może jakieś inne - tego już się nie dowiemy.
Michał był wyznania greko-katolickiego i początkowo spoczął w Strzeszynie na polu Anny Gazdy. Następnie w związku z budową cmentarzy wojennych został przeniesiony na cmentarz na Harcie, do mogiły nr 16. Jest to grób trzyosobowy, zachowany do dzisiaj, w którym razem z nim spoczywają żołnierze IR 56 zmarli z ran w maju 1915 r.
Czy zdjęcie powyżej przedstawia także jego pierwotną mogiłę w Strzeszynie - nie wiadomo.
Česká družina [*]
Zasadniczo nie piszę o żołnierzach armii rosyjskiej, głównie z powodu dostępności wiarygodnych danych osobowych o poległych i pochowanych w Bieczu. Tutaj jednak zrobię jeden wyjątek. Wyjątkowy wyjątek.
W strukturach armii rosyjskiej walczyła nietypowa jednostka. Był to batalion utworzony z ochotników czeskich i słowackich, którzy w momencie wybuchu wielkiej wojny żyli i pracowali na terenie Rosji carskiej. W imię idei wspólnej walki Słowian przeciwko Germanom zawiązano tzw. Czeską Drużynę, którą formowano w Kijowie. Po krótkim przeszkoleniu została ona wysłana na front do Galicji, pod Kraków, a następnie w okolice Tarnowa, a stamtąd dalej już w podziale na poszczególne roty.
W strukturach armii rosyjskiej walczyła nietypowa jednostka. Był to batalion utworzony z ochotników czeskich i słowackich, którzy w momencie wybuchu wielkiej wojny żyli i pracowali na terenie Rosji carskiej. W imię idei wspólnej walki Słowian przeciwko Germanom zawiązano tzw. Czeską Drużynę, którą formowano w Kijowie. Po krótkim przeszkoleniu została ona wysłana na front do Galicji, pod Kraków, a następnie w okolice Tarnowa, a stamtąd dalej już w podziale na poszczególne roty.
[źródło]Czescy wywiadowcy w armii rosyjskiej mieli bardzo dobrą opinię ze względu na łatwość posługiwania się austro-węgierskimi mapami, orientację w terenie i znajomość języków.
"(...) Członkowie oddziałów mieli ogromną przewagę podczas przesłuchiwania jeńców dzięki znajomości języków i realiów wszystkich narodów, z których składała się armia przeciwnika. Potrafili szybko przeglądać skonfiskowane jeńcom czasopisma, listy i notatniki, nawet te sporządzone stenograficznie, z których wybierali najważniejsze informacje i szybko przekazywali ich treść do odpowiednich służb. Osoby znające języki były poszukiwane przez rosyjskie sztaby nie tylko III Armii, ale całego frontu południowo-zachodniego, a powierzano im bardzo ważne zadania w oddziałach wywiadowczych. (...)" [źródło]
Jaki splot wydarzeń doprowadził do tego, że czeski ochotnik poległ na tyle blisko Biecza, że został tutaj pochowany?
Petr (Peter) Teplik, urodzony w 1893 r., student z Kijowa, ochotnik jednoroczny, wstąpił do Drużyny Czeskiej we wrześniu 1914 r. w Kijowie. [źródło]
Przynależał do 4. roty, która w grudniu 1914 r. została wyznaczona do "tajnej misji", podczas której został ciężko ranny. Tak wyglądała ona w dziennikach legionisty Karla Holý:
"(...) Przed świętami Bożego Narodzenia otrzymaliśmy rozkaz wyruszenia w Wigilię 1914 roku na zwiad. Uzgodniliśmy, że przeprowadzimy atak (w szyku rozproszonym – przyp.) na posterunek (stanowisko – przyp.) armii austriackiej i że zdobędziemy żywego jeńca. Mieliśmy udekorowaną choinkę, obwieszoną prezentami, które otrzymaliśmy od rosyjskich rodaków. Mieliśmy wspólnie świętować Wigilię na froncie, gdy tylko przyprowadzimy jeńca. Niestety, byliśmy bardzo rozczarowani.
Wieczorem dotarliśmy na wyznaczone miejsce, gdzie zadaniem brata Hruza i brata Teplíka, jednorocznego z rosyjskich Czechów z Kijowa, odważnego młodego studenta, było przeprowadzenie akcji (próbował schwytać wrogą straż – przyp. red.), co jednak się nie powiodło. Został trafiony podstępną kulą wroga, ciężko ranny i zmarł na miejscu swojej akcji.
Noc była dość jasna, a nasza grupa osłaniała ich akcję. Brata Hruza uratowaliśmy dzięki wytrwałym wysiłkom. Zamiast radować się i wspominać naszych bliskich, tak daleko od domów, z pochylonymi głowami udaliśmy się do naszej kryjówki.
Nie potraficie sobie wyobrazić, jak nasz ukochany brat Teplík wołał w rosyjskim dialekcie:
„Bracia, ratujcie mnie!”.
Dotarliśmy do naszej kryjówki, każdy wziął swój prezent spod choinki, a łzy spływały nam po twarzach. Ze smutkiem każdy wziął swój prezent, położył się, przykrył się płaszczem i z trudem zasypiał. (...)”
[opis do zdjęcia: drużyna zwiadu 3. roty]
Wspomnienia towarzysza z drużyny prawdopodobnie nie oddają wiernie wszystkich wypadków, skoro Petra Teplika jednak ewakuowano z miejsca misji i dowieziono do Biecza, gdzie zmarł ok. 13 grudnia 1914 r.
[źródło]Początkowo był pochowany w mogile "obok kościoła farnego", a następnie ekshumowany na cmentarz nr 106 przy farze do mogiły nr 27.
[*] inspiracją były artykuły o Drużynie Czeskiej opublikowane na forum AW.
Przedwiośnie 1915
Słabnąca armia austro-węgierska po chwilowym sukcesie i przejęciu Biecza na ok. 10 dni, musiała się wycofać na zachód, aż za Gorlice. Od Świąt Bożego Narodzenia 1914 r. aż do pierwszych dni maja 1915 r. Biecz znajdował się na zapleczu frontu, obsługując pod względem logistycznym i medycznym jego fragment. W okresach nasilonych walk rannych zwożono nieustannie, tych najciężej zaopatrywano na miejscu, innych transportowano dalej na wschód, w kierunku Jasła.
Ludność cywilna ginęła nie tylko od przypadkowego ostrzału. Przemoc okupanta rosyjskiego przybierała także formę bezpośrednią, także wobec ludności żydowskiej. Jak pisze Krzysztof Przybyłowicz, badacz historii Żydów bieckich:
"(...) Działania wojenne przyniosły śmiertelne ofiary wśród ludności cywilnej, również tej żydowskiej. M. in. 29 marca 1915 od eksplozji bomby rosyjskiej, zginęli Scheindla z Schlüsselbergów Sturm wraz z synami: Israelem Mendlem i Józefem. Rzeźnik Jakub Weiss zmarł w wyniku pobicia przez żołnierzy rosyjskich.
Część Żydów zabrana została przez Rosjan jako zakładnicy i zesłana na Syberię (taki los spotkał m. in. Leiba Jehudę Götza, który powrócił do Biecza dopiero w latach 20.). (...)" [źródło]
Na początku marca 1915 r. w wyniku działań wojennych zmarło także troje mieszkańców Dominikowic i Kobylanki. Ksiądz Adam Czubek odnotował, że zmarli od szrapnela. Trudno powiedzieć, czy wybuch nastąpił gdzieś na terenie miasta, czy może byli to ranni przywiezieni z okolicy Gorlic. Kroniki bieckie notują także, że w czasie samej ofensywy gorlickiej w maju 1915 r. zabito na Przedmieściu Dolnym w Bieczu trzy osoby. Czy kronikarz się pomylił i były to te same, które zapisał w księdze zgonów ksiądz kancelista w marcu 1915 r.?
Jak było, dzisiaj nie ustalimy. Najprawdopodobniej osoby te pochowano w Bieczu: Marianna Serwa, 16 lat (z Kobylanki), Jan Duda z 17-letnim synem Wojciechem Dudą (z Dominikowic).
Jeden z mieszkańców - zachowując anonimowość - przesłał swoją relację do gazety Nowa Reforma, która ukazała się drukiem w marcu 1915 r.
"Biecz nawiedzony inwazyą rosyjską. Od jednego z poważnych obywateli, który dopiero z początkiem drugiej inwazyi rosyjskiej z Biecza wyjechał, otrzymujemy następujące informacye:
Wojsko regularne naogół zachowywało jeszcze znośnie, wybryków i rabunków dopuszczali się przedewszystkiem tak zwani treniarze i wlokący się za wojskiem maruderzy. Ci rabowali, co pod rękę wpadło. Zdarzyło się także kilka morderstw w okolicy.
I tak w Korczynie, wiosce, należącej do parafii bieckiej, pewien podoficer rosyjski zamordował wieśniaka, który stanął w obronie swej siostry. Następnego jednak dnia przyszedł morderca do chaty zamordowanego i przepraszał nieszczęśliwą wdowę, że to uczynił w opilstwie i dał na pogrzeb kilkadziesiąt rubli.”
źródło: Nowa Reforma, 1915, nr 140, 18.03.1915 r.
Nie znalazłam bezpośredniego śladu takiego wydarzenia w księgach zgonów Korczyny, Przedmieścia i Strzeszyna. Czy opisywane zdarzenie miało naprawdę miejsce, czy było ubarwieniem przesłanego do gazety listu? Kto wie?
Jak zgubić podporucznika?
Szczególne nasilenie walk miało miejsce w okresie od lutego do marca 1915 w czasie tzw. ofensywy karpackiej państw centralnych. Wtedy w Bieczu oprócz żołnierzy armii rosyjskiej leczonych w lokalnych lazaretach, pojawili się ranni żołnierze austro-węgierscy.
W tym czasie - ok. 20.03.1915 r. zmarło w Bieczu dwóch żołnierzy austro-węgierskich rannych na styku linii gdzieś pod Gorlicami (dane za transkrypcją dokonaną przez księdza kancelistę):
Erych Szyposzwerenc, leutnant
Karl Bentz, 21 lat
Kim natomiast był Karl Bentz - tego pewnie też już się nigdy nie dowiemy. Jedyny drobny ślad na listach strat dotyczy żołnierza z IR 36, który był ranny jesienią 1914 r. Ale czy to była ta sama osoba?
[źródło]Faktycznie IR 36 (36 Pułk Piechoty) przebywał na froncie pod Gorlicami, a jego żołnierze licznie spoczywają np. na cmentarzach 79 i 80 w Sękowej.
Zgubieni w czasie
Spośród żołnierzy pochowanych w Bieczu przed ofensywą gorlicką na grobach zachowały się jedynie dane tych, którzy zmarli w grudniu 1914 r. Czym było to spowodowane? Czy może o odpowiednie oznakowanie mogił zadbała austro-węgierska administracja wojskowa przebywająca w tym czasie w mieście?
Dlaczego dane pozostałych pięciu żołnierzy nie przetrwały na tyle, aby budowniczowie cmentarzy wojennych mogli je umieścić na ich mogiłach? Czy może lokalna społeczność nie zadbała o wypisanie tabliczek nagrobnych? Czy przyczyną było zmęczenie wojną, strach, brak środków?
07.09.1914 Greorg Pado
26.09.1914 Leopold Brunner
12.11.1914 Pius Granruaz
21.03.1915 Erych Szyposzwerenc/Erich Sipos Ferenc?
22.03.1915 Karol Bentz
Pytanie, czy te pięć mogił w ogóle zostało przeniesione na kwatery wojenne pozostaje właściwie bez odpowiedzi. Oczywiście można wytypować kilka mogił, które teoretycznie mogłyby być miejscem spoczynku zapomnianych ofiar wielkiej wojny, ale czy rzeczywiście są? Takiej odpowiedzi nikt już dzisiaj nie udzieli.
Na cmentarzu nr 108 przy klasztorze interesująco pod tym względem "wygląda" mogiła nr 3, w której spoczywa dwóch nieznanych żołnierzy armii austro-węgierskiej - czy jednym z nich jest Pius Granruaz, Tyrolczyk ze stacjonującego w klasztorze oddziału robotniczego, a może zmarli we wrześniu 1914 r. Greorg Pado, woźnica i Leopold Brunner, szeregowiec?
Przy farze na cmentarzu nr 106 w grupie mogił z grudnia 1914 r. znajduje się jedna, o numerze 69, w której pochowano nieznanego żołnierza przeniesionego tutaj z cmentarza miejskiego. Czy może spoczywa w niej któryś z zapomnianych pięciu żołnierzy?
I gdzie spoczywa nasz podporucznik o nieznanym imieniu i nazwisku, pomimo że ksiądz zapisał aż trzy wyrazy... ERICH SIPOS FERENC

.jpeg)










.jpg)

Komentarze
Prześlij komentarz