Powstanie bez pamięci


Biecz, malowała: Barbara Rudzińska, artystka z Biecza



Powstanie styczniowe, z czym Wam się kojarzy? Bo mówiąc szczerze mnie tylko z tym, że wybuchło, zapłonęło, wypaliło się i zgasło. No i że odbyło się gdzieś tam, w Królestwie Polskim. 

Brzmi jak mało interesująca lekcja historii, prawda? 

W głowie miałam jeszcze dwie dodatkowe informacje: że powstańcem styczniowym był Wilhelm Fusek, nestor rodziny Fusków w Bieczu oraz że jego syn, Witold Fusek spisał kilka nazwisk uczestników powstania styczniowego w swojej książce o Bieczu. 


Powstanie bez pamięci

Jedyny znany szerzej w Bieczu człowiek, który uczestniczył w powstaniu styczniowym to Wilhelm Fusek. Jego biografię przybliżył Grzegorz Augustowski w artykule “Pierwszy z rodu Fusków”. Wilhelm Fusek w wyniku zmian życiowych wybrał Biecz i tu się osiedlił. Nie było to związane w żaden sposób z powstaniem, a zwyczajną koleją rzeczy młodego człowieka, który założył rodzinę i szukał dogodnego miejsca do osiedlenia się.


[źródło]


Jego syn, Witold Fusek zbierał i notował różne wiadomości, plotki, wspomnienia i spisywał je w rodzaj “sztambucha”. Charakter tych zapisków powoduje, że ich analiza to jak szukanie igły w stogu siana. Bardzo trudno jest zidentyfikować prawdę wśród narosłych legend.

W dalszym ciągu nie było to na tyle zachęcające, aby szukać dalej, a ja skupiłam się na innych zagadnieniach.

Do czasu, gdy pewnego wieczoru otrzymałam garść informacji o chłopakach związanych z Bieczem lub tutaj urodzonych, którzy postanowili iść bić Moskali, gdzieś tam za Wisłą. 

Dlaczego podjęli taką decyzję? Czy pod wpływem agitacji niepodległościowo - patriotycznej? A może chcieli przeżyć prawdziwą przygodę i marzyły im się zdobycze na Moskalach? Dzisiaj się już tego nie dowiemy.

W miejsce tego można przywołać ich imiona i nazwiska, przypomnieć o przeszłości naszych przodków. I zastanowić, dlaczego w Bieczu nigdy nie powstał pomnik czy tablica poświęcona odważnym mężczyznom, którzy wbrew obowiązującemu prawu poszli do powstania.


Na początku o źródłach

Źródła są tutaj kluczową sprawą i koniecznie trzeba pamiętać o ich krytycznej analizie. W artykule będę powoływać się na następujące pozycje, które podaję w kolejności nieprzypadkowej:


Magdalena Micińska

“Galicjanie. Zesłańcy po Powstaniu Styczniowym”, wyd. 2004

Autorka opracowała słownik biograficzny zesłańców syberyjskich z obszaru Monarchii Habsburskiej, obejmujący blisko 2000 haseł. Powstał na bazie analizy dokumentów źródłowych z archiwów polskich i rosyjskich, co jest szczególnie ważne, ponieważ są to źródła pierwotne.


Stanisław Motyka

Wczoraj i dziś powiatu gorlickiego w: “Nad Rzeką Ropą, t. 1”, wyd. 1962

S. Motyka w ramach artykułu opracował podrozdział pt. “Ruchy narodowo - wyzwoleńcze i problem walki klasowej”, w którym przywoływał udział lokalnej społeczności m.in. w powstaniu listopadowym, rabacji galicyjskiej, jak również w powstaniu styczniowym. W tym ostatnim wypadku oparł na relacji Andrzeja Kujawskiego uczestnika powstania z Gorlic (o nim niżej), jednak nie podał, gdzie te wspomnienia zostały utrwalone. Z innych źródeł - m.in. podaje to Anna Tryszczyło Mróz w swojej książce o historii rodziny Ołpińskich i Szczepańskich - wynika, że weteran powstania z Gorlic, spisał swoją relację, którą zdeponowano w Muzeum Regionalnym PTTK w Gorlicach.


Karol Zaykowski

Pamiętnik z Powstania Styczniowego roku 1863 spisany przez Karola Zaykowskiego prawdopodobnie na przełomie lat 70 i 80 XIX w. 

Autor był dziedzicem Czermnej, wojskowym, specjalizował się w militarnych pracach inżynierskich - wtedy zwanych saperskimi. 

[źródło]


Brał udział w Powstaniu Styczniowym, za co w Galicji miał zasądzoną karę więzienia. Po powrocie do domu rodzinnego zajął się pracą zawodową, działalnością publiczną i życiem rodzinnym. M. in. był agitatorem i budowniczym linii kolejowej Jasło - Stróże w jej aktualnym przebiegu. [źródło]


Genealogia Okiem, dział “Powstanie Styczniowe”

[link]

Jest to baza danych tworzona przez użytkowników, którzy dopisują do niej nazwiska uczestników powstania napotkane w trakcie kwerendy w różnych źródłach. UWAGA: Wpisy mogą się powtarzać, mogą zawierać dane niepełne lub niezgodne z prawdą. 


Witold Fusek

“Biecz i dawna ziemia biecka na tle swych legend, bajek, przesądów i zwyczajów”, wyd. 1939

Witold Fusek zebrał i spisał historię mówioną, przekazywaną sobie przez lokalną społeczność w czasach, kiedy żył i działał w Bieczu (1885 - 1941). Autor miał okazję rozmawiać z najstarszymi ówcześnie żyjącymi mieszkańcami, którzy przekazywali mu wszelkiego rodzaju opowieści jeszcze z zamierzchłych czasów. Informacje te zostały podane przez autora bez ich weryfikacji, stąd też i tytuł tej książki przywołujący “legendy, bajki, przesądy i zwyczaje”. [źródło]


Pozostałe źródła

prasa galicyjska, metryki kościelne urodzeń, ślubów i zgonów, prasa współczesna, wikipedia, strony internetowe


Poszukiwania

Ponownie zacznę cytatem z książki W. Fuska, która była dla mnie początkiem tej przygody. 


“(...) Do powstania w 63 r. poszli bracia z klasztoru a z miasta Stefan Niziński, Stefan Wilczkiewicz, a sam znałem powstańców Franciszka Szczepańskiego, który w jasnej czamarze chadzał i Piusa Lignara stolarza, który pokazywał mi ramię szaszkami poranione. Obaj powrócili ze Sybiru. (...)

Neumanoszczyki wraz z Emilem Rylskim poszli w 63 r. do powstania i nie wrócili. Ktoś opowiadał, jak to stara Rylska ekspediowała syna wykładając mu podszewkę kamizeli dukatami. (...)”


Wielki zryw narodowy, patriotyczny, a tu … cztery zdania. I to jakie!

Jak już się przekonałam wypowiedź W. Fuska na temat osób walczących w legionach polskich w czasie wielkiej wojny nie jest do końca prawdziwa. Po szczegóły odsyłam do moich dwóch artykułów na ten temat.

[Zastępy Bieckie] [Bieczanie na Wielkiej Wojnie]


Wracając do fragmentu dotyczącego Powstania Styczniowego, ta dosyć chaotyczna wypowiedź daje jednak punkt zaczepienia do dalszych poszukiwań. W. Fusek zebrał i przywołał takie osoby:

  • bezimienni bracia z zakonu
  • Stefan Niziński
  • Stefan Wilczkiewicz
  • Franciszek Szczepański
  • Pius Lignar
  • Neumanoszczyki
  • Emil Rylski

Mając już pewne doświadczenie z twierdzeniami W. Fuska w ww. książce miałam dosyć mieszane uczucia, czy w ogóle uda mi się znaleźć cokolwiek. Był to jeden z powodów, dla którego temat ten odłożyłam na kiedyś.

Później pewną nadzieję dało mi opracowanie Stanisława Motyki w tomie 1 publikacji “Nad rzeką Ropą”, gdzie autor przytoczył zeznania Andrzeja Kujawskiego, powstańca z Gorlic, na temat ochotników z Biecza:

“(...) W Bieczu i okolicy przyłączyli się trzej miejscowi szewcy - Franciszek Szczepański, Kwiatkowski, Szymański, a następnie Pius Ligner, stolarz z Biecza, Rylski, właściciel folwarku w Bieczu (zginął pod Komorowem), syn organisty z Harklowej, Stefan Wilczkiewicz z Libuszy. (...)”


Andrzej Kujawski w swoich wspomnieniach z 1863 r. przywołuje takie osoby jak:

  • Franciszek Szczepański, szewc
  • Kwiatkowski, szewc
  • Szymański, szewc
  • Pius Ligner, stolarz
  • Rylski, właściciel folwarku w Bieczu
  • syn organisty z Harklowej
  • Stefan Wilczkiewicz z Libuszy


[źródło]
[opis za Polona.pl: Powstańcy styczniowi - zdjęcie ilustracyjne]


Obraz ponownie jest niejasny, potwierdzają się cztery nazwiska, dochodzą nowe, a inne znikają. Pojawia się też inna trudność, bo przecież ochotnicy mogli wychodzić w różnych grupach i o różnym czasie. 

Nieco kolorytu do tej krótkiej notatki dodaje artykuł Andrzeja Ćmiecha, regionalisty i pasjonata z Gorlic, opublikowany w Gazecie Krakowskiej z 01.02.2014 r., w którym autor przywołuje wspomnienia Andrzeja Kujawskiego w szerszym zakresie  - nadal jednak nie podając źródła, z jakiego zaczerpnął tę wypowiedź. Mogło to być świadectwo spisane przez tego weterana zdeponowane w Muzeum Regionalnym PTTK w Gorlicach, ale pewności takiej nie mam.


[źródło: Stanisław Motyka, Wczoraj i dziś powiatu gorlickiego w: “Nad Rzeką Ropą, t. 1”, str. 229]


Karol Zaykowski, dziedzic Czermnej, swoich pamiętnikach tak opisał moment wyjścia z grupą ochotników do powstania:

“(...) Ja niemając zatrudnienia i bezczynnością znużony, i jako b. oficer inżynierii do rzemiosła wojennego powołanym się czując i dalej z tradycją, że dwóch moich Stryjów w r. 1831 zaszczytnie za wolność walczyło - niewiele się do wzięcia udziału w tym ruchu namyślałem (...) dawnego żołnierza z r. 1831 - zbierano broń, co kto miał, - ja dostałem od X.Kretowicza z Bączali dubeltówkę, którą tenże z bólem serca wydał i z własnym pałaszem oficerskim wyjechałem w lutym [msz: 1863] - wraz z Józefem Nowotnym, Leonem Niesiołowskim, Eugeniuszem Rylskim, ... Świrskiem, Władysławem Trompterem (?) do Krakowa. (...)”


Ponownie pojawia się znajome nazwisko, z tym że pozostałe osoby należą zdecydowanie do innego stanu, niż szewcy i stolarze.

Gdzie zatem jest prawda?

Dopiero kiedy zestawiłam obie powyższe informacje o bieckich uczestnikach powstania ze słownikiem biograficznym Magdaleny Micińskiej, wszystko zaczęło wydawać się łatwiejsze. 

Podkreślę tutaj słowo “wydawać”, bo łatwo wcale nie było. 


Ochotnicy z czerwca 1863 r.

W okolicy Gorlic i Biecza prowadzono akcję werbunkową do powstania zarówno w dworkach, jak i u lokalnych rzemieślników (np. u Józefa Tokarskiego). Dekonspiracja groziła konsekwencjami prawnymi, w tym procesem i aresztem. Mimo skutecznego wykrywania tego rodzaju “spisków” przez administrację austriacką, agitacja trwała. Według zeznań Andrzeja Kujawskiego:

(...) zwerbowani w czerwcu 1863 r. zgromadzili się we dworze Marcelego Łętowskiego w Gliniku, skąd trzema furami jechali wzdłuż Wisłoki do Mielca. Po uformowaniu się większego oddziału pod dowództwem Kościakiewicza [msz: Chościakiewicza] (Popiela), ruszono ku Wiśle. Nad Wisłą zostali zaopatrzeni w ubranie i uzbrojeni w karabiny z bagnetami. Silny obstrzał towarzyszył ich przeprawie na drugi brzeg. (...)”

źródło: S. Motyka, Wczoraj i dziś powiatu gorlickiego w: “Nad Rzeką Ropą, t. 1”, str. 230


Okolice Biecza, malowała: Barbara Rudzińska, artystka z Biecza


Bitwa pod Komorowem rozegrała się 20 czerwca 1863 r. i zakończyła dla oddziału pogromem, ale o tym dalej. 

Nie wszyscy z grupy, która w czerwcu 1863 r. pojechała do powstania, trafili do oddziału walczącego w czerwcu nad Wisłą, w Komorowie. Bardzo wielu, nie tylko z tej grupy, walczyło w pułku Czachowskiego i zostało pojmanych w październiku 1863 r. w bitwie pod Jurkowicami.


Franciszek SZCZEPAŃSKI

Urodził się 05.10.1837 r. w Bieczu, w obrębie miasta, był synem Józefa i Anieli z domu Mazur. W momencie wybuchu powstania miał 26 lat. Podobnie jak Pius, należał do grupy, która została zwerbowana do powstania w czerwcu 1863 r. 

Walczył w oddziale Czachowskiego, do niewoli został wzięty w bitwie pod Jurkowicami (21.10.1863 r.). Wysłany do Pskowa 29.11.1863 r. w 11. partii do decyzji MSW. Następnie był sądzony we Włodzimierzu, po pozbawieniu wszelkich praw stanu skazany na 3 lata robót przymusowych w permskiej rocie aresztanckiej. Kolejno odesłany na osadzenie w guberni jenisejskiej. Przybył do Tobolska 10.11.1866 r. w 119. konnej partii, 17.11.1866 r. ruszył dalej w 106. partii konnej bez zakucia w kajdany. Dotarł do Tomska 12.12.1866 r., nazajutrz wyruszył w 202. konnej partii na miejsce przeznaczenia. Przebywał w gm. Nazarowskaja w okregu aczyńskim. Łącznie przebył prawie 6000 km do miejsca zesłania. Na szczęście wydaje się, że stosunkowo szybko został uwolniony. Przed 20.08.1867 r. (po 29.02.1868 r.?) wysłany do Galicji z obowiązującym dozgonnie zakazem wjazdu w granice Cesarstwa Rosyjskiego.

Po powrocie ożenił się 24.11.1869 r. z Koletą Paszyńską, był szewcem, mieli 9 dzieci. Zmarł na gruźlicę w wieku 62 lat, został pochowany w Bieczu 24.11.1900 r.


źródło:
M. Micińska, “Galicjanie. Zesłańcy po Powstaniu Styczniowym”, str. 754
S. Motyka, Wczoraj i dziś powiatu gorlickiego w: “Nad Rzeką Ropą, t. 1”, str. 230
W. Fusek, “Biecz i dawna ziemia biecka na tle swych legend, bajek, przesądów i zwyczajów”, str. 63
metryki parafii bieckiej


Na marginesie warto dodać, że wedle podania rodzinnego przekazanego przez badaczkę historii rodziny Ołpińskich i Szczepańskich Annę Tryszczyło-Mróz, również brat Franciszka - Antoni - brał udział w powstaniu i miał zginąć nad Niemnem. Być może w tym przekazie jest ziarno prawdy, aczkolwiek pewne jest, że Antoni Szczepański nie zginął i ożenił się w Nowym Wiśniczu.


SZYMAŃSKI oraz KWIATKOWSKI

Obaj byli szewcami z Biecza i - wg wspomnień A. Kujawskiego -  mieli przyłączyć się do grupy ochotników z Biecza w czerwcu 1863 r. Nie znalazłam o nich wzmianki w innych źródłach podanych we wstępie. Na podstawie metryk parafii bieckiej próbowałam ustalić, o kogo mogło chodzić, jednak wyniki nie są jednoznaczne, dlatego nie będę ich przytaczać. Być może istnieje szansa, że w rodzinach zachowało się wspomnienie udziału przodków w powstaniu, gdyż innych dokumentów na razie nie ma.


źródło:
S. Motyka, Wczoraj i dziś powiatu gorlickiego w: “Nad Rzeką Ropą, t. 1”, str. 230


Pius LIGNAR

Urodził się 11.07.1836 r. w Bieczu, był synem Jana i Agnieszki z domu Szczepańskiej. W momencie wybuchu powstania miał 27 lat, był kawalerem. 

Pius należał do grupy, która - jak wspomina A. Kujawski - została zwerbowana i w czerwcu 1863 r. wyruszyła furmankami do powstania. W dokumentach nie ma potwierdzenia do jakiego oddziału powstańczego przystąpił. Słownik biograficzny zesłańców podaje, że za udział w powstaniu został zesłany na Sybir. Wg prasy galicyjskiej z 07.11.1866 r. został odstawiony do granicy Galicji w Szczakowej. Wg źródeł rosyjskich przed 21.09.1868 r. odesłany do Austrii z obowiązującym dozgonnie zakazem wjazdu w granice Cesarstwa Rosyjskiego.

Baza danych “Powstańcy Styczniowi” podaje dodatkowo, że pracował na zesłaniu przy budowie kolei w guberni tulskiej i orelskiej, w oddziale gen. Sienilnikowa, znanego z ludzkiego traktowania jeńców, ale nie jest przytoczone źródło tej informacji.

Zapisy metrykalne potwierdzają, że do domu musiał powrócić zdecydowanie wcześniej niż sierpień czy wrzesień 1868 r., ponieważ zawarł związek małżeński w dniu 28.10.1868 r. Jego wybranką była Agnieszka Stygar z Przedmieścia, z którą miał 4 dzieci. Zmarł 05.03.1909 r.


W. Fusek opisał obu tak: 

“(...) znałem powstańców Franciszka Szczepańskiego, który w jasnej czamarze chadzał i Piusa Lignara stolarza, który pokazywał mi ramię szaszkami [*] poranione. Obaj powrócili ze Sybiru. (...)”

[*] rodzaj lekko zakrzywionej szabli używanej głównie w Cesarstwie Rosyjskim i Związku Radzieckim


Warto zaznaczyć, że słownik biograficzny Galicjan zesłanych na Sybir podaje jeszcze jedną postać, którą być może można łączyć w jedno z Piusem Lignarem. Pozostawiam tę kwestię otwartą.


Jan PIUS-PIJANER 

urodzony ok. 1845 (w 1863 miał 18 lat.). Był synem Jana, mieszczanina z Biecza. Walczył w jesiennej kampanii Czachowskiego, dostał się do niewoli pod Jurkowicami (21.10.1863 r.). Wysłany 29.11.1863 r. w 11. partii z Warszawy do Pskowa do decyzji MSW. Brak informacji o miejscu przeznaczenia i dalszych losach.


źródło:
M. Micińska, “Galicjanie. Zesłańcy po Powstaniu Styczniowym”, str. 441 [Pius Lignar] oraz str. 625 [Jan Pius-Pijaner]
S. Motyka, Wczoraj i dziś powiatu gorlickiego w: “Nad Rzeką Ropą, t. 1”, str. 230
W. Fusek, “Biecz i dawna ziemia biecka na tle swych legend, bajek, przesądów i zwyczajów”, str. 63
metryki parafii bieckiej


[źródło]
[opis za Polona.pl:  Atak powstańców na Miechów 17.02.1863 roku]


“(...) Inaczej zupełnie wyglądało w lutym 1863, kiedy wyjechaliśmy w kilkunastu młodzieży z Krakowa na zajęcie pogranicznej komory Michałowic. Wówczas wzięliśmy broń ze sklepu, ugodziwszy ją za tysiąc rubli, obiecując zapłacić po szczęśliwie dokonanej wyprawie. Jakoż nad granicą wysiedliśmy w lasku i zaczęli broń nabijać - przechodzący żandarm ukłonił się grzecznie życząc dobrego wieczoru - następnie poszliśmy na komorę, zajęli ją po krótkiej utarczce - zdobyli kassę z 9000 rubli, z których odliczywszy tysiąc wysłaliśmy jednego z nas na zaspokojenie należytości ruśnikarza. (...)”

[źródło]: Tadeusz Skałkowski, “Szkice z niedawnej przeszłości (1863-1864)”, str. 63 - 64


Eligiusz/Eugeniusz Franciszek RYLSKI

Zidentyfikowanie tego młodego człowieka nie było proste i nie jest do końca pewne, choć potwierdzeniem może być także podejście rodziny Rylskich, która w dostępnych publicznie drzewach genealogicznych podobnie identyfikuje swojego krewnego. 

A zatem kim był “Rylski, właściciel folwarku w Bieczu”.

Eugeniusza Rylskiego wspomina enigmatycznie dziedzic Czermnej, Karol Zaykowski, który ze swoją grupą wyjeżdża do powstania w lutym 1863 r. W. Fusek mówi natomiast o Emilu Rylskim, a A. Kujawski (powstaniec) w swojej relacji wspomina o tym, że do jego grupy ochotników w czerwcu 1863 r. przyłączył się Rylski, właściciel folwarku z Biecza. 

W tej sytuacji swoje poszukiwania oparłam na czymś, co wydawało mi się najpewniejsze: na metrykach parafialnych i księgach katastralnych.

Z ksiąg metrykalnych wynika, że w 1865 r. oraz w 1874 r. w Bieczu ślub biorą dwie panny Rylskie, córki Franciszka i Adolfiny z domu Kamińskiej.

Franciszek Rylski (ojciec) był radcą kryminalnym w sądzie wiśnickim, który na emeryturze przeniósł się z rodziną do Biecza i zamieszkał w jednym z dworków na Przedmieściu, prawdopodobnie wynajmował go od Bazylego Rozejowskiego. Zadomowił się wraz z rodziną na tyle, że kupował ziemię na terenie Biecza, co widać w dokumentach katastralnych. 


[źródło] [skan 53]


Idąc tropem Franciszka i Adolfiny odnalazłam zapisy w metrykach chrztu parafii w Nowym Wiśniczu dotyczące ich dzieci:

  • Eligiusz Franciszek Rylski, urodzony 01.12.1842 r.
  • Emil Adolf Rylski, urodzony 24.11.1846 r.
  • Franciszka Adolfina Rylska, urodzona 02.04.1852 r.

Emil Rylski tak jak siostry założył rodzinę, nabywał kolejne nieruchomości (w 1891 r. dworek modrzewiowy w Lipnicy Dolnej k/Jasła), nie mógł więc być tym Rylskim, który zginął w powstaniu. 

Franciszek Rylski, ojciec rodziny i właściciel ziemi w Bieczu, umarł 21.10.1866 r. w wieku 66 lat i jest raczej wątpliwe, aby jako starszy już pan wybrał się do powstania.


[źródło]
[opis do zdjęcia: dworek w Lipnicy Dolnej k/Jasła, 


Moim zdaniem osoba, o której mówią wszystkie trzy źródła, tj. W. Fusek, A. Kujawski oraz K. Zaykowski, to starszy z braci Rylskich, Eligiusz Franciszek, nazywany również Eugeniuszem.


[źródło] prawdopodobnie Eligiusz/Eugeniusz Rylski


Eligiusz (Eugeniusz) Franciszek Rylski tyle co ukończył 20 lat, kiedy postanowił wziąć udział w powstaniu. W. Fusek ubarwia swoją relację pisząc: 

“(...) Ktoś opowiadał, jak to stara Rylska ekspediowała syna wykładając mu podszewkę kamizeli dukatami. (...)”

Matka akceptując decyzję najstarszego syna, zrobiła co w jej mocy, żeby go zabezpieczyć, nie uchroniło go to jednak od przeznaczenia.


Pożegnanie Romualda Wilusza, syna ziemiańskiego z Błażkowej k/Jasła




[źródło: Romuald Wilusz, "Wspomnienia z powstania r. 1863 i z niewoli”]


Dzisiaj nie odpowiem na pytanie, kiedy i z kim młody panicz Rylski wyjechał do powstania. Czy było to w lutym 1863 r. razem z grupą Zaykowskiego, czy też w czerwcu 1863 r. z ochotnikami, wśród których byli inni Bieczanie.

Wg kilku relacji wszyscy trzej, Karol Zaykowski, Andrzej Kujawski i Eligiusz Rylski wzięli udział w bitwie pod Komorowem, która rozegrała się 20.06.1863 r. 

Karol Zaykowski, jako jeden z dowódców przy oddziale gen. Zygmunta Jordana, przeżył tę bitwę i szczęśliwie wycofał się do Galicji. 

Oddział Chościakiewicza (Kościakiewicza), w którym służył A. Kujawski - i być może E. Rylski - został rozbity, wielu powstańców poległo, część została wzięta do niewoli, a tylko nielicznym udało się ocalić życie.

Rodzina Rylskich, uważa, że Eligiusz Rylski to E. Rylski, student szkół tarnowskich, który poległ w bitwie pod Jurkowicami dnia 21.10.1863 r. 

Prawdopodobnie twierdzenie to oparte jest na publikacji pt. “Pamiątka dla rodzin polskich: krótkie wiadomości biograficzne o straconych na rusztowaniach, rozstrzelanych, poległych na placu boju, oraz zmarłych w więzieniach, na tułactwie i na wygnaniu syberyjskim, 1861-1866r.: ze źródeł urzędowych, dzienników polskich, jak niemniej z ustnych podań osób wiarygodnych i towarzyszy broni Cz.2”, pod red. Aleksandra Nowoleckiego. [źródło]


Co wydarzyło się zatem pod Komorowem i Jurkowicami? 

Bitwa pod Komorowem miała miejsce 20.06.1863 r. Wziął w niej udział oddział pod dowództwem Chościakiewicza (Kościakiewicza), który liczył ok. 350 piechurów i 50 kawalerzystów. Oddział ten przeprawił się przez Wisłę w bród w okolicy wsi Maniów i wkrótce, na terenie folwarku Komorów, podjął walkę z siłami rosyjskimi, które były znacznie silniejsze niż początkowo sądzono. W efekcie Polacy zostali z trzech stron otoczeni przez Rosjan, z tyłu mając Wisłę.

Tak wspomina tę bitwę jej uczestnik, Jan Słomka, były wójt w Dzikowie, który spisał swoje wspomnienia w książce pt. “Pamiętniki włościanina. Od pańszczyzny do dni dzisiejszych” [źródło]


“(...) Stanąwszy w sobotę 20 czerwca przed wschodem słońca nad Wisłą, zastali tam już wielu zgromadzonych, a inni jeszcze nadciągali. Wszyscy otrzymywali zaraz broń, mianowicie lekkie sztućce belgijskie z bagnetami i amunicję. Kto miał dobre ubranie, zostawał w swojem, — większa część jednak miała już lub otrzymała nad Wisłą niebieskie bluzki i konfederatki powstańcze. Koło 6 rano wszyscy byli już ustawieni w szeregi i gotowi do marszu, zaraz też zaczęli przechodzić Wisłę w bród. Szeregowcy rozebrani do koszuli mieli ubrania i obuwie pozawieszane na szyi, ładownice z amunicją na bagnetach. Woda była po piersi, miejscami po pachy.

Po przejściu Wisły oddział szybko się uporządkował, odmówił pacierz i raźno ruszył z miejsca, a w marszu odbywały się ćwiczenia i pouczenia wojskowe. Nie było już jednak czasu, żeby należycie pouczyć takich, co po raz pierwszy mieli w rękach karabin, jak się z nim obchodzić; a niewyćwiczonych w broni było w oddziale sporo, między tarnobrzeżanami dwóch. Wkrótce miała zacząć się bitwa. (...) 

Ażeby się nie wystawiać na strzały nieprzyjacielakie, powstańcy leżeli na ziemi, odwracając się przy nabijaniu broni (nabijanej jeszcze wówczas od przodu) na plecy. Mimo to kule moskiewskie, puszczane dołem, raziły mocno. Były wypadki, że ci z powstańców, którzy nie byli wyćwiczeni w strzelaniu, zakładali nabój odwrotnie, t. j., najpierw kulkę, a następnie proch, więc zagważdżali karabin, i w bitwie nie było z nich żadnego pożyku. 

Między powstańcami uwijał się ks. Hędrzak w sutannie, podziurawionej kulami, dysponując na śmierć konających i opiekując się rannymi, nadto zachęcając do boju słowami: »Dzieci, brońcie Wiary i Ojczyzny!« (...)

Jasnem się stało, że w takim położeniu wszyscy do wieczora wyginą, ale nikt się nie poddawał, każdy bronił się do ostatka, odstrzeliwując się na wszystkie strony, to piechocie, to konnicy. Udręczenie długą walką doprowadziło broniących się do despareckiej zaciętości, która odbierała odwagę nacierającym i zmuszała ich do ustępowania i trzymania się w pewnej odległości.

Koło 4-ej godziny pozostała z całego oddziału już tylko mała garstka, a resztki te broniły się bądź w drobnych kupkach, obróciwszy się plecami do siebie, i dając odpór na wszystkie strony, bądź pojedynczo. Na jednego broniącego się godziło już kilku i kilkunastu atakujących.

Jednocześnie wśród ogromnego upału dziennego ukazały się szeroko na horyzoncie groźne, czarne chmury, i zaczęła się straszna błyskawica i grzmoty. Zdawało się, że nadszedł sąd ostateczny. Wnet pociemniało i spadła ogromna nawałnica deszczowa, która rozerwała i rozpędziła walczących i położyła kres walce. (...) 

Stanisław Zderski, walcząc do ostatniej chwili i w grupie z innymi posuwając się ciągle w głąb kraju, uszedł z życiem dzięki gwałtownej ulewie i następnie wśród nawałnicy deszczowej zdążał sam ku Wiśle tą samą drogą, którą szedł przedtem oddział powstańczy. 

Napotykał wielu poległych, którzy miejscami wskutek ulewy leżeli zupełnie w wodzie. Zwłoki powstańców były przeważnie całkiem obdarte z ubrania, a nawet z bielizny, tylko Moskale mieli na sobie odzienie. (...)”


Powstańcy ginęli nie tylko w walce, niektórzy tonęli próbując przeprawić się przez Wisłę, do Galicji. Poniesione straty to blisko 200 zabitych i ponad 100 pojmanych 

Ciała powstańców pochowano w zbiorowej mogile na cmentarzu w Beszowej, łącznie spoczywa w niej 72 powstańców, także tacy, którzy utonęli w Wiśle w czasie innej przeprawy.


Kapliczka, malowała: Barbara Rudzińska, artystka z Biecza


Bitwa pod Jurkowicami miała miejsce 21.10.1863 r. i została stoczona pomiędzy oddziałem powstańców styczniowych pod dowództwem kapitana Augusta Rosnera (pseudonim „Gustaw Róż”) a oddziałami rosyjskimi. Pułk Czachowskiego kilka dni wcześniej przekroczył Wisłę i stoczył pierwszy bój pod Rybnicą. Następnie jednostka zgodnie z rozkazem dowódcy rozdzieliła się. Część piechoty pod dowództwem kapitana Augusta Rosnera wpadła w zasadzkę przygotowaną w Jurkowicach.

“(...) Najsilniejszą pozycją w Jurkowicach była wielka murowana owczarnia - tę zajął Rozner w czterdziestu strzelców. Popowski obsadził las obok wioski - kapitan S. opłotki wiejskie około drogi, a kapitan Bereza zabudowania najkorzystniej położone. (...)

Kapitan S. przyjął celnym i rzęsistym ogniem dragonów, dozwoliwszy im zapędzić się między płoty i rowy odparł szarżę ze znaczną stratą Moskali, gdyż ci nie prędko mogli się wycofać z tak niedogodnej dla konnicy miejscowości : - następnie przechodząc sam do ataku, otworzył sobie drogę w głąb kraju, i przerżnął się szczęśliwie. Podobnie uczyniła część naszych zajmujących zabudowania wiejskie - pociągnęli oni na północ, nie ścigani przez Moskali, których zamiar zniszczenia naszego oddziału w ten sposób częściowo udaremniony został. Cały ciężar bitwy spadł teraz na Popowskiego i Roznera. 

Ja należałem do zamkniętych w owczarni, niewidziałem więc przebiegu bohaterskiej walki, jaką toczył hufiec zajmujący lasek. Gdy pozycja ta już niemogła być utrzymaną, wtedy z bagnetem w ręku utorowali sobie nasi przejście do wioski, gdzie w drewnianej stodole znaleźli nowe oparcie. Tam stawiali zacięty opór wrogom tak długo, że dopiero pożarem tego budynku zmusili ich Moskale do opuszczenia tego schronienia, po czem poprowadził Popowski resztkę powstańców do ostatniego rozpaczliwego starcia na bagnety. W tym ataku padł ciężko ranny dzielny kapitan - Moskale wzięli go do niewoli, podobnie jak i niedobitków jego żołnierzy.

Po ustąpieniu kapitana S. zaczęli Moskale atak na owczarnię; tyraliery ich pełzając po zagonach przybliżali się powoli, obrzucali bezskutecznie gradem kul mury, - z naszej strony odpowiadały im rzadkie, lecz celnie wymierzone strzały. Aby nadaremnie nie psuć amunicji, kilku tylko najdzielniejszych strzelców naszych utrzymywało ogień, - reszta nabijała karabiny. 

(...)

Duszą obrony był Rozner; z oczernioną dymem prochu twarzą, z osmolonemi rękoma, biegł zawsze w najbardziej zagrożone miejsce, chwytał nabite karabiny, strzelal z zimną krwią i nadzwyczaj celnie. Bezprzestanny odgłos wystrzałów od strony, gdzie się bił Popowski, zwiastował nam, że i tam trwa opór z dobrym skutkiem. Walka zaczęta około dziesiątej rano, przeciągła się do drugiej popołudniu, -lubo za dokładność nie ręczę, bo któż w takiej chwili patrzy na zegarek - a jeszcze nieprzyjaciel żadnych nie odniósł korzyści. Obawialiśmy się tylko wyczerpania ładunków, - lecz zupełnie inne miało nam zagrozić niebezpieczeństwo.

Dach słomiany pokrywał owczarnię - więc Moskale postanowili go podpalić. Widzieliśmy jak nieśli wiązki słomy i zapalili takowe - wkrótce po tem kozak z żagwią przytwierdzoną do lancy ruszył galopem ku owczarni. (...)

Ale z drugiej strony udało się Moskalom zapalić narożnik strzechy - wnet płomień ogarnął dach, morze ognia zaszumiało nad naszemi głowy - gęste kłęby dymu wciskały się przez okna -- tryumfalne okrzyki Moskali ozwały się zewsząd. Staliśmy chwilę w niemem oczekiwanin, - słychać było wyraźnie szelest obejmujących dach płomieni, radośne wycie żołdactwa; najśmielsi z nas pobledli, - broń mimowoli zadrżała w ręku. 

Lecz na widok śmielej występujących Moskali znów zaczęliśmy bój, a huk wystrzałów mieszał się z trzaskiem gorejących krokiew i belek ....

Dym tamował oddech w piersiach i zasłaniał oczy, gorąco dojmowało tem dotkliwiej, że już spadały kawałki płonącej strzechy, a trzeszczenie wiązań groziło nam nieochybną śmiercią pod nawałą na pół przepalonego dachu. Więc zabierając kilku rannych postąpiliśmy ku drzwiom; - Rozner szedł pierwszy, zaledwo wychylił się, gdy obsypany gradem kul padł ranny śmiertelnie. Na garstkę naszą, zmęczoną tylogodzinnym bojem, łaknącą świeżego oddechu powietrza, uderzyła zewsząd moskiewska piechota, po krótkiem lecz zaciętem starciu wzięto nas w niewolę. (...)”

[źródło: Tadeusz Skałkowski, “Szkice z niedawnej przeszłości : (1863-1864)”, str. 70 - 72]


Tragiczny bilans starcia to: zabitych lub spalonych 52 żołnierzy (w tym dowódca kapitan Rosner i E. Rylski), ok. 50 ciężko rannych oraz około 150 wziętych do niewoli, uratowało się ok. 150 powstańców. Poległych 52 powstańców pochowano w zbiorowej mogile na cmentarzu parafialnym w Olbierzowicach. 

W efekcie bitwy do niewoli dostali się również Bieczanie - co najmniej 4. Razem pokonywali kolejne więzienia i na sporym odcinku podróży na zsyłkę również byli w ty samym transporcie.

A jaki los spotkał młodziutkiego Eugeniusza, czy dane mu było spocząć w mogile powstańczej, czy jego ciało sponiewierano gdzieś na polach, czy utonął w Wiśle lub zmarł w wyniku obrażeń po pożarze w budynku owczarni, o którą toczył się bój w Jurkowicach? 

źródło:
S. Motyka, Wczoraj i dziś powiatu gorlickiego w: “Nad Rzeką Ropą, t. 1”, str. 230
W. Fusek, “Biecz i dawna ziemia biecka na tle swych legend, bajek, przesądów i zwyczajów”, str. 63
J. Słomka, były wójt w Dzikowie, który spisał swoje wspomnienia w książce pt. “Pamiętniki włościanina. Od pańszczyzny do dni dzisiejszych”
T. Skałkowski, “Szkice z niedawnej przeszłości : (1863-1864)”, str. 70 - 72
metryki parafii bieckiej i z Nowego Wiśnicza, kataster galicyjski, wikipedia


[źródło]
[opis za Polona.pl: Pochód na Sybir wg rysunku Artura Grottgera]


Jan SIWIŃSKI - syn organisty z Harklowej

Być może chodzi o Jana Siwińskiego, urodzonego w Binarowej ok. 1845 r. Jego ojciec Michał był organistą, m.in. w Harklowej. Jan Siwiński dostał się  do niewoli 20.06.1863 r. w bitwie pod Komorowem, walcząc w oddziale Chociakiewicza. Zesłany na Syberię z 8-letnim wyrokiem ciężkich robót. Uzyskał skrócenie wyroku a potem zgodę na powrót dzięki wstawiennictwu ks. Ludwika Ruczki. Do Krakowa dotarł 25.07.1869 r. Po powrocie osiedlił się niedaleko Żmigrodu. Podobnie jak Andrzej Kujawski otrzymał stopień podporucznika weterana. Zmarł po roku 1923.

Swoje wspomnienia z zesłania spisał i wydał w 1905 r. w formie pamiętnika pt. "Katorżnik czyli Pamiętniki sybiraka".

źródło:
M. Micińska, “Galicjanie. Zesłańcy po Powstaniu Styczniowym”, str. 700
S. Motyka, Wczoraj i dziś powiatu gorlickiego w: “Nad Rzeką Ropą, t. 1”, str. 230


Stefan WILCZKIEWICZ/WILCZKOWICZ

Nazwisko to wymienia zarówno W. Fusek jak i A. Kujawski, przy czym ten drugi podaje, że Stefan Wilczkiewicz pochodził z Libuszy. Na podstawie tak szczątkowych danych trudno powiedzieć, czy obaj mówią o tej samej osobie. Niemniej jednak Stefan Wilczkiewicz z Libuszy istniał. Urodził się 29.08.1844 r. w Libuszy, był synem Józefa (gońca urzędowego) i Salomei z domu Zachacz. Nie miał nawet 19 lat, kiedy w czerwcu 1863 r. - jak podaje A. Kujawski - miał dołączyć do grupy ochotników z Biecza. Czy podobnie jak inni z tej samej grupy wziął udział w bitwie pod Jurkowicami, zginął lub zaginął? Niestety na te pytania na razie nie ma odpowiedzi, jego dalsze jego losy pozostają póki co nieznane. 

źródło:
S. Motyka, Wczoraj i dziś powiatu gorlickiego w: “Nad Rzeką Ropą, t. 1”, str. 230
W. Fusek, “Biecz i dawna ziemia biecka na tle swych legend, bajek, przesądów i zwyczajów”, str. 63
metryki parafii libuskiej


[źródło]


Bajki bieckie

W. Fusek spisywał opowieści sąsiadów, znajomych, rzemieślników i wszystkich, którzy mieli interesującą historyjkę do opowiedzenia. Z jednej strony nadając taki a nie inny tytuł swojej pracy, sam niejako określił swój stosunek do zawartych w niej treści. Z drugiej jednak strony wprowadzał elementy prawdziwe, które jednak w morzu “bajek” tracą swoją realność.

Wracając do powstańców styczniowych zacytuję ponownie 4 zdania, jakie na ten temat zapisał W. Fusek:

“(...) Do powstania w 63 r. poszli bracia z klasztoru a z miasta Stefan Niziński, Stefan Wilczkiewicz, a sam znałem powstańców Franciszka Szczepańskiego, który w jasnej czamarze chadzał i Piusa Lignara stolarza, który pokazywał mi ramię szaszkami poranione. Obaj powrócili ze Sybiru. (...)

Neumanoszczyki wraz z Emilem Rylskim poszli w 63 r. do powstania i nie wrócili. Ktoś opowiadał, jak to stara Rylska ekspediowała syna wykładając mu podszewkę kamizeli dukatami. (...)”

Pius Lignar i Franciszek Szczepański byli realnymi ludźmi, wrócili do domów rodzinnych do Biecza i z pewnością opowiadali o swoich doświadczeniach powstańczych, jednak zabrakło na te szczegóły miejsca w pracy W. Fuska. 

A co z pozostałymi osobami wymienionymi w tych 4 zdaniach?

Stefan Wilczkiewicz poszedł do powstania, potwierdził to również A. Kujawski, weteran gorlicki. Czy udało mi się właściwie zidentyfikować tę postać? Nie wiem, pozostawiam to pytanie otwarte.

Emil Rylski okazał się być Eligiuszem Rylskim, młodziutkim chłopcem, wychowanym w duchu patriotycznym, którego mama próbowała zabezpieczyć tak, jak jej się wydawało najlepiej.


Adolf (Stefan) NIZIŃSKI 

Urodził się 26.07.1847 r. w Bieczu, w obrębie miasta, był synem tkacza Ignacego i Domiceli z domu Jaworskiej. W momencie wybuchu powstania w styczniu 1863 r. nie miał nawet 16 lat. Trudno powiedzieć, w jakiej grupie uczestników przedostał się na teren Królestwa Kongresowego, ale było to przed 21.10.1863 r.

Wg słownika biograficznego przed powstaniem był uczniem w Krośnie. Walczył w oddziale Czachowskiego, dostał się do niewoli pod Jurkowicami - bitwę stoczono 21.10.1863 r. 

Został skazany na zamieszkanie w głębi Rosji; wysłany 29.11.1863 r. w 11. Partii do Pskowa do decyzji MSW. Sądzony we Włodzimierzu, skazany na osadzenie (lub zamieszkanie) w guberni tomskiej. Do tego momentu znajdował się w tej samej grupie jeńców, co Franciszek Szczepański.

Ostatecznie został skierowany do wsi Tujendat w gm. Kołyonskaja w okr. mariińskim. Pracował jako parobek, następnie zajmował się handlem, m.in. jeździł do Chin. Znajdował się na liście 253 poddanych austriackich, o których ułaskawienie zabiegał w czerwcu 1867 r. konsul rosyjski w Wiedniu Stackelberg. 

Przed 11.09.1870 (lub przed 7.04.1871?) odesłany do Austrii z obowiązującym dozgonnie zakazem wjazdu w granice Cesarstwa Rosyjskiego. Inna wersja mówi, że zbiegł przez Chiny do Europy. 

Po powrocie pracował w kopalni ropy Węglówka w Galicji, był też wydawcą pisma „Przegląd Górniczy”. Żenił się dwukrotnie - najpierw z Julią Bryskolówną, a po jej śmierci w 1891 r. z Marią Grabowską. Następnie był właścicielem podmiejskiego folwarku Guzikówka k. Krosna. Należał do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Zmarł w Krośnie 01.01.1927 r., został pochowany na tamtejszym nowym cmentarzu.

źródło:
M. Micińska, “Galicjanie. Zesłańcy po Powstaniu Styczniowym”, str. 556
W. Fusek, “Biecz i dawna ziemia biecka na tle swych legend, bajek, przesądów i zwyczajów”, str. 63
metryki parafii bieckiej


Dzień targowy w Bieczu, malowała: Barbara Rudzińska, artystka z Biecza


NEUMANOSZCZYKI

“Neumanoszczyki” to najprawdopodobniej synowie Wojciecha Antoniego Nej(y)manowskiego (lub Naj(y)manowskiego), dziedzica z Kwiatonowic. 

Ale od początku. 

Jeszcze w roku 1787 r. Kwiatonowice należały do Katarzyny Rutkowskiej, która wraz z mężem dzierżawiła także pobliskie Zagórzany. Następnie Kwiatonowice przeszły w ręce rodziny Nejmanowskich. W dworku kwiatonowickim przez pewien czas mieszkała rodzina Przerwa-Tetmajerów wżeniona w Nejmanowskich, przebywało także małżeństwo Eliasza Dembińskiego podobnie spokrewnione. Dzisiaj ich ślady można odnaleźć we wpisach metrykalnych chrztu w okolicznych księgach parafialnych.

Nejmanowscy byli właścicielami Kwiatonowic do roku 1875, kiedy na skutek nieporozumień rodzinnych siostra doprowadziła do egzekucji należnej jej spłaty po zmarłym ojcu. W efekcie tego Kwiatonowice zostały sprzedane a nabywcą został Kazimierz Sczaniecki h. Ossoria z Wielkopolski.

Kim byli synowie dziedzica? 

Wojciech Antoni i Krystyna pobrali się w Rzepienniku Biskupim w 1827 r. i przez jakiś czas mieszkali w Ołpinach, gdzie urodził się ich najstarszy syn Herman Adam Antoni (ur. 09.12.1829 r.). Następnie przeprowadzili się do Kwiatonowic, gdzie urodziło się jeszcze troje dzieci, tj. dwie córki i syn Tadeusz (ur. 03.11.1836 r.).

W Bieczu zmarł dziadek chłopców, 91-letni “Pan starszy”, jak określił go pleban dokonując wpisu w metryce zgonu w 1844 r. 

Ojciec chłopców, Wojciech Antoni Nejmanowski był lubiany - i jak pisze W. Fusek - dzięki temu w czasie rabacji udało mu się ujść z życiem:

“(...) W roku 1846 w czasie rabacji, występowali mieszczanie przeciw chłopom napadającym na dwory. Z chłopów najbardziej mieli się srożyć Matele z Binarowej. Gdy wieźli panów powiązanych - wtedy mieszczanie zaprosili chłopów na kieliszek do „Rajzi” i ich spoili a w międzyczasie panów uwolnili. Fakt ten dzisiaj jeszcze szeroko opowiadają i słusznie się nim szczycą. 

Tak odbili Najmanowskiego z Kwiatonowic mieszczanie Lignar i Szymański. (...)”

Tu na moment się zatrzymam.

Ponownie zapiski naszego farmaceuty z plotek zabranych wśród lokalnego społeczeństwa mijają się ze wspomnieniami uczestników tych wydarzeń. Tadeusz Nejmanowski skreślił kilka zdań na ten temat, w momencie wybuchu rabacji chłopskiej miał tylko 10 lat, ale "krwawe zapusty" wryły mu się w pamięć. 

Tego feralnego dnia do Kwiatonowic miała przybyć banda licząca ok. 2 tys. osób z sąsiednich wsi i ulokować na dziedzińcu kwiatonowickiego dworu. W swoim dzienniku T. Nejmanowski zanotował tak:

“(...) Nadjechał wóz z ciałami zabitych. Masa chłopstwa konwojowała go z tyłu i z przodu, a po lewej stronie jechał na koniu chłop, którego obraz do dziś zachowałem w pamięci. Pysk okrągły i duży, włosy rude długie spadające na ramiona, trzymał w jednej ręce dubeltówkę, w drugiej pałasz, z rabunku pochodzące, rycząc jakby zwierz: ≪My cesarza będziemy od Polaków bronić≫ (...)”

Dziedzic kwiatonowicki, Antoni Nejmanowski, został związany i odstawiony do Biecza, a następnie dalej, do Jasła.

Syn tak to zapamiętał:

“(...) Po drodze chłopi nabierając coraz więcej fantazji, zaczęli młócić go cepami, a ocalał, jedynie oddając się w opiekę wójta ze Strzeszyna i robiąc go odpowiedzialnym za wszystko. (...)”

[źródło: Andrzej Ćmiech, "Krwawe były zapusty 1846. Chłopi rabowali majątki oraz zabijali panów", Gazeta Krakowska z 19.01.2017 r.]


Dalej W. Fusek pisze tak:

“(...) Ten Neumanowski był to major (z jakiej armii?), patriota. W Bieczu bardzo lubiany. (...) W roku 48 Neumanowski organizuje tutaj gwardię narodową. Po tej gwardii pozostał wał szczelniczy w lesie bochniewiczowskim. (...)”


[źródło]



Po burzliwym roku 1846 życie z wolna wracało na zwykłe tory. W kwiatonowickim dworku następowała wymiana pokoleń, ok. roku 1860 umarł dotychczasowy dziedzic Wojciech Antoni, a jego następcą został najstarszy syn, Herman Nejmanowski. 31.07.1862 r. młody dziedzic zawarł związek małżeński z Honoratą Załęską w Gorlicach. 

W styczniu 1863 r. rozpoczęło się powstanie w Królestwie Polskim, w kwietniu tego samego roku zmarła matka dziedzica - Krystyna Nejmanowska, z domu Miller.

Czy dziedzic z Kwiatonowic z młodą żoną, folwarkiem na głowie i pierwszym dzieckiem w drodze, już bez pomocy rodziców, rzeczywiście wyjechał do powstania? 

Młodszy syn Antoniego Nejmanowskiego, Tadeusz Nejmanowski, musiał radzić sobie bardziej samodzielnie. Jego ślady odnalazłam w prasie galicyjskiej w 1867 r. w Krakowie, kiedy przebywał w mieście jako czyjś pełnomocnik.

Z notatek Karola Zaykowskiego:

“(...) ja dostałem od X.Kretowicza z Bączali dubeltówkę, którą tenże z bólem serca wydał i z własnym pałaszem oficerskim wyjechałem w lutym [msz: 1863] - wraz z Józefem Nowotnym, Leonem Niesiołowskim, Eugeniuszem Rylskim, ... Świrskiem, Władysławem Trompterem (?) do Krakowa. - Tu formowano się - ludzie, pieniężne posiłki ze wszech stron nadchodziły, te ostatnie tracono przy grze, winie i rozpustach. Na chlubę mogę powiedzieć, żem conto tych narodowych pieniendzy nie pragnoł i nie wziął. Liczne komitety białych i czerwonych pracowały dzień i noc i połowa przyszłych powstańców należała do tej cywilnej czynności - Zameldowałem się w jakiemś (..?) - spytano co zacz - powiedziałem żem oficer inżynieryi austr. - kazano mi czekać - czekanie to trwało parę tygodni - nareszcie koło 15 marca [msz: 1863 r.] kazano nam wyruszyć w pole. (...)”


Mało w tej notatce uniesień patriotycznych, a raczej chłodna obserwacja i mało pozytywna ocena działań galicyjskich zwolenników dołączenia do powstania.

Czy "Neumanoszczyki" rzeczywiście "wyruszyli w pole" jak Zaykowski? Czy bracia Nejmanowscy mieli okazję doświadczyć podobnych scen? Czy raczej - schłodziwszy głowy - postanowili zająć się pracą i sprawami rodzinnymi?

No i tu ponownie wkraczają “bajki bieckie”. 

W prasie galicyjskiej odnalazłam ślady, które świadczą o tym, że Herman Nejmanowski zupełnie spokojnie załatwiał rodzinne interesy w Krakowie od 16 do 18 maja 1875 r.  

Po sprzedaży Kwiatonowic Herman wraz z rodziną przeniósł się do Krakowa. Zamieszkał przy ulicy Tomasza 5, jako były właściciel dóbr, prawdopodobnie “kapitalista” żyjący z procentów od kapitału ulokowanego w korzystny sposób. 

Jego najstarszy syn, Adam Władysław Karol Szeliga de Nejmanowski, urodzony 21.10.1863 r. w Kwiatonowicach został urzędnikiem kolejowym, osiadł na stałe w Krakowie. Ożenił się z Laurą z domu Weiss w 1901 r.

[źródło]


Mieszkał m.in. na ulicy Szlak 7, Jana 14 i na Bernardyńskiej 13. Adres na ul. Bernardyńskiej stanowił zespół eleganckich kamienic i dworków położonych w pobliżu Wisły (obecnie nieistniejące). 

Natomiast ślady Tadeusza Nejmanowskiego odnalazłam w prasie galicyjskiej informującej, że w latach 1871 - 1875 osiadł na Ukrainie w Barszczowicach, by następnie od co najmniej 1877 r. wydzierżawić dobra w Mikulicach, koło Przeworska. Spędził tam ok. 15 lat, po czym w 1892 r. wyjechał, ponieważ, jak doniósł Kurier Lwowski z dnia 25.06.1892 r. [źródło]:

“P. Tadeusz Nejmanowski, długoletni dzierżawca majątku Mikulice koło Przeworska, wzorowy gospodarz, przeniósł się tymi dniami do własnego majątku Myślatycze pow. Mościska, żegnany serdecznie przez obywatelstwo okoliczne, a szczególnie włościan mikulickich.”


[źródło]
[opis za Muzeum w Przeworsku: Dworek Turnauów w Mikulicach]


Podsumowując, wyjazd braci Nejmanowskich do powstania jest możliwy, ale osobiście uważam, że mało prawdopodobny. Opuszczenie przez nich Biecza i rodzinnych Kwiatonowic wiązało się raczej ze zwykłych decyzji życiowych i ambicjami młodych ludzi do szerszego działania, niż niewielki folwark w Kwiatonowicach.

Upadek powstania styczniowego i kolejne powroty szlachciców, którzy w Galicji szukali pewnego rodzaju schronienia przed konsekwencjami prawnymi spowodowały, że Kwiatonowice szybko znalazły nowego właściciela, którym był od 1875 r. Kazimierz Sczaniecki h. Ossoria z Wielkopolski, weteran powstania.

źródło:
W. Fusek, “Biecz i dawna ziemia biecka na tle swych legend, bajek, przesądów i zwyczajów”, str. 63
A. Ćmiech, “Krwawe były zapusty 1846. Chłopi rabowali majątki oraz zabijali panów”, Gazeta Krakowska z 19.01.2017 r.
metryki parafii bieckiej, gorlickiej, rzepiennickiej, ołpińskiej i krakowskiej
spisy mieszkańców Krakowa, prasa z epoki


[źródło]



BRACIA ZAKONNI

W. Fusek, pisząc o “braciach zakonnych”, którzy poszli do powstania, miał na myśli najpewniej zakonników z bieckiego klasztoru oo. Franciszkanów Reformatów. Oczywiście - jak już wielokrotnie się przekonałam - trudno zgadnąć jaką “bajkę” tym razem opowiada autor. Czy chodzi o osoby przebywające w bieckim klasztorze Reformatów w roku 1862/63, które na ochotnika zaciągnęły się w szeregi powstańcze. A może autor ma na myśli tych zakonników reformackich, którzy po powstaniu osiadali na przestrzeni lat w Bieczu i tu pełnili posługę wspominając burzliwy okres powstania. 





















Klasztor oo. Franciszkanów Reformatów w Bieczu, malowała: Barbara Rudzińska, artystka z Biecza


Prowincja małopolska Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka była mocno zaangażowana w działalność patriotyczną. Ówczesny jej obszar leżał zarówno w zaborze rosyjskim jak i austriackim, stąd w samym zakonie wieści rozchodziły się bardzo szybko.

Zakonnicy z klasztoru w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą byli dosyć poważnie zaangażowani w powstanie styczniowe. Cytat z oficjalnej strony klasztoru:

“(...) 1863-64 – W czasie Powstania Styczniowego, którego wybuch nastąpił 22 stycznia 1863 roku, ma miejsce spore zaangażowanie zakonników począwszy od o. Rocha Jaśkiewicza – gwardiana klasztoru i Jakuba Burzyńskiego. O. Leon Głowacki ze wspólnoty w Kazimierzu był kapelanem zgrupowania kazimierskiego. Br. Symeon Czerniakowski, furtian – zginął 8 lutego 1864 roku pod Słupczą, zaś schwytany o. Bonawentura Czerniawski – gwardian z Solca nad Wisłą za udział w powstaniu jako kapelan oddziałów powstańczych został powieszony przez Rosjan – 12 grudnia 1863 r. W klasztorze ukrywał się przez pewien czas podczas rekonwalescencji powstaniec styczniowy Adam Chmielowski – dziś już święty Brat Albert. (...)”


W klasztorach oo. Franciszkanów Reformatów (m.in. w Kazimierzu Dolnym i Sandomierzu) odprawiano msze za ojczyznę i święcono broń. Klasztory w Lutomiersku, Miedniewicach i Pilicy służyły jako punkty przerzutu żywności oraz kryjówki dla partyzantów. 

W ramach represji Cesarstwo Rosyjskie zarządziło konfiskatę majątków oraz kasatę niektórych klasztorów. Klasztory w Kazimierzu Dolnym, Lutomiersku oraz Miedniewicach zostały zlikwidowane lub zamienione na cele wojskowe, a zakonnicy wywiezieni, niektórzy trafili na Sybir.

Cytat za oficjalną stroną Prowincji Matki Boskiej Anielskiej:

“(...) Na ogólną liczbę 128 zakonników, należących w roku 1861 do prowincji małopolskiej, około 50 było w mniejszym lub większym stopniu zaangażowanych w powstaniu styczniowym. Brali udział w nabożeństwach i manifestacjach patriotycznych, w kazaniach zagrzewali ducha narodowego, szli w szeregi powstańcze.

Jednym z nich był o. Antoni Majewski, który został zabity dnia 18 III 1863 r. przez żołnierzy rosyjskich, gdy po bitwie pod Grochowiskami zaopatrywał rannych powstańców sakramentami świętymi. Liczył zaledwie 26 lat życia.

Po stłumieniu powstania styczniowego władze carskie przystąpiły do reformy zakonów w Królestwie Kongresowym. Gdy idzie o prowincję małopolską, z powodu małej liczby zakonników od razu zlikwidowano 2 klasztory: w Sandomierzu i Rytwianach pod zarzutem czynnego udziału w powstaniu – również 2 klasztory (w Chełmie i Solcu); klasztory w Pilicy, Pińczowie, Stopnicy i Jędrzejowie pozostawiono jako tzw. etatowe czyli zbiorcze, do których skierowano zakonników ze skasowanych klasztorów, wreszcie klasztor w Kazimierzu zaliczono do nieetatowych (skasowano później). 

Jedynie klasztor w Krakowie nie został dotknięty represjami, ponieważ do roku 1846 leżał na terenie Rzeczypospolitej Krakowskiej, a następnie znalazł się w Galicji; w roku 1865 został przyłączony do prowincji galicyjskiej Matki Bożej Bolesnej. (...)”


Mój upór jest moim przekleństwem … niestety postanowiłam sprawdzić, kto pracował tuż przed wybuchem powstania w bieckim klasztorze.


Klasztor oo. Franciszkanów Reformatów w Bieczu, malowała: Barbara Rudzińska, artystka z Biecza


W kronice klasztoru bieckiego pochodzącej ze zbiorów Archiwum Prowincji Matki Bożej Anielskiej Zakonu Braci Mniejszych widnieje kilka nazwisk, co do których wiadomo z pewnością, że jawnie i czynnie popierały powstanie styczniowe:

1. pod datą roczną 1858 dwa nazwiska:

  • O. January Józef Grelyak (Greylak, Grelijak, Gryliak), urodzony w roku 1820 (lub 1821), w  Jabłonce na Orawie, ówczesne Węgry, z pochodzenia Słowak. Był gwardianem w Bieczu w okresie 1858 - 1863, a następnie gwardianem w klasztorze w Zakliczynie. za patriotyczną postawę w 1863 aresztowany przez władze austriackie. Rok przesiedział na zamku w Krakowie. Przez ostatnie 9 lat życia kapelan u  benedyktynek w Staniątkach. Swoje obowiązki spełniał gorliwie i z miłością. Miał gołębie serce i prawy a szlachetny charakter; wzór kapłana i zakonnika. Zmarł w Staniątkach 28.08.1889 r. i tam został pochowany [*]
  • O. Maksymilian Tomasz Bobel, urodził się 23.11.1816 r. w Czarnym Dunajcu w Galicji, w okresie 1861 - 1865 przebywał w klasztorze w Zakliczynie, gdzie jawnie prezentował swoje poparcie dla idei powstania styczniowego. Na placówce w Bieczu przebywał kilkukrotnie, ostatni raz w okresie 1868 - 1871. Zmarł 27.02.1881 r. w Zakliczynie. [*]

2. pod datą roczną 1868 jedno nazwisko:

  • O. Korneliusz Franciszek Strzelichowski, urodził się 08.10.1825 r. (lub 07.10.1824?), w miejscowości Paczółtowice, w granicach Wolnego Miasta Krakowa. Był gwardianem w Bieczu w okresie 1868 - 1872, w tym czasie przeprowadził gruntowny remont świątyni, kapliczek, murów i bramek. O. Korneli zamówił także nowe obrazy Męki Pańskiej wykonane w stacjach Drogi Krzyżowej na dziedzińcu przed kościołem. Przeprowadzenie tak rozległego remontu było możliwe dzięki wsparciu społeczeństwa, ale także gwardianowi udało się pozyskać darowiznę znacznej wysokości od samego Księcia Ferdynanda Habsburga. O. Korneliusz Franciszek Strzelichowski zmarł 26.01.1892 r w Przemyślu.
W czasie powstania styczniowego pracował w klasztorze w Krakowie i w pierwszych miesiącach roku 1863 wraz z gwardianem Stanisławem Cybulskim i kaznodzieją Alojzym Chojnackim zaangażował się w pomoc powstańcom. Po bitwie pod Miechowem (17.02.1863 r.) w klasztorze ukrywano jej uczestników, a także zagrożonych aresztowaniem kapłanów. Po uwięzieniu o. Cybulskiego kierował klasztorem. Z narażeniem życia przewoził przez granicę tajne pisma. Sam o. Korneliusz dosyć zdawkowo opisał swoją misję, jednak w gazecie Kurier Polski z 17.02.1892 r. można znaleźć więcej szczegółów wyprawy. [*]
 
"(P. S.) Odbieramy następujące pismo:

W uzupełnieniu wspomnienia o ś. p. O. Kornelim Strzelichowskim w 40 numerze
Kurjera Polskiego zamieszczonego, poczytujemy sobie za obowiązek przytoczyć jeden szczegół z jego życia.

Wiadomo, że oo. Reformaci w Polsce odznaczali się zawsze ścisłem wykonywaniem swojej reguły, wielką pokorą, miłosierdziem ku ubogim i staropolską gościnnością. Nadto odznaczali się też zawsze gorącą miłością Ojczyzny i poświęceniem się dla niej bez granic. Dali te jawny dowód swego patrjotyzmu, w pamiętnym dla nas roku 1863 i okazali się wtedy wiernymi synami Polski, choć wskutek tego narazili się na liczne przykrości.

W krakowskim klasztorze tego zakonu odbywano wtedy często najściślejsze rewizje; następnie uwięziono na kilka miesięcy przełożonego O. Stanisława Cybulskiego za to, że karmił uboższych powstańców i dawał im chwilowy przytułek w klasztorze.

Oprócz niego więziono także przez kilka miesięcy O. Alojzego Chojnackiego, za zachęcanie wojskowych do brania udziału w powstania polskiem. 

Zmarły zaś w Przemyślu O. Korneli Strzelichowski, mieszkający wówczas także w klasztorze krakowskim, o mało że swego patrjotyzmu nie przypłacił gardłem. Rzecz zaś miała się tak:

W kilka tygodni po wybuchu styczniowego powstania, przybył pewnego dnia do krakowskiego klasztoru oo. Reformatów, jeden z przedstawicieli Rządu narodowego, prosząc usilnie przełożonego O. Stanisława Cybulskiego, ażeby przez którego z zakonników, przesłał bardzo ważną i pilną depeszę do miasta Pilicy. Ponieważ ta misja była niebezpieczną, przeto też przełożony nie narzucał jej nikomu, pozostawiając ją wolnej woli zakonników. Kiedy nie było innego ochotnika, O. Korneli, nie zważając na niebezpieczeństwo, ofiarował się zawieźć depeszę. Ufny w pomoc Bożą - puścił się w drogę, przybył szczęśliwie do Pilicy i wskazanej osobie doręczył depeszę. Odebrawszy zaś nową w celu zabrania jej do Krakowa, ukrył ją w zakątku swego pugilaresu i wracał spiesznie nie zatrzymując się u nikogo w drodze. Tak bez przeszkody przybył na komorę rosyjską w Granicy - Tu jednak zaraz po wyjściu z wagonu został przyaresztowanym i do osobnego pokoju odprowadzonym. Jeszcze w pierwszem przerażeniu nie zebrał swych myśli, a już wbiegł za nim nieznany mu urzędnik i zawołał: „Oddaj ksiądz pugilares!“ - O. Korneli milcząc, spełnił jego rozkaz. Ten zaś rzuciwszy go na wierzch pieca, wybiegł spiesznie z pokoju nie powiedziawszy nic więcej. W tej samej chwili weszli inni urzędnicy z żandarmami i zarządzili około O. Kornelego najściślejszą rewizję - jednakże nie znalazłszy przy nim nic kompromitującego, oświadczyli mu, że jest wolnym i może się udać w dalszą podróż.

Gdy jednakże ostatni tego dnia pociąg odjechał już do Szczakowy, przeto O. Korneli musiał z konieczności nocować w Granicy, gdzie wskutek doznanych wrażeń całą noc nie zmrużył oka. Następnego dnia przed samem odejściem ku Szczakowy pierwszego pociągu - wszedł znów do jego pokoju ten sam urzędnik, a wręczywszy mu zabrany poprzedniego dnia pugilares, rzekł z naciskiem: „Masz ksiądz szczęście, ale drugi raz nie radzę próbować"! O. Korneli wrócił szczęśliwie do Krakowa - w pugilaresie nic mu nie zabrakło, a nawet i owej tak niebezpiecznej dla niego depeszy. Jednak do końca życia pozostało dla niego tajemnicą, kto tak dokładną o nim
podał denuncjację rosyjskim władzom w Granicy. Nie spotkał też już nigdy więcej w życiu wspaniałomyślnego swego wybawcy."

3. pod datą roczną 1872 jedno nazwisko:

  • Br. Rajmund Karol Głowicz urodził się 28.10.1800 r. w Kościanie, Wielkie Księstwo Poznańskie. W chwili wybuchu zrywu niepodległościowego należał do wspólnoty klasztoru w Choczu, prowincja wielkopolska. Tu cytat za postem Andrzeja Mularczyka:

“(...) Jak pisze bp Paweł Kubicki w swoim monumentalnym dziele „Bojownicy kapłani za sprawę Kościoła i ojczyzny w latach 1861-1915” za to, że brał udział w powstaniu oraz dostarczał produktów i innych rzeczy powstańcom, na mocy decyzji namiestnika Królestwa Polskiego z 25 listopada 1863 r., był wysłany na mieszkanie do środkowych guberni Rosji. W rosyjskich dokumentach czytamy: монах ордена реформатов в м. Хоче Раймунд Глович доставлял мятежникам продовольственные припасы… Natomiast o. Roland Preiss, kapucyn, w „Słowniku biograficznym zakonników franciszkańskich Królestwa Polskiego po kasacie 1864 r.” podaje inne daty: W 1864 pochwycony przez Rosjan i 18 marca 1865 zesłany w głąb Rosji (na Syberię?), co stało się – jak twierdził – przez przypadek. Chyba rzeczywiście nie udowodniono mu udziału w powstaniu (…), bo pod koniec czerwca 1865 wrócił z Rosji… Według jeszcze innych źródeł wywieziony był do guberni kostromskiej, na północny wschód od Moskwy. (...)

Najdłużej związany był z klasztorem chockim (ok. szesnaście lat), tam też miał sympatyzować z powstaniem. W tamtejszej kronice, w wykazie zakonników w r. 1862-63 przy jego nazwisku widnieje poczyniona w późniejszym czasie adnotacja „na Syberyi”… Jeszcze w r. 1863-64 przeznaczony był jako furtian do Lutomierska i stamtąd znowu skierowany do Chocza…

Powróciwszy z zesłania, jako poddany pruski, eksmitowany został poza granice Królestwa Polskiego. Bezskutecznie starał się o przyjęcie do Reformackiej Prowincji Niepokalanego Poczęcia Najśw. Maryi Panny w Prusach Wschodnich i Wielkim Księstwie Poznańskim… 

Formalnie pozostawał poza zakonem do roku 1869, kiedy to otrzymał zgodę ministra generalnego na przyjęcie do Prowincji Galicyjskiej. Przeżył w niej jeszcze lat dziewięć. Mimo podeszłych już lat pracował jako ogrodnik w Jarosławiu (do r. 1872), Bieczu (1872-76) i Kętach, gdzie zmarł 29 marca 1878 r.”

źródła:
“Powstanie Styczniowe Kraj i Litwa pogrążyły się w żałobie narodowej”, praca zbiorowa pod redakcją Beaty Michalec i Tadeusza Skoczka [link]
Jan Pasiecznik, ofm, "Kościół i Klasztor Franciszkanów - Reformatów w Bieczu"
o. Roger Mularczyk, “Pozyskał sobie wszędzie szacunek i miłość… o. Korneliusz Strzelichowski
A. Mularczyk, “Przez kilka miesięcy na zesłaniu w Rosji… br. Rajmund Głowicz
[*] informacje z zasobów Archiwum Prowincji Matki Bożej Anielskiej w Krakowie


Fakty bez mitów

W słowniku biograficznym Magdaleny Micińskiej można odnaleźć kolejne nazwiska osób pochodzących lub związanych z Bieczem, o których nie wspomniał W. Fusek ani nie opowiedział A. Kujawski, powstaniec weteran z Gorlic.


Benedykt LITWIŃSKI

Urodził się 05.05.1844 w Bieczu, w obrębie miasta, był synem Jana, z zawodu krawca, i Anny z domu Adamskiej. W momencie wybuchu powstania nie miał nawet 19 lat. Trudno powiedzieć, w której grupie dotarł do punktu zbornego, jednak musiało to być przed 21.10.1863 r., ponieważ walczył w oddziale Czachowskiego i dostał się do niewoli po bitwie pod Jurkowicami (21.10.1863 r.). 

Został skazany na zamieszkanie w głębi Rosji; wysłany 29.11.1863 r. w 11. partii do Pskowa do dyspozycji MSW a więc w tej samej grupie co Stefan Adolf Niziński i Franciszek Szczepański.

Następnie sądzony we Włodzimierzu i po pozbawieniu wszelkich praw stanu skazany na osadzenie w guberni astrachańskiej, następnie w guberni tomskiej. Jesienią 1864 r. przybył do Tomska. W maju 1865 r. odesłany na miejsce osadzenia w okręgu kaińskim. Wg prasy galicyjskiej zwolniony w 1869 r. i przewieziony na granicę zaborów 10.06.1869 r. - Czas z 19.11.1869 r.


[źródło]


Na zesłaniu przebywał 6 lat, a jego dalsze losy po powrocie nie są znane. 

Warto dodać, że Benedykt Litwiński został uwolniony staraniem najprawdopodobniej rodziny, która interweniowała u ks. Ludwika Ruczki. Ta niezwykle ciekawa postać jeszcze wróci.

źródło:
M. Micińska, “Galicjanie. Zesłańcy po Powstaniu Styczniowym”, str. 445
metryki parafii bieckiej, prasa z epoki


Jan LITWIŃSKI

Wg słownika biograficznego Jan mógł być ojcem Benedykta Litwińskiego, są to jednak tylko przypuszczenia oparte prawdopodobnie na tej samej drodze na zesłaniu. 

Za udział w powstaniu Jan skazany na osadzenie w guberni tomskiej. Jesienią 1864 r. przybył do Tomska. W maju 1865 r. odesłany na miejsce osadzenia w okręgu kaińskim. Brak informacji o dalszych losach. 

źródło:
M. Micińska, “Galicjanie. Zesłańcy po Powstaniu Styczniowym”, str. 445


Jan JABŁOŃSKI

Urodził się 16.07.1833 r. w Zakliczynie, miejscowość Kończyska. Jego rodzice do roku 1826 mieszkali w Bieczu i po pobycie w Zakliczynie ponownie przeprowadzili się do Biecza przed 1842 r. W momencie wybuchu powstania Franciszek miał 30 lat. W tym czasie jego ojciec już nie żył, Franciszek odbył służbę wojskową i być może szukał jakiegoś zajęcia, stąd wojaczka wydała mu się odpowiednia? 

Jak odnotowano w słowniku biograficznym przed powstaniem był byłym żołnierzem wojsk austriackich, pracował jako wyrobnik. Od maja 1863 walczył w oddziale Lelewela, wzięty do niewoli po rozbiciu oddziału. Sądzony przez sąd wojenny w Zamościu, 28.06.1863 r. skazany na 5 lat robót przymusowych w rotach aresztanckich; konfirmacja naczelnika Lubelskiego Oddziału Wojennego z 06.07.1863 r. 

Początkowo odbywał karę w twierdzy Zamość (?). 24.01.1864 r. wysłany do Pskowa w 18. partii. Decyzją MSW z 17.02.1864 skierowany do saratowskiej roty aresztanckiej; wyrok liczył się od 9/21.06.1863 r. Następnie odesłany na osadzenie do okręgu omskiego guberni tobolskiej. Po 22.11.1868 r. wysłany do Galicji z obowiązującym dozgonnie zakazem wjazdu w granice Cesarstwa Rosyjskiego. Wg prasy galicyjskiej dotarł do kraju między 30.09. a 15.12.1868 r. Na zesłaniu przebywał 5 lat. 

Po powrocie zawarł związek małżeński w dniu 26.01.1870 r. z Joanną Wędrychowicz Mieszkali w Bieczu na Przedmieściu, mieli dwoje dzieci. Jan był stolarzem, niestety zaraził się tyfusem i zmarł 24.02.1872 r. 

Jego nazwisko nie jest wymieniane w żadnych wspomnieniach, być może z powodu jego przedwczesnej śmierci. Powyższe dane zostały ustalone dzięki pracy Magdaleny Micińskiej na podstawie dokumentacji archiwalnej polskiej, rosyjskiej oraz notatek prasowych. 

źródło:
M. Micińska, “Galicjanie. Zesłańcy po Powstaniu Styczniowym”, str. 286
metryki parafii bieckiej i zakliczyńskiej


[źródło]
[opis za Polona.pl: Ośmiu powstańców uzbrojonych w kosy - zdjęcie ilustracyjne]


Leopold PASZYŃSKI

Urodził się 13.11.1840 r. w Bieczu, w obrębie miasta, był synem Józefa, z zawodu rzeźnika, i Anny z domu Kosiek. 

Gazeta Narodowa z 06.09.1863 r. podała, że był leczony w szpitalu w Stopnicy (dawniej Stobnica) z powodu ran - bez bliższych szczegółów. 

Słownik biograficzny informuje, że za udział w powstaniu był więziony w Stopnicy i Radomiu, na mocy rozporządzenia naczelnego Radomskiego Oddziału Wojennego z 08.09.1863 r. skazany na 3 lat robót przymusowych w rotach aresztanckich. Początkowo odbywał karę w twierdzy Modlin; 14.05.1864 r. wysłany w 31. partii z Warszawy do Pskowa, skierowany do roty archangielskiej. Przybył tam 15.08.1864 r. a następnie - wg Gazety Narodowej z 25.03.1865 r. - został ułaskawiony.


[źródło]


Po powrocie, podobnie jak ojciec, zajął się prowadzeniem zakładu rzeźnickiego. Ożenił się 23.11.1873 r. w Gorlicach z Antoniną Wójcikiewicz, mieli syna Ferdynanda. 

Leopold Paszyński zmarł w wieku 40 lat z powodu gruźlicy i został pochowany w Bieczu 09.10.1882 r.

źródło:
M. Micińska, “Galicjanie. Zesłańcy po Powstaniu Styczniowym”, str. 603
metryki parafii bieckiej i gorlickiej
prasa z epoki


Urzędowe stwierdzenie poddaństwa wymagało - jak już wspomniałam - zaangażowania rodziny lub znajomych i polegało na przesłaniu stosownych dokumentów (w tym metryki urodzenia) do wyznaczonych urzędów, które decydowały o ostatecznym zwolnieniu aresztanta.


[źródło]



Gagatki


Franciszek Bartłomiej SOLECKI

urodził się 16.08.1821 r. w Bieczu, w obrębie miasta, był synem Jana i Marii z domu Kozłowskiej. Prowadził zakład kuśnierski. 

W sierpniu 1864 r. sądzony przez sąd wojenny w Nowym Sączu za przestępstwo przeciwko publicznej spokojności i porządkowi, par. 556 Powszechnej Ustawy Karnej, uznany winnym i skazany. Za karę policzono mu 12-dniowy areszt, w którym przebywał do czasu wydania wyroku. 

Czy Franciszek popełnił wykroczenie związane z trwającym jeszcze powstaniem, czy może było to coś zupełnie innego? Tego się nie dowiem, niemniej warto odnotować ten przypadek

źródło:
[1] [2]
metryki bieckie


Feliks WĘDRYCHOWICZ

urodził się 04.06.1829 r. w Bieczu, w obrębie miasta, był synem Jana i Marii z domu Brzozowskiej, z zawodu cieśla. Gazeta Lwowska z 11.02.1865 r. poinformowała, że został skazany na 5 dni aresztu w "sztokhauzie" za przekroczenie obwieszczenia z 28.02.1864 r. Obwieszczenie to regulowało istnienie tzw. "stanu oblężenia" i obowiązywało do końca kwietnia 1865 r. Przekroczenie tego obwieszczenia mogło polegać np. na udzielaniu pomocy powstańcom, głoszeniu idei powstańczych i wszelkiej związanej z tym agitacji politycznej.

źródło:
[link]
metryki bieckie


Ferdynand KOSIBA 

pochodził z Libuszy, urodził się ok. roku 1837, jako syn Andrzeja i Marianny z domu Zaczek/Soczek. Z zawodu był krawcem.

Wg zapiski z Archiwum w Kielcach znalazł się na liście ochotników do powstania. 


[źródło]


Dotarł do Krakowa w lutym 1863 r., gdzie zgłosił się w punkcie zbornym dla ochotników, jako osoba potrzebująca ubrania, butów, burki, broni i zasiłku. 

Dalsze losy powstańcze nie są znane. 

Po tej przygodzie powrócił do Biecza, gdzie się ożenił jesienią 1865 r. z Emilią Wilczyńską, i mieszkał tu z rodziną co najmniej do roku 1875, następnie przeprowadzili się do Krakowa. 

źródło:
[1]
metryki bieckie, libuskie i krakowskie


Biecz, malowała: Barbara Rudzińska, artystka z Biecza



Na bieckiej liście ochotników, którzy zgłosili się do powstania są:

  1. Jan JABŁOŃSKI
  2. Ferdynand KOSIBA 
  3. Pius LIGNAR być może tożsamy z Janem PIUS-PIJANER
  4. Benedykt LITWIŃSKI 
  5. Jan LITWIŃSKI
  6. Stefan Adolf NIZIŃSKI
  7. Leopold PASZYŃSKI
  8. Eligiusz Franciszek (Eugeniusz) RYLSKI
  9. Franciszek SZCZEPAŃSKI
  10. Stefan/Szczepan WILCZKIEWICZ

A ponadto ojcowie i bracia z klasztoru oo. Franciszkanów Reformatów, którzy w Bieczu pracowali:
  1. O. January Grelyak,
  2. O. Maksymilian Bobel,
  3. O. Korneliusz Strzelichowski 
  4. Br. Rajmund Głowicz

Dlaczego udział tych osób w powstaniu styczniowych nie przetrwał w pamięci społeczności bieckiej? Dlaczego czcząc święta narodowe, z patriotyzmem na ustach, maszerując i ćwicząc, nie pamiętano o weteranach powstania styczniowego z Biecza? Nie byli tego warci? Nie byli znaczący? Nie byli ważni? 



[źródło: Gabriela i Tadeusz Ślawscy, "Biecz w dawnej grafice i Fotografii", str. 137]
[opis do zdjęcia za autorami: Zjazd powstańców z 1863 r. Wśród nich są Bieczanie. Fot. XIX w. Zachowana fotokopia]



Niestety nie dotarłam do informacji od kogo pozyskał to zdjęcie T. Ślawski i kto z Biecza został na nim uwieczniony. 

Widocznie jak zwykle były to osoby mało ważne ...


Ksiądz Ludwik Ruczka - opiekun Sybiraków ... i Bieczan

Po powstaniu styczniowym nie tylko same rodziny próbowały ratować ochotników z Galicji. W pomoc włączały się galicyjskie osobistości, w tym także ksiądz Ludwik Ruczka, w tamtym czasie proboszcz z Kolbuszowej. Pochodził z samego serca Rusi Szlachtowskiej, był synem katolika i unitki. Na kapłana katolickiego został wyświęcony w 1839 r. i po różnych perypetiach życiowych objął probostwo w Kolbuszowej w 1848 r., które prowadził przez kolejne 48 lat. Działał na polu lokalnym, a finalnym efektem jego zaangażowania był wybór w 1861 r. na posła do Sejmu Krajowego oraz Delegatem do Rady Państwa w Wiedniu. Do końca życia sprawował funkcję posła, zmarł w 1896 r.

Obok działalności kapłańskiej i parlamentarnej zaangażował się w pomoc Sybirakom. Jak pisze M. Micińska:

“(...) Ksiądz Ruczka nie otrzymał żadnej oficjalnej funkcji, nie było żadnych formalnoprawnych podstaw jego działalności; jednak stał się on „nieformalną instytucją, istniejącą na styku przedstawicieli obu rządów". 

Dla działania tej jednoosobowej instytucji niezbędne było rozstrzygnięcie trzech najważniejszych kwestii: uzyskania prawnego pretekstu dla interwencji, wypracowania dla niej metod i dróg w Warszawie i Petersburgu, wreszcie zdobywania konkretnych informacji na temat pozostających w Rosji jeńców i zesłańców. (...)”

Pretekst prawny znalazł się dosyć szybko: ksiądz Ruczka uzyskał od władz austriackich upoważnienie na to, aby w ich imieniu występować o uwolnienie jeńców, którzy nie dopełnili obowiązku służby wojskowej w ck armii. Następnie dzięki pełnieniu nowej funkcji, tj. nieoficjalnego rzecznika rządu austriackiego ds. jeńców nawiązywał kontakty z wysokimi oficjelami austriackimi i rosyjskimi. Ostatnim, trzecim krokiem było pozyskiwanie informacji na temat zesłańców. W tym celu ksiądz zlecał do gazet ogłoszenia prasowe skierowane do rodzin, w których prosił o nadsyłanie informacji na temat ewentualnych więźniów, których można by “reklamować”. Informacje pozyskiwał także poprzez sieć znajomych i osób pomagających bezinteresownie.

Swoją działalność prowadził przez ok. 10 lat, obejmując opieką ok. 1000 osób, m. in. Benedykta Litwińskiego oraz Leopolda Paszyńskiego.


[źródło: Powrót powstańca-wygnańca ze Syberyi]



Uwolnieni od katorgi jeńcy byli transportowani do Warszawy. Niestety po wyjściu z pociągu byli umieszczani ponownie w więzieniu, a to z powodu konieczności przeprowadzenia dalszej procedury: uzyskania potwierdzenia poddaństwa i wyrażenia przez władze austriackie zgody na ich przyjęcie w granice Austrii. Tutaj zaczynał się najgorszy okres niewoli: procedury przeciągały się, a to z powodu opieszałości rodziny lub jej rzeczywistego braku, a to z powodu niechęci urzędów austriackich.

Ostatecznie sybiracy odzyskiwali prawdziwą wolność po przewiezieniu pociągiem na granicę zaborów, np. w Szczakowej (jeśli więzień miał na to pieniądze) lub po pokonaniu pieszo drogi do Michałowic lub Jaworzna - co mogło zająć ok. 7 dni. 

“(...) Część powracających miała odpowiednie środki lub też rodziny, które mogły im je przesłać. Większość przekraczała granicę bez grosza i w łachmanach, bez możliwości opłacenia dalszej drogi do rodzinnych miejscowości, często też w złym stanie fizycznym (opisy wychudzenia, osłabienia, popuchniętych lub poranionych nóg powtarzają się parokrotnie w listach do księdza Ruczki i w innych źródłach). Na miejscu nie otrzymywali żadnego odgórnie organizowanego i finansowanego wsparcia; natomiast brak działań urzędowych rekompensowały w pewnym stopniu komitety pomocy i samopomocy, formowane samorzutnie przez osoby prywatne lub lokalne władze. (...)”

[źródło: M. Micińska, "Galicjanie … " str. XLVI - LII]


Z “naszych” powstańców w bogatym archiwum ks. Ruczki wymieniany jest Benedykt Litwiński oraz Ludwik Paszyński. Jak się okazało z Bieczanami nierozerwalnie jest związana historia Cyryla Wrońskiego i jego mamy Rozalii.


“Ta niepewność i tak znacznie nadwątlone zdrowie moje znacznie niszczy”

W odpowiedzi na ogłoszenie prasowe do księdza Ruczki zwróciła się rodzina Litwińskich, Paszyńskich oraz pewna wdowa z Moszczenicy. Rozalia Wrońska napisała swój pierwszy list mniej więcej w marcu 1865 r. z prośbą o poszukiwanie jej syna - Cyryla:

“(...) Jestem w stanie okropnie cierpiącym, nie tylko na zdrowiu, bo przez utratę syna, którego nawet miałam za zginionego, utraciłam prawie wzrok od łez i płaczu, i mało co widzę na oczy, materyalnie także wiele cierpię, bo nie posiadam żadnych funduszów na utrzymanie moje, a pomieniony syn Cyryl utrzymywał nie tylko swoje osobę z lekcyj udzielanych młodszym, będąc w 4ej klasie łacińskiej, ale i z tego szczupłego swego zarobku nieszczęśliwą słabością i wiekiem obarczoną matkę. (...)”

[źródło: list prawdopodobnie z marca 1865 r. napisany przez Rozalię Wrońską do ks. L. Ruczki - od skanu nr 142]


Po upadku powstania Rozalia podjęła najpierw samodzielne starania o wywiedzenie się na temat losów swojego jedynego syna, co szczegółowo zrelacjonowała w swoim liście do księdza. 

Kim była rodzina Wrońskich?


Cyryl WROŃSKI

urodził się 03.03.1841 w parafii Grybów, miejscowość Biała Niżna, w domu nr 28. Był synem Walentego i Rozalii z domu Łenczowskiej, rodzicami chrzestnymi zostali Wielmożny Pan Ferdynand Hosch właściciel dóbr Wojnarowa i Biała Niżna w Dominium Grybów i Wielmożna Pani Aniela/Amalia Zielińska. Walenty Wroński w tym czasie był rządcą w miejscowym dworze, a więc z tego powodu właściciele dworu zostali rodzicami chrzestnymi. 

[źródło: metryki grybowskie dla m. Biała Niżna]


[źródło]
[opis do zdjęcia: oficyny przynależnej do dworu w Białej Niżnej]


W momencie wybuchu powstania styczniowego Cyryl był uczniem gimnazjum w Nowym Sączu, w 4-tej klasie “łacińskiej”, jak pisała jego matka. Ojciec i mąż Walenty Wroński już wtedy nie żył. Oboje syn i matka utrzymywali się z jego skromnych dochodów uzyskiwanych z korepetycji, mieszkali w Moszczenicy k/Biecza.

Cyryl Wroński wyruszył do powstania w lutym 1863 r., dotarł do obozu Langiewicza. W wyniku toczonych potyczek znalazł się w niewoli rosyjskiej w marcu lub maju tego samego roku. Był więziony w Kielcach, następnie przeniesiony do rot aresztanckich w Zamościu, skąd zbiegł w lipcu 1863 r. i ponownie przyłączył się do oddziału powstańczego.

“(...) Podczas różnych kolei naszego powstania dostałem się w Lubelskie do oddziału Półkownika [sic!] Ruckiego. Daty nie pamiętam dokładnie, lecz to było w pierwszych dniach miesiąca lipca, jak nam przybył do oddziału młody człowiek, który na siebie zwrócił wszyskich uwagę i szacunek dla swej odwagi w narażaniu się na niebezpieczeństwo grożące mu życiem - był tu Cyryl Wroński, który wysłany na robotę po za obręb fortecy Zamość, potrafił zająć uwagę pilnujących go żołnierzy korzystając ze sposobności, bądź co bądź postanowił wyrwać się z jarzma niewoli moskiewskiej, umknąć poprzysiągłszy zemstę dla nieprzjaciół - jakoteż ucieczka szczęśliwe mu się udała - wpadłszy do pierwszego lasa rozbił kajdany i obawiając się aby go gdzie nie schwytano - dnie o głodzie przesiadywał w polach lub też niedostępnych miejscach a nocami uchodził, tak niewiedząc co z sobą robić, a bojąc się wstąpić do jakiego domu, przepędził dni cztery - aż nareszcie spotkał patrol powstańczy, który go do oddziału doprowadzil. Był on w mojej kompaniji, a jako Galicyjanina i człowieka, który tyle przeszedł szczególną sympatyją powziąłem do niego bo i wart był tego jako dzielny żołnierz i dobry kolega - bodaj wszyscy byli brali z niego przykład. (...)”

[źródło: list z 11.09.1868 r., napisany w sprawie Cyryla przez aptekarza Wincentego Grzesickiego z Pilzna, weterana powstania - od skanu nr 142]


[źródło]
[opis do zdjęcia: strona kopertowa listu Rozalii Wrońskiej do ks. Ludwika Ruczki]



Po wstąpieniu do powstańczego oddziału Józefa Władysława Ruckiego, w dniu 24.08.1863 r. Cyryl Wroński wziął udział w bitwie pod Fajsławicami na lubelszczyźnie. Dalej pisze Wincenty Grzesicki:


“(...) kompanija moja potrafiła przez czas niejaki w porządku ogień nieprzyjacielski wytrzymywać, zasłaniając odwrót starszyźnie - lecz nie widząc nikogo ze starszych oficerów, a przy coraz większem parciu nieprzyjaciela, poszła cała w rozsypkę, przez co dała wolną lukę moskwie. Ja zostałem z kilku kolegami - pomiędzy niemi był i Wroński - przez godzin kilkanaście, miałem sposobność poznać dokładnie odwagę tego młodzieńca - w kilku musieliśmy przez przewyższające pojedyncze oddziałki nieprzyjaciół przerzynać się, chcąc po za łańcuchy tyralierów, któremi otoczeni byliśmy wydostać się - Wroński został ranny bagnetem w bok i równocześnie postrzał w rękę, przez co na siłach opadł - trzech z naszego oddziałku trupem padło, mnie nie mając ani jednego wystrzału li tylko pałasz w reku i tym broniąc się z przodu, z tyłu za ręce żołnierze pochwycili, i mocnem uderzeniem kolbą w rękę pałasz wytrącili, który Wroński leżący na ziemi pochwycił, i z obawy aby, będąc w rotach aresztanckich miał zwyczajem moskiewskiem głowę ogoloną, nie był poznany - a tem samem nie dał sposobności do pastwienia się nad sobą wziąwszy pałasz w rękę - usiłując powstać z ziemi, czy w celu zanim go dobiją aby drogo jego życie opłacili - czy też chcąc ucieczką się ratować widząc żołnierzy zajętych mną - lecz siły go zawiodły bo zaledwie się podniósł, na powrót upadł - wyrzekszy [sic] coś, czego ja nie zrozumiał, pałaszem gardło sobie poderżnął. 

Tak skończył ten zacny człowiek i dzielny żołnierz, a nie był głośnym, bo sam był cichym - i nie rozgłaszał swej sławy - lecz tym którzy go mieli sposobność z bliska poznać - zostanie na zawsze w pamięci. (...)”


Do mamy Cyryla docierały sprzeczne wiadomości, a to że syn został osadzony w Zamościu, a to, że był widziany na Syberii, w mieście Iszym, gubernia tobolska, gdzie miał się żenić z jakąś Rosjanką z powodu niespłaconego długu, a to że jest możliwe ułaskawienie, ale musi ona wykazać, gdzie syn przebywa, a to wreszcie, że “miał życie utracić”, jak napisała w lipcu 1865 r.

Wszystkie te strapienia przekazywała księdzu Ruczce w swojej korespondencji, pisząc:

“(...) Daruj Wielmożny Księże Kanoniku Dobrodzieju dla miłości Boga zstroskanej i nieszczęśliwej matce potoki łez wylewający ośmielając się błagać Wielmożnego Księdza Kanonika Dobr. jeżeli posiada jakie wiadomości o zgonie mego dziecka Cyryla Wrońskiego urodzonego w Biały parafii Grybowski Obwód Nowy Sącz, a gdzie na teraz matka podpisana w Moszczenicy powiat Biecz od dawna stale mieszka, 


niech już wiem, abym już wiedziała, że na tem padole płaczu oczy go moje nie zobaczą, a ten cios jak dopust Boga zniesę z Rezygnacyą, 


że tak Najwyższemu podobało się mnie srogo ukarać, albowiem ta niepewność i tak znacznie nadwątlone zdrowie moje znacznie niszczy. (...)”

[źródło: list prawdopodobnie z lipca 1865 r. napisany przez Rozalię Wrońską do ks. L. Ruczki]


Około roku 1866 r. Rozalia Wrońska przeprowadziła się z Moszczenicy do Libuszy i przebywała w dobrach hr. Adama Skrzyńskiego. Zdrowie jej nie dopisywało, o czym wspominała wielokrotnie w listach do księdza. Poszukiwania syna i ciągła towarzysząca temu niepewność co do jego losów równie nie poprawiały jej stanu.

Zmarła 22.11.1868 r. w Libuszy i została pochowana na lokalnym cmentarzu, w dwa miesiące po liście Wincentego Grzesickiego, który zakończył jej 5-letnie poszukiwania jedynego jej dziecka. [źródło]


[źródło: Gabriela i Tadeusz Ślawscy, "Biecz w dawnej grafice i Fotografii", str. 230]
[opis do zdjęcia za autorami: Cmentarz komunalny. Drewniany krzyż na grobie Wilhelma Fuska powstańca z 1863 r. Fot. T. Ślawski 1972 r. (Dziś już nie istnieje krzyż, a tabliczka z napisem jest w Muzeum w Bieczu).]




Artykuł powstał przy współpracy z artystką malarką z Biecza, Barbarą Rudzińską.
Zachęcam do odwiedzenia pracowni 

Galeria ARTY
ul. Krzemińskiego 2
38-340 Biecz
tel.: 698-103-330
email: barbara.arty@interia.pl


Komentarze

Popularne posty